70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Post to otwarcie na Boga i drugiego człowieka

Rozumienie postu głównie jako umartwienia, ukarania siebie, rodzaju ekspiacji za grzechy trwa do dziś w niektórych nurtach chrześcijaństwa, także katolicyzmu. Ono jest niebezpieczne, bo idąc tym tropem, dochodzimy do wniosku, że Bóg się cieszy z tego, że czegoś nie zjemy czy nie wypijemy. Przecież to absurdalne, Bogu to nie sprawia radości. Post ma mnie otwierać.

Po co człowiekowi post?

Post występuje w wielu kulturach świata i ma kilka podstawowych wymiarów.

Po pierwsze jest jakby odcięciem się od sfery nieładu. Gdy przypomnimy sobie opowieść biblijną o stworzeniu człowieka, okazuje się, że w pierwotnym rajskim stanie nie było jedzenia, a także współżycia seksualnego, one pojawiły się już po grzechu pierworodnym. Post jest więc dążeniem do rewitalizacji, rekreacji – w sensie wtórnego odtworzenia tego stanu pierwotnego, komunii, jedności z Bogiem. Z kolei w Nowym Testamencie pojawia się metanoia – przemiana, nawrócenie, w której ma nam pomagać post. Z tym doskonale koresponduje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych – mięso i krew to pierwiastek życia, trzeba się z niego oczyścić, aby wrócić do pierwotnej harmonii.

Drugi wymiar, pojawiający się już w przed powstaniem wielkich religii monoteistycznych, to wymiana energii ze światem. Ponieważ post się wiąże z rytmem natury, zwłaszcza rocznym, więc w pewnych momentach się pości, chcąc całą energię, która mogłaby pochodzić z przetwarzania pokarmu, symbolicznie przekazać naturze, aby była płodna i rozwijała się.

Post zawsze był też momentem przygotowania, pojawiał się przed różnymi ważnymi wydarzeniami, na przykład rytami inicjacyjnymi. Ktoś udowadniał swoją dojrzałość w społeczności w ten sposób, że potrafił przez jakiś czas pościć.

Czwarty wymiar to wymiar oczyszczenia – post pojawiał się też przed wydarzeniami związanymi z sacrum. Szaman często przed wykonywaniem jakiegoś rytuału magicznego przygotowywał się do tego przez post. Tak samo było z wyrocznią delficką – gdy ktoś do niej przychodził, też musiał poczekać, aż pytia się oczyściła przez post, wzięła rytualną kąpiel i dopiero siadała w owych świętych oparach i wygłaszała swoje przepowiednie.

Czy tych rzeczy, zwłaszcza dwóch ostatnich, nie można było jednak osiągnąć w inny sposób? Dlaczego ludzie, i to w tak różnych kulturach, wpadli na pomysł poszczenia?

Dostarczanie pokarmu jest jedną z podstawowych form dbałości o własne życie. Głód jest postrzegany jako jedna z największych klęsk. Człowiek uświadamia sobie swą zależność od przyrody, swą zwierzęcość, a równocześnie chce ją przezwyciężyć poprzez produkty kultury.

A może po prostu potrzeba poszczenia wynikała z przyczyn czysto fizjologicznych – czasem dobrze jest oczyścić organizm – a potem dorobiliśmy do tego różnego rodzaju uzasadnienia?

Oczyszczanie organizmu mieści się w logice rekreacji, odnowienia, powrotu do podstawowego porządku, ładu.

Czy te podstawie wymiary postu pojawiają się także w poście chrześcijańskim, czy też on się czymś różni od innych?

W chrześcijaństwie przede wszystkim pojawia się bardzo silne odniesienie do Chrystusa. Chrześcijanin poprzez post w jakiś sposób łączy się z Nim. W Ewangelii Chrystus jest przedstawiony jako nowy Mojżesz, który także schodzi z góry i ogłasza na przykład błogosławieństwa. Mojżesz przed wstąpieniem na górę Synaj pościł przez czterdzieści dni i nocy po to, aby się spotkać z Bogiem Jahwe. Chrystus po swoim chrzcie w Jordanie także pości i to jest przygotowanie do podjęcia misji. Ale także w ten sposób pokazuje, że Jego pokarmem jest pełnić wolę Boga. W Nim się zaczyna powtórne stworzenie. U Marka jest mowa o tym, że aniołowie Mu usługiwali. To jest ewidentna aluzja do sytuacji rajskiej, do przywrócenia rajskiego porządku, które Chrystus zapoczątkowuje swoją misją. Post przypomina, że nie to jest najważniejsze, co jest na poziomie ziemskim, lecz odniesienie do Boga.

We współczesnym chrześcijaństwie post nawiązuje do męki Chrystusa. Ten motyw nie był jednak obecny w chrześcijaństwie od samego początku, pojawił się nieco później. Post jako ryt pokutny jest obecny w Biblii hebrajskiej – jest tam jeden jedyny dzień nakazanego postu w Dzień Pojednania, Jom Kippur. Choć praktyka późnego judaizmu rozszerzała zwyczaj poszczenia, nakazany dzień był tylko jeden. Post przede wszystkim miał służyć wzmocnieniu modlitwy, miał charakter suplikacyjny. Samuel pości, modląc się w jakiejś intencji, Estera, zanim pójdzie prosić króla Aswerusa o litość dla swojego ludu, mówi do Żydów: „Pośćcie za mnie (…), Ja też i dziewczęta moje będziemy pościły” (Est 4, 16). Także Dziejach Apostolskich jest bardzo piękna scena, gdy podczas uwięzienia Piotra Kościół się modli i pości w jego intencji. Gdy Paweł z Barnabą zostają wyznaczeni do pierwszej misji apostolskiej, też jest powiedziane: „Po poście i modlitwie oraz po nałożeniu na nich rąk wyprawili ich” (Dz 13, 3).

W Didache pojawia się kilkakrotnie wezwanie do postu przebłagalnego: „Módlcie się za swoich nieprzyjaciół i pośćcie w intencji tych, którzy was prześladują”. A więc jest to też taka modlitwa, która ma doprowadzać do zmiany czyjejś postawy.

Dopiero w III–IV wieku pojawia się Wielki Post, wcześniej poszczono przez kilka dni lub tydzień przygotowujący do święta Paschy. Za to dosyć radykalnie, jedzono jeden posiłek dziennie. Ta tradycja obowiązywała potem w Wielkim Tygodniu. Jedzono wtedy jeden posiłek dziennie, złożony z chleba, soli i jakiegoś napoju, spożywany dopiero po zachodzie Słońca. Późniejsze rozciągnięcie tego okresu przygotowawczego na czterdzieści dni zmieniło jego charakter, trudno było wytrzymać tak długo.

Chociaż muzułmanie potrafią…

Ramadan jest trochę inny, tam można jeść i pić dopiero po zachodzie Słońca, ale za to bez ograniczeń. Na złagodzenie postu w chrześcijaństwie wpłynęło też pojawienie się herezji, mających wydźwięk gnostycko-manichejski, ariański, które domagały się radykalnej ascezy, często wiążącej się z odrzuceniem tego, co cielesne. Kościół, występując przeciwko nim, temperował nadmierne praktyki postne czy pokutne, czy w ogóle nadmierny rygoryzm, pojawiający się na przykład u Tertuliana.

A czy herezjom należy przypisać owo przesunięcie akcentu na wymiar pokutny postu? Wydaje się, że przynajmniej w szerokim odbiorze dziś post jednoznacznie kojarzy się z wyrzeczeniem, a mniej obecny jest ten wymiar modlitwy, łączenia się z Bogiem.

Czy ja wiem? Zależy, jak się rozumie pokutę. W III i IV wieku, po zakończeniu prześladowań, Kościół zaczął stawać się coraz bardziej masowy, co wiązało się ewidentnie z obniżeniem duchowego poziomu chrześcijaństwa. W reakcji na to pojawili się Ojcowie pustyni, którzy radykalnie pościli, ale ten post miał zawsze wymiar relacyjny. Nie jedli chleba, ale ten chleb rozdawali ubogim, a w czasie, kiedy pościli, intensywnie żyli Słowem Bożym. Post nie koncentrował ich na nich samych, mimo, oczywiście, walki z pokusami czy z jakimiś innymi problemami, które się wtedy mogły pojawiać nawet na poziomie fizjologicznymi. Nie bałbym się mówić o wymiarze pokutnym, bo jeśli przez pokutę rozumiemy otwarcie się na  Boga i na drugiego człowieka, to wszystko w porządku.

Rozumienie postu głównie jako umartwienia, ukarania siebie, rodzaju ekspiacji za grzechy trwa do dziś w niektórych nurtach chrześcijaństwa, także katolicyzmu. Ono jest niebezpieczne, bo idąc tym tropem, dochodzimy do wniosku, że Bóg się cieszy z tego, że czegoś nie zjemy czy nie wypijemy. Przecież to absurdalne, Bogu to nie sprawia radości. Post ma mnie otwierać. Zagrożeniem jest taki post skoncentrowany na sobie, z nim walczyli już prorocy, bo on się łatwo przekształca w formalizm. Zachowujemy przepisy odtąd–dotąd i tyle. Mnie jeszcze uczono na teologii moralnej, ile uncji można zjeść i jak  długa może być przerwa między jednym kęsem a drugim podczas postu ścisłego.

Słyszałam też o mierzeniu średnicy skwarek, aby sprawdzić, czy jeszcze mogą być zjedzone podczas postu.

O tym nie słyszałem, natomiast te uncje sprawiały nam problem przy przeliczaniu na dekagramy. A przerwa między kęsami nie może być dłuższa niż piętnaście minut, bo wtedy to są już dwa posiłki.

U dominikanów słyszałam też definicję posiłku do syta – nie może trwać dłużej niż dwie godziny z jedną przerwą.

To nigdy nie była oficjalna nauka Kościoła.

W książce Anny Zadrożyńskiej Światy, zaświaty. O tradycji świętowań w Polsce znalazłam taką próbę definicji genezy postu, że jedzenie to dbałość o ciało, zatem ograniczenie go byłoby dążeniem do odwrócenia myśli od doczesności, a zwróceniem go ku wieczności, Bogu. Post miał oczyszczać ze zmazy człowieczeństwa i wieść do świata niematerialnego. Jak  rozumiem, ojciec by się zgodził z taką definicją?

Oczywiście, ale trzeba jej nadać sens bardziej chrześcijański i personalistyczny, czyli owo odniesienie do Boga i do drugiego człowieka. Ten wymiar jest ważny. Ja sobie to bardzo mocno uświadomiłem w związku z naszą naszej tradycją kapucyńską. Kilka razy do roku wspólnie celebrujemy post, który normalnie jest praktyką osobistą. Nazywa się to siccis, prawdopodobnie słowo to pochodzi od dawnych „dni suchych”. To jest na przykład w wigilię uroczystości świętego Franciszka, Niepokalanego Poczęcia, w Wielki Piątek i Środę Popielcową. Bracia się zbierają w porze normalnego głównego posiłku, czyli obiadu, i słuchając opisu Męki Pańskiej według świętego Jana, na klęcząco jedzą jeden symboliczny kawałek chleba z solą. W ten sposób z jednej strony uświadamiamy sobie, że mamy być otwarci na Słowo Boże, a z drugiej strony jesteśmy we wspólnocie i wspólnie adorujemy umieszczony wtedy w centrum refektarza wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego.

Czy jednak wewnątrz Kościoła niejako podskórnie nie ma takiego myślenia jak u heretyków, że ciało jest złe, targane instynktami, konieczność jedzenia, a w konsekwencji wydalania nas poniża, więc należy pościć?

Być może takie myślenie jest gdzieś obecne. Jest konsekwencją dualistycznego rozumienie człowieka jako jedności duszy i ciała, jedności zdobywanej w walce między nimi.

Z dzisiejszego punktu widzenia dawne przepisy dotyczące postu wydają się straszliwie restrykcyjne. Oczywiście dla niektórych pozostały one tylko teorią, ale poszczono w poniedziałki, środy i soboty, przed każdym wielkim świętem i tak dalej. W Wielkim Poście zalecano też powstrzymanie się od współżycia seksualnego. Dlaczego chciano ciało tak strasznie ukarać, skoro odrzucono herezje?

Chyba było w tym pragnienie uporządkowania świata. Człowiek ma tendencje do chęci panowania nad wszystkim, także nad fizjologią. Pamiętajmy, że wiele świąt miało oktawy, a zatem i świętowano dłużej. Więc może chodziło o osiągnięcie harmonii. Z drugiej strony świadomość grzeszności człowieka była silniejsza niż dziś, popularniejsze praktyki ekspiacyjne.

A z czego wynika to, że z owego pierwotnego restrykcyjnego podejścia, a zakładam, że przynajmniej część zwykłych ludzi starała się tych postów przestrzegać, doszliśmy do tego, że trudno nam zachować nawet niezbyt rygorystyczny dzisiejszy post?

Chyba wynika to z dążenia do własnej niezależności. Jeśli ja sam zdecyduję, to będę podejmował post z racji dietetycznych, estetycznych czy nawet z powodu mody. Z tych powodów ludzie są w stanie przestrzegać radykalnie śmiesznego reżimu alimentacyjnego, nieraz grożącego zdrowiu, ale musi to być racja osobista, ich decyzja. A post powinien mieć wymiar wspólnotowy i motyw religijny, w centrum nie mam być ja.

Widać jednak także wzrost zainteresowania tradycyjnym postem, może jest to efekt uboczny rozwoju medycyny. Na przykład okazuje się, że posty przestrzegane we wspólnotach zakonnych, na przykład u benedyktynów czy przez Hildegardę z Bingen, mają sens także z medycznego punktu widzenia. Tak więc tylnymi drzwiami post wraca, ale raczej jako rodzaj diety niż akt religijny.

Dla dużej części katolików nie jest jasne, jak to jest z tym piątkowym postem, bo jakiś czas temu zmieniły się przepisy kościelne.

Post ścisły dotyczy ilości – mamy obowiązek ograniczyć ilość pokarmu – i obecnie obowiązuje w Środę Popielcową i Wielki Piątek. Mówi się o dwóch posiłkach lekkich i jednym do syta. Natomiast w piątki obowiązuje abstynencja od pokarmów mięsnych. Istnieje możliwość dyspensy, w sytuacji, gdy nie mamy wyboru pokarmów lub gdy mówi nam to zdrowy rozsądek – na przykład jeśli coś miałoby się zepsuć. Zamiast wyrzucić, lepiej zjeść. Osoby chore czy towarzyszące im też mogą post naruszyć.

To samo dotyczy postu eucharystycznego. Kiedyś kapłanów obowiązywał post liczony do początku Eucharystii, a wiernych do momentu komunii. Dopiero w 1964 roku Paweł VI to ujednolicił do godziny do momentu komunii. Ale jeśli ktoś jest chory, to wystarczy kwadrans, dotyczy to też osoby towarzyszącej. Jeszcze w połowie XX wieku post eucharystyczny obowiązywał od północy, ale kapłani nie byli w stanie tyle wytrwać. Na osłabienie tego wymagania wpłynęły także wojny światowe, bo czasami nie było warunków, żeby go dochować.

Ale czy została utrzymana sankcja grzechu za złamanie postu – zarówno piątkowego, jak i eucharystycznego?

Żeby mówić o grzechu, musi być świadomość i pełna dobrowolność. Jeśli na przykład zapomniałem, albo źle policzyłem czas do komunii, to grzechu nie ma. Zależy od motywacji. Co innego, gdy złamię post, bo byłem głodny i nie potrafiłem się opanować, a co innego, gdy zrobiłem to, bo nie szanuję żadnych norm, które obowiązują we wspólnocie.

Wydawało mi się, że zmiana polegała na tym, że post stał się zaleceniem, a nie obowiązkiem.

To zależy od lokalnego episkopatu. Mieszkałem kilka lat we Włoszech i tam wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych obowiązuje tylko w piątki Wielkiego Postu. Ale cały rok episkopat podkreśla, że należy w piątki podejmować któreś z tych dzieł: modlitwę, jałmużnę albo post.

Chodzi mi o to, czy jeśli złamię post w piątek i nie ma okoliczności łagodzących, to czy powinnam się z tego spowiadać?

Myślę, że tak. Przynajmniej pogadać o tym ze spowiednikiem.

A jak w ogóle ocenić owoce postu?

Tu trzeba ciągle wracać do Kazania na górze i do tego, co Chrystus tam mówi. Pokazuje trzy praktyki religijne – post, jałmużnę i modlitwę – jako drogi nawrócenia. Trzeba ciągle odwracać się od swojego egoizmu i zwracać ku Bogu i drugiemu człowiekowi. Jeżeli post sprawia, że człowiek koncentruje się na sobie, to lepiej go zostawić.

Ale czasami trudno uniknąć tej koncentracji.

Oczywiście, ale jeśli myślę tylko o tym, żeby dotrwać do końca, bo narzuciłem sobie taki reżim, na przykład dwa razy w tygodniu o chlebie i wodzie, a w tym czasie warczę na wszystkich i wszyscy czują, że poszczę, bo jestem agresywny, to lepiej sobie dać spokój. Lepsza jest miłość bliźniego, to, że się znajdzie czas na pogadanie z bliskimi. Mówi o tym fragment biografii świętego Franciszka. Bracia pościli dosyć radykalnie i kiedyś z młodych w nocy był tak głodny, że zaczął krzyczeć: „Umieram, umieram!”. Franciszek wstaje, idzie do niego, każe kucharzowi przynieść coś do jedzenia, ale żeby temu bratu nie było wstyd, je razem z nim. Ważniejsze dla niego jest być z bratem, żeby nie czuł się wykluczony, niż zachować post. Może powinniśmy pomyśleć nie o tym, czego możemy sobie odmówić, ale co możemy dać.

A jeśli mimo tych wszystkich praktyk nie czuję, że coś się zmieniło?

A co by pani chciała czuć?

No właśnie nie wiem, oczywiście wartością jest samo to, że komuś pomogłam, na przykład dając jałmużnę, ale nie czuję się bardziej wyciszona czy wewnętrznie uporządkowana.

No i?

I dalej to robić?

Ocena owoców postu jest bardzo subiektywna. Podobnie jak z życiem modlitwy – modlę się i, kurczę, wcale mi nie jest lepiej. To co, mam się nie modlić? Gdy pani porozmawia z bliską osobą, to też pani nie zawsze się czuje lepiej, co nie znaczy, że należy przestać to robić. Każdy element życia religijnego w pewnym momencie zaczyna nas dużo kosztować i przestaje być, jak by to powiedzieć, soczysty. Ale to nie ma być tylko kwestia uczuć, tylko  woli i wiary. A zatem jeśli wierzę, że Chrystus mi to zaproponował i że to jest Jego droga, to idę.

A czemu w takim razie Kościół, jeśli chodzi o oficjalne przepisy dotyczące postu, nie przeformułował ich właśnie w ten sposób – nie odmawiać sobie, a dawać? W dzisiejszych czasach rezygnacja z mięsa nie jest takim wyrzeczeniem, jak była kiedyś, kiedy był to rarytas. Jeśli lubię ryby, to czy nie powinnam raczej w piątki jeść wątróbki, której nie lubię?

Tylko to też nie o to chodzi. To co Kościół ma powiedzieć – co piątek dasz bochenek chleba ubogiemu?

A czemu nie?

Ustalone formy postu mają być symboliczne, tak a nie inaczej zastawiony stół ma nam o czymś przypominać. Ale ma pani rację, ja też bardzo chętnie zjem łososia pieczonego w migdałach i popiję francuskim winem i choć formalnie będę zachowywał post, nie będzie to miało z nim wiele wspólnego.

Niektórzy księża czy hierarchowie starają się iść w tym kierunku, zachęcając, aby odmówić sobie na przykład kina, oglądania telewizji, gier komputerowych czy starać się żyć bardziej ekologicznie.

Tak, tu przypomina się to, co mówił Chrystus i podkreślali bardzo Ojcowie pustyni – nie samym chlebem żyje człowiek, ale żyje Słowem Bożym. Więc odmówmy sobie korzystania z Internetu po to, żeby mieć czas na lekturę Słowa Bożego i pogadanie z tymi, z którymi dawno nie gadaliśmy. Dobrze, jeśli praktyki pokutne pomagają nam się odnajdywać we wspólnocie.


JORDAN ŚLIWIŃSKI OFMCap, duszpasterz, dyrektor Szkoły dla Spowiedników, autor książek Grzechy w kratkę i Reguły życia. W rodzinie i zakonie.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter