70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nowa era kin studyjnych

Co się dzieje z kinami studyjnymi? Dlaczego zamiast – w myśl logiki – wyginąć w bezlitosnym pejzażu multipleksów, coraz wyraźniej odznaczają się na kulturalnej mapie naszych miast?

Nikt nie wie, skąd wzięło się określenie „kino studyjne”. W PRL-u nazywano je początkowo Kinami Dobrych Filmów. Kto pamięta, że taki podtytuł miało Kino Wiedzy w Pałacu Kultury i Nauki? Etymologia nazwy „studyjny” prowadzi nas do studiowania, a więc zgłębiania, edukacji. André Bazin pisał, że kina trzeba uczyć się jak mowy. Każdy, komu zdarza się bywać w kinach studyjnych, zrozumie ideę od razu.

Pierwsze kina studyjne powstały w Europie w latach 20. jako tzw. kluby filmowe. W Stanach Zjednoczonych i Europie kina specjalizujące się w pokazywaniu dobrych, artystycznych filmów nazywano art cinemas, art house. W USA po II wojnie światowej wielki rozwój kin studyjnych bazował, co ciekawe, na ambitnym repertuarze europejskim. W amerykańskich arthousach wyświetlane były filmy Andrzeja Wajdy, Jerzego Kawalerowicza, Romana Polańskiego, Jerzego Skolimowskiego.

Przede wszystkim repertuar

W Polsce pierwsze kina studyjne powstały w latach 50. Najpierw pojawiły się Dyskusyjne Kluby Filmowe, które tworzyły się żywiołowo, głównie w środowiskach studenckich, przede wszystkim na fali odwilży po śmierci Stalina. Dzięki nim, jak czytamy w monografii Kino w sieci, zaczęła kształtować się świadomość, że kino może być sztuką, a ludzie, którzy zakładali kluby i w nich działali, wkrótce włączyli się w prace nad tworzeniem alternatywnej sieci dystrybucji. W powstaniu Sieci Kin Studyjnych czynnie uczestniczyli najbardziej poważani polscy krytycy i filmoznawcy, co także przyczyniło się do nobilitacji nowej Sieci. „Wszędzie na świecie istnieją kina dobrego repertuaru, wyświetlające tylko dobrane pod kątem poziomu artystycznego pozycje. Ich zadaniem jest nie dać przepaść w labiryncie masowej produkcji komercyjnej pozycjom wartościowym oraz pomóc w stworzeniu publiczności nowego typu, domagającej się tworzenia filmów ambitnych i oryginalnych” – pisał Jerzy Płażewski w 1961 r. w „Filmie”. Wtórował mu niedawno zmarły Jan Olszewski: „Kina studyjne są nam potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. W ciągu ostatnich kilku lat stworzono na świecie wiele filmów wybitnych, odbiegających od tradycyjnych wzorów tematycznych i estetycznych. Pozycje te – ze względu na to, że są tak nowatorskie – nie mogą liczyć na milionową widownię. W normalnych kinach skazane byłyby na klęskę. Jeśli nie chcemy, by gust naszej publiczności zatrzymał się na poziomie przyzwyczajeń z lat 30. – musimy jakoś te filmy widzom pokazywać. Nie wolno zacieśniać im horyzontów”.

Jan Olszewski był zwolennikiem radykalnego, choć dość często podzielanego poglądu, że pewne filmy, pewne nurty powinny być kierowane wyłącznie do kin studyjnych.

Pierwszym kinem studyjnym była otwarta w 1959 r. łódzka Adria, za nią powstały: poznańska Warta, warszawska Wiedza, gdański Żak, krakowska Sztuka (obecnie – Ars). Nazwy te otoczone są dziś legendą. Podobnie jak pozostałe – gdańskie Kino Kameralne, Świt w Nowej Hucie, Stylowy w Łodzi, w Poznaniu Pałacowe oraz Muza (jedno z najstarszych kin w Polsce). Sale Gerard i Zbyszek stołecznego Muranowa, którego gospodarzem przez wiele lat był słynny krytyk Leon Bukowiecki, do dzisiaj zapełniają się widzami. Tak samo jak do dziś działa katowicki Kosmos czy wrocławska Polonia, również uruchomione w latach 60. Dzielnie dotrzymywały im kroku bydgoska Awangarda, studencka Chatka Żaka w Lublinie, krakowski Związkowiec, kino w Łódzkim Domu Kultury oraz również w Łodzi Tatry, i w końcu jeden z najsłynniejszych DKF-ów lat 80., czyli Dom Sztuki na grzęznącym w glinie, za to zasiedlonym przez inteligencję Ursynowie.

To oczywiście tylko przykłady. Jednak czytelnicy w wieku 35+ pamiętają, że kina studyjne jeszcze w latach 80. stanowiły naturalną część pejzażu kinowego. W całej Polsce było ich zaledwie 33, za to cieszyły się znakomitą renomą. Miały swoją wierną widownię, do kina studyjnego trafiali widzowie wybierający z zasady bardziej ambitny repertuar. Choć złote lata kultury studyjnej i DKF-owskiej to przede wszystkim lata 60. Mało kto wie, że wśród filmów zakupionych specjalnie na potrzeby ówczesnych arthousów znajdują się m.in. Persona Bergmana czy Amarcord Felliniego, które spotkały się z niebywałym odzewem ze strony widowni.

W sieci

Przełom roku 1989 rozpoczął długi i bolesny proces wymierania kin małych, lokalnych, a więc tych, na których ruch studyjny się zasadzał. Przyczyniło się do tego kilka czynników. Na ekranach dominować zaczął uwolniony hollywoodzki repertuar, wygłodzona publiczność szturmowała kina wyświetlające komercyjne hity. Polskie kino, pozbawione punktu odniesienia, czyli kontekstu politycznego, zmagało się z kryzysem tematu, który miał trwać kilkanaście lat. Dla kultury filmowej zgubny okazał się zachwyt i bezkrytyczne przyjmowanie dyktatu wolnego rynku.

W wyniku pośpiesznej reformy kina obiekty zazwyczaj usytuowane w najbardziej atrakcyjnych punktach miasta oddawane były we władanie samorządów, które nader chętnie pozbywały się ich albo likwidując, albo zamieniając na sklepy, hurtownie, punkty usługowe, a nawet dyskoteki. Taki los spotkał kino Stylowy w Łodzi, które jak wspomina działacz ruchu studyjnego Tadeusz Wijata: „stało się jedną z najlepszych dyskotek z imprezami typu Miss Mokrego Podkoszulka”. W 1986 r. w Polsce funkcjonowało 2048 kin, w 1991 – 1195, a w 1992 – 933. Kiedy Polski Instytut Sztuki Filmowej usiłował na początku swojej działalności, w latach 2005–2006, policzyć kina, okazało się to niemożliwe. Samorządy raportowały do GUS bardzo niejednoznacznie. Czym jest kino? Czy zapuszczona sala w klubie garnizonowym albo ośrodku wczasowym to kino? A zapomniana sala w domu kultury? Niezależnie od tych wątpliwości PISF przyjął, że w tym okresie w Polsce działało ok. 600 tzw. kin tradycyjnych, obok coraz bardziej popularnych multipleksów.

Jednak właśnie wtedy, w najczarniejszych dla kultury kinowej latach, powstała instytucja, jak się później okazało, kluczowa dla odrodzenia idei rodzimych arthousów – Sieć Polskich Kin Studyjnych, założona w 1992 r. na skutek decyzji przewodniczącego Komitetu Kinematografii Waldemara Dąbrowskiego. Mimo że nie udało się zahamować intratnego procesu likwidacji kin, Sieć powstała i umacniała się z każdym rokiem. „Bardzo mile wspominam zapał, z jakim tworzyliśmy tę Sieć, pierwsze wspólne imprezy, zaangażowanie i pasję kolegów, którzy te kina tworzyli. Bardzo mile wspominam też pomoc mediów, a przede wszystkim prasy w promowaniu naszych kin i ich repertuaru” – mówiła w wywiadzie do książki Kino w sieci Aleksandra Myszak, która w latach 90. była szefową Zakładu Kin Studyjnych, organizacji dedykowanej tym kinom, działającej w strukturach państwowej Agencji Dystrybucji Filmów. „Istniała grupa osób, która prowadziła małe kina i nie poddała się komercji. Tylko poprzez takie placówki ambitny, artystyczny repertuar ma szansę dotrzeć do widza” – komentował narodziny ruchu jego założyciel Roman Gutek, szef prestiżowego Muranowa, dzisiaj dystrybutor i inicjator festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu. „Można zadać sobie pytanie: czy wprowadzenie do kin filmu w jednej lub dwóch kopiach ma sens? Dla mnie ma sens, nawet dla 3–4 tys. widzów warto filmy dystrybuować. Nie zapominajmy też, że potem filmy te ukazują się na DVD, mają emisję w stacjach telewizyjnych i kanałach tematycznych, których ciągle przybywa” – wyjaśniał Gutek, którego nazwisko stało się synonimem sukcesu dystrybucji tzw. niszowej, a do języka krytyki filmowej weszło określenie „film nowohoryzontowy”.

Małe kina Koniec lat 90. przyniósł załamanie działalności Sieci, która liczyła wówczas siedem kin własnych i kilkanaście stowarzyszonych. Niewątpliwie ludzie, którzy ją prowadzili, należeli do pierwszej profesjonalnej kadry menedżerów kultury. Nie mieli, niestety, wpływu na brak zrozumienia władzy dla funkcji kultury w życiu społecznym i gospodarczym, na przedłużające się oczekiwanie na Ustawę o kinematografii, gdyż nadal obowiązywało na tym gruncie prawo z 1987 r. Jednakże mniej więcej dekadę temu ruch studyjny zaczął się gwałtownie odradzać. Dzisiaj Sieć Kin Studyjnych i Lokalnych (bo taką nazwę nosi obecnie) liczy około 200 placówek! I tu należy powrócić do pytania otwierającego ten tekst: co stało się w tym czasie i co spowodowało, że Polacy z powrotem pokochali kina studyjne?

Gwałtowny i pełen sukcesów rozwój multipleksów w Polsce był dla właścicieli i menedżerów kin tradycyjnych trzęsieniem ziemi, które przeżyli tylko nieliczni. Jeden z najwybitniejszych działaczy, publicystów i znawców kina Andrzej Kucharczyk, szef krakowskiego Arsu, pisał pod koniec 2007 r. w artykule dla „Magazynu Filmowego SFP”: „Do dziś pamiętam słowa (bywającego wielokrotnie za granicą) dyrektora jednej z państwowych instytucji mających za zadanie rozwijanie dóbr odziedziczonych po minionej epoce, które brzmiały mniej więcej tak: ja się multipleksów nie boję oraz multipleksy się w Polsce nie przyjmą. Efekt jest taki, że spośród ośmiu samorządowych instytucji, którym ostatecznie powierzono majątek kinowy, tylko jedna przy pomocy funduszy unijnych znacząco unowocześnia zarządzane przez siebie kina. Jest smutną prawidłowością, że w miastach, w których powstają multipleksy, frekwencja w kinach tradycyjnych drastycznie spada, co często prowadzi do ich zamknięcia. Szczególnie dotyczy to miast średnich, poniżej 300 000 mieszkańców, bo zwyczajnie brakuje tam kopii filmowych dla starych kin. Dla przykładu podajmy Bielsko-Białą, gdzie już po kilku miesiącach działalności multiplexu zniknęły Złote Łany, Apollo i Rialto. Podobnych historii można by przytoczyć wiele”.

Kucharczyk już wówczas zauważył niepokojącą prawidłowość – kina studyjne znikają tam, gdzie są najbardziej potrzebne. W kolejnych artykułach na ten temat zwracał uwagę, że trudno ocalić kina, gdy nawet największe, najlepsze z nich mają kłopoty z dostępem do nowego repertuaru, blokowanego przez multipleksy. Jednocześnie podkreślał niestrudzoną walkę kierowników i właścicieli kin o sukces na tak trudnym polu. Bałtycki Helios otrzymał drugą salę, podobnie jak najpiękniejsze kino w kraju, krakowski Kijów, który z kina wielkich przebojów stał się centrum sztuki filmowej i kinem studyjnym. Z rozmachem i pomysłem przebudowano katowickie Kosmos i Rialto, wyposażając je w nowe funkcje – centrum kultury, filmotekę, salę typu „kinoteatr”. „Żadne z wymienionych powyżej kin nie jest w stanie nawet zbliżyć się do wyników z czasów minionej świetności. Zaryzykuję stwierdzenie, że ich frekwencja spadła bardziej niż dwukrotnie” – pisał Kucharczyk.

Pięć lat temu Kucharczyk postawił diagnozę, która okazała się słuszna: „Chyba nikt znający choć trochę polską branżę nie ma już wątpliwości, że obiekt z jedną salą nie ma żadnych szans komercyjnych w dzisiejszych warunkach. Dlatego wielkie obiekty zmieniają profil i nastawiają się na repertuar studyjny. Ale w tej kategorii lepiej radzą sobie mniejsze kina o wieloletniej tradycji”. Trzysalowe Kino pod Baranami, pięciosalowy (wówczas) Ars, dwusalowe: najstarsze (prawdopodobnie) kino na świecie – szczeciński Pionier, poznańska Muza – to przykłady kin, które radziły sobie całkiem nieźle mimo niesprzyjającej koniunktury. Właściciele kin zrozumieli, że oprócz oczywiście miliona innych czynników mniejsze, bardziej funkcjonalne sale oraz znakomite położenie to istotne warunki sukcesu. Ale nie jedyne.

Na ratunek

Sytuację Sieci Kin Studyjnych zmieniło wejście w życie Ustawy o kinematografii z 2005 r. Po likwidacji agencji rządowych Sieć została umocowana wraz z kierującym ją Andrzejem Goleniewskim w Filmotece Narodowej. Choć działa w strukturach narodowego archiwum, nie ma nic wspólnego z zabytkiem, zważywszy, że od 2009 r. podwoiła liczbę członków. Od 2007 r. Sieć wspierana jest przez Polski Instytut Sztuki Filmowej kwotą mniej więcej 2 mln zł rocznie. Nazwę zmieniono wówczas na Sieć Kin Studyjnych i Lokalnych – nie każde kino lokalne ma bowiem warunki, by stać się dobrym kinem arthousowym.

Na co idą te pieniądze? Na promocję ambitnego repertuaru, ale przede wszystkim na wykonanie kopii, które mogą być użyte wyłącznie w kinach Sieci, co daje gwarancję, że dystrybutor „nie zedrze skóry” z ambitnego kiniarza. Są to jednak, jak zauważa Andrzej Goleniewski, śmiesznie małe kwoty. 20 tys. na promocję tytułu to suma znikoma, jeśli weźmie się pod uwagę, że wprowadzenie kina do multipleksów z minimalną reklamą kosztuje ponad 200 tys. zł. Jednakże nawet ta skromna pomoc okazuje się w przypadku dystrybucji niszowej zasadnicza. Zwłaszcza że polski rynek dystrybutorów podzielił się spektakularnie na „mainstream” i „niszowych”. Z Siecią współpracują firmy, które świadomie wybierają studyjny model dystrybucji, dla których kilka tysięcy widzów to już jest sukces, dokładnie tak, jak o tym mówił jeszcze w latach 90. Roman Gutek.

Jednocześnie z odradzaniem się Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych rozwijała się inna, tym razem europejska – Europa Cinemas, której operatorem jest unijny program MEDIA, dzięki czemu kina otrzymują dodatkowe wpływy w postaci dotacji. Celem programu jest poszerzenie katalogu filmów europejskich, a w szczególności europejskich filmów pozakrajowych. Sieć pomaga w promocji filmów europejskich, otrzymała również dodatkowe fundusze przeznaczone na wsparcie projekcji cyfrowych w kinach członkowskich. Kino ubiegające się o przynależność do programu musi działać regularnie i posiadać w repertuarze przynajmniej 25% europejskich filmów pozakrajowych. Przykładowo – kwota łącznego dofinansowania Europa Cinemas Polska wyniosła w 2011 r. 323 726 euro, a do programu należało 27 kin. Trudno nie doceniać tak znaczącego wkładu.

Nowe kina objazdowe

Stara prawda mówi, że pieniądze to nie wszystko. Jak zauważa Aleksandra Myszak, sytuacja kin studyjnych jest lepsza niż w latach 90., bo mają bogatszą ofertę filmową, dysponują też większymi kwotami na realizację nawet trudnych i wymagających pomysłów. A także dzięki coraz lepszemu zrozumieniu ze strony władz lokalnych, które przeznaczają na kulturę coraz więcej pieniędzy, bo już wiedzą, jak bardzo ważna jest jej rola w życiu każdego człowieka i narodu.

Optymizm ten co prawda okazał się, w związku z kryzysem gospodarczym, złudny, ale fakt jest faktem – dzisiaj coraz rzadziej słyszy się wołania polityków o wolny rynek kultury, choć niestety, nadal duża część społeczeństwa na forach internetowych daje upust fali frustracji spowodowanej faktem, że europejskie kraje prowadzą politykę kulturalną i w ogóle dotują cokolwiek. Niemniej jednak nawet świat polityki nie okazał się odporny na dorobek nowej dziedziny wiedzy, jaką jest ekonomia kultury. Niezależnie od wygłaszanych przez miłośników liberalnego wolnego rynku kultury poglądów obserwujemy nieprawdopodobny wręcz rozwój edukacji kulturalnej, w tym zwłaszcza filmowej. Już kilka lat temu zauważył to cytowany wcześniej Andrzej Kucharczyk: „Rozmaitych akademii jest w kraju bez liku. Muszą jednak nieustannie podnosić poziom i atrakcyjność, chcąc skutecznie konkurować z wydaną przez PISF i dostarczoną do kilkunastu tysięcy szkół Filmoteką Szkolną. Łatwiej i taniej jest przecież oglądać filmy ze szkolnego DVD, coraz częściej wspomaganego taniejącym wciąż rzutnikiem wideo. A mimo to chęć obcowania z filmem na ekranie kinowym i żywym wykładowcą nie zanikła. Nowe Horyzonty Edukacji Filmowej otwierane są przed młodzieżą już nie tylko w stolicy, ale w wielu innych miastach”.

A był to dopiero początek rozwoju edukacji filmowej. Wędrują nie tylko Nowe Horyzonty, wędruje dziecięcy festiwal Ale Kino!, a PISF-owa Filmoteka Szkolna z programu dostarczenia płyt ewoluuje w kierunku pracowni interaktywnych i festiwali kina i nauki jednocześnie. Co roku w Polsce organizuje się dziesiątki wydarzeń z zakresu edukacji filmowej, ba, nie wypada już organizować festiwalu filmowego bez porządnej części edukacyjnej dla dzieci i młodzieży. Wszystkie te inicjatywy naturalnie kotwiczą w kinach studyjnych, dając im widownię, wizerunek i, a jakże, realny dochód. Bo jednocześnie kina studyjne stają się przystankami imprez kulturalnych i festiwali filmowych. A te, finansowane z bardzo różnych źródeł, m.in. z Ministerstwa Kultury, PISF, samorządów, miękkich funduszy unijnych i od sponsorów pośrednio zasilają także kina. Tę wielowątkowość działania doskonale widać na przykładzie jednego z najlepszych kin studyjnych w Polsce, kina Charlie w Łodzi. „Podstawowe trzy filary naszego działania programowego to: prezentacja filmów premierowych, organizacja festiwali, eventów (także poza budynkiem kina) i prowadzenie edukacji filmowej” – wyjaśnia w wywiadzie dla portalu sfp.org.pl szef kina, Sławek Fijałkowski. „Są to mechanizmy, które nie tylko pozwalają nam się odróżnić od kin repertuarowych, ale w oparciu o nie zbudować nową widownię. Dzięki organizacji różnych cykli filmowych z jednej strony możemy przypomnieć dokonania kinematografii światowej, co ma swój aspekt edukacyjny, z drugiej strony możemy dotrzeć do nowej widowni, która jest zainteresowana poznaniem historii i klasyki kina. Nasz najstarszy organizowany cyklicznie festiwal, jakim jest Forum Kina Europejskiego CINERGIA, po raz pierwszy został zorganizowany w 1992 r.”.

Widz ceni komfort Jednym z najważniejszych czynników zmian na rynku kinowym była cyfryzacja kin. Tradycyjna kopia 35 mm jest niesłychanie droga, podczas gdy wykonanie kopii cyfrowej, przekazywanej do kina za pomocą Internetu, jest wielokrotnie tańsze. Oczywiście nie znaczy to, że posiadanie aparatury cyfrowej jest równoznaczne z otrzymywaniem najlepszego repertuaru, bo polityka dystrybucyjna bardzo często nadal jest nakierowana głównie na multipleksy, które zgarnęły większość rynku kinowego. Mimo to wprowadzenie cyfrowego modelu dystrybucji do kin okazało się szansą dla ośrodków studyjnych. Nie byłoby to jednak możliwe bez specjalnego programu PISF, zwanego Narodowym Programem Cyfryzacji Kin. Jeśli kino ma także wsparcie samorządu (co przecież nie jest oczywiste) i należy do Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych, może ubiegać się o taką dotację, którą do dnia dzisiejszego otrzymało przeszło 100 kin.

Koszt projektora jest wysoki, wynosi 350 tys. zł. Ale myli się ten, kto uważa, że do zapewnienia sukcesu kina studyjnego starczy zróżnicowany repertuar, liczne imprezy, jakieś dofinansowanie i porządny projektor. Otóż nie. Badania publiczności kinowej w 2010 r. ujawniły, że widz ceni w kinie komfort. Inwazja multipleksów wykreowała widza wymagającego. Kino studyjne nie może być dzisiaj śmierdzącą grzybem norą, z archaicznymi fotelami i zaśniedziałym barkiem. Sam brak smrodu pop-cornu nie wystarcza. Kino musi być nowoczesne, jakość projekcji, obrazu i dźwięku na wysokim poziomie. A najlepiej, żeby było połączone z dobrą knajpą, barem, czytelnią czy przestrzenią eventową. Tak jak skromna krakowska Agrafka, jedno z najbardziej „eventowych” kin w Polsce, która otworzyła letnią scenę na… dachu.

Nowoczesność nie musi przekładać się na design. Ale właściciele i kierownicy kin już wiedzą, jak ważna jest dobra oprawa kina, będąca alternatywą wobec nużącej monotonii multipleksów. Tendencję tę wspaniale dokumentuje wydane zimą 2014 r. opracowanie W małym kinie. Raport z dużych miast. O szczególności tych miejsc świadczy często unikatowa architektura (jak Kijów) albo usytuowanie w prestiżowej kamienicy (jak warszawska Kultura, znajdująca się w budynku PISF-u oaza filmowców). Wystrój bywa bardzo różny, ważne, żeby przyciągał. „Krzesła wyściełane pluszem czerwonym jak serce”, o których pisał Gałczyński, nie są już obowiązkowe, odchodzą do lamusa. Przestrzenie kinowe mogą przyciągać klasyczną elegancją, jak liderzy – warszawski Iluzjon Filmoteki Narodowej, krakowskie Barany, Ars i Kijów, ale i wręcz przeciwnie – pewną „hipsterką”, w dobrym tego słowa znaczeniu. W krakowskiej Kice filmy ogląda się, leżąc na pufach. W dobrym stylu, zwłaszcza w przypadku zasłużonych obiektów, są nawiązania do historii filmu. „W kinach arthousowych elementy odwołujące się do świata filmu bywają silniejsze. Elitarność tych miejsc, a zarazem ścisłe powiązania z twórcami kinematografii poświadczają zdjęcia gwiazd filmowych” – zauważają autorzy raportu. Wszystko musi mówić widzowi, że oto znalazł się w miejscu, w którym wypada bywać.

Kim w takim razie jest widz? Twórcy wspomnianego raportu zauważają, że publiczność kin studyjnych jest o wiele bardziej zróżnicowana wiekowo i „funkcyjnie” niż bywalcy multipleksów. Dzieje się tak, po pierwsze, dlatego, że kino profiluje program pod konkretne grupy widzów – studentów, dzieci, seniorów. To już nie ta osławiona grupa 16–25, która dyktuje podobno trendy multipleksowe. Do kin studyjnych przychodzi wiele osób na początku aktywności zawodowej, a także sporo ludzi starszych, na fali popularności programów typu 60+. Ważnym czynnikiem są tutaj ceny biletów, przyciągające studentów, wielbicieli eventów, a także seniorów, którzy choć płacą mniej, często są najbardziej oddanymi widzami i pracują na „efekt skali”.

***

Jakie z tego wnioski? Warto oddać konkluzję zasłużonym działaczom i specom od tej specyficznej dziedziny kultury. „Dobre kino zaczyna się od dobrego gospodarza. To powinien być kiniarz z powołania. Z jednej strony dobry administrator, dbający o obiekt, jego czystość i wyposażenie. Z drugiej – zdecydowanie ważniejszej – musi to być miłośnik kina, potrafiący swoje preferencje oddać w ofercie programowej; empatyczny w stosunku do widowni, a dzięki temu potrafiący zainteresować ją swoimi pomysłami” – mówi Andrzej Goleniewski. „Myślę, że kina studyjne dopiero się rozkręcają – twierdzi szef Charliego Sławek Fijałkowski.– Biorąc pod uwagę to, że rośnie praktyczna umiejętność zarządzania tego rodzaju kinami i świadomość budowania własnej widowni, to na pewno przyszłość kin studyjnych w Polsce ma przed sobą »złoty wiek«. Coraz silniejsza jest również potrzeba integracji środowiska kin studyjnych i artykułowania wspólnych postulatów, chociażby w zakresie prac legislacyjnych i ustawodawczych, z których do tej pory byliśmy wyłączeni. Widać to bardzo dobrze na szczeblu samorządowym w zakresie powstających np. Regionalnych Sieci Kin Cyfrowych”. „Jestem optymistą, wierzę, że kina studyjne nie zanikną – konkluduje Roman Gutek. – Człowiek jest istotą społeczną, stadną, ludzie chcą oglądać filmy, wspólnie je przeżywać, dyskutować o nich”.

Kina studyjne, choć ich rola w systemie dystrybucji się zmieniła, wracają do dawnej roli – miejsca poważnej rozmowy o kinie i życiu, które to kino pokazuje.

.

Źródła:

Kino w sieci. 50 lat historii kin studyjnych w Polsce, koncepcja, opracowanie i przeprowadzenie wywiadów Ewa Modrzejewska, Warszawa 2009.

W małym kinie. Raport z dużych miast, http://wmalymkinie.pl/ images/pdf/Raport%202013.pdf (dostęp: 19 marca 2013 r.).

Oraz artykuły z pisf.pl. sfp.org.pl, „Magazynu Filmowego SFP”.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata