70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Po rocznicy i po wyborach

Dwudziesta rocznica przełomowych wyborów z 4 czerwca 1989 roku nie została uczczona wspólnie przez najwyższe władze Rzeczypospolitej: prezydenta i szefa polskiego rządu. Prezydent Kaczyński obchodził ją w Gdańsku razem z NSZZ „Solidarność”, premier Tusk zaś – na Wawelu (wespół z szefami państw i rządów, zaproszonymi do Polski dla uczczenia początku końca komunizmu w naszej części Europy).

Można nad tym ubolewać, gdyż podobna sytuacja nie mogłaby wydarzyć się we Francji ani w Niemczech. W Polsce wydarzyła się i, niestety, należało się tego spodziewać. Dotychczasowy przebieg walki politycznej między dwiema największymi partiami (których reprezentantami są prezydent i premier) nie dawał bowiem większych nadziei na to, że z okazji ważnej narodowej rocznicy zostanie ogłoszony rozejm, przerywający kampanię przed wyborami prezydenckimi. Współodpowiedzialne za ten stan rzeczy są oba ośrodki, skupione wokół prezydenta Kaczyńskiego i premiera Tuska. Przez długie miesiące nie szczędziły sobie one złośliwości, a nawet impertynencji. Jednak tym razem wina nie rozkłada się równo. Po warszawskich „występach” związkowców z „Solidarności” (1 maja) premier miał wszelkie powody, by sądzić, że obchody rocznicowe pod gdańskimi krzyżami staną się okazją do demonstrowania polskich swarów na oczach europejskich przywódców. Bo w wymiarze politycznym „Solidarność” jest dziś przybudówką PiS-u. Było czymś niestosownym, że po mszy, odprawionej pod pomnikiem Poległych Stoczniowców, odbył się (z udziałem prezydenta) wiec pełen politycznych wycieczek pod adresem premiera. Donald Tusk pokazał większą klasę, wymieniając Lecha Kaczyńskiego wśród ludzi zasłużonych w walce o wolną Polskę i wyrażając mu za to podziękowanie.

Tegoroczne uroczystości czerwcowe obserwowałem z pewnego dystansu. Nie bojkotowałem ich. Data 4 czerwca jest dla mnie bardzo ważna, ale tym razem musiałem przedłożyć inne obowiązki nad świętowanie rocznicy. Lektura prasy i oglądanie telewizji nie pozwalały mi na pełne odczucie prawdziwej atmosfery tego dnia. W mediach dominował ton satysfakcji. Ton ten nadawały wypowiedzi głównych bohaterów wydarzeń sprzed dwudziestu lat: Wałęsy, Mazowieckiego i Michnika (który był autorem komentarza w „Gazecie Wyborczej”). Czułem podobnie jak oni. I jestem przekonany, że uczucie satysfakcji musiało dominować podczas wielu spotkań uczestników tamtych wydarzeń. Powracały wspomnienia, poczucie solidarności i dumy z drogi, jaką przebyła Polska. Zadaję sobie pytanie, czy młode pokolenie Polaków jest w stanie wczuć się w klimat tamtego czasu. Minęła już przecież cala epoka: dwadzieścia lat, a więc niemal tyle, ile trwała II Rzeczpospolita.

7 czerwca odbyły się wybory do Parlamentu Europejskiego. W kwestiach zasadniczych nie przyniosły one niespodzianek. Zaskoczeniem nie jest ani kolejność czterech ugrupowań, których przedstawiciele uzyskali mandaty, ani skala poparcia dla nich, ani niska frekwencja wyborcza. Wyniki wyborów wymagają jednak krótkiego komentarza. Politycy PO mają prawo do satysfakcji. Po blisko dwudziestu miesiącach od wyborów parlamentarnych ugrupowanie to nie traci zaufania wyborców, pomimo że sprawuje władzę w warunkach kryzysu gospodarczego. Na horyzoncie nie widać dlań na razie groźnego rywala ani przekonującej politycznej alternatywy. Dla Donalda Tuska sprawdzian przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi wypadł więc pozytywnie.

PiS uzyskał wynik trudny do jednoznacznej interpretacji. To ugrupowanie pozostaje zdecydowanie najsilniejszą partią opozycyjną. Nie ulega erozji, a wynik uzyskany przez Zbigniewa Ziobrę w Małopolsce i w województwie świętokrzyskim wskazuje, że w PiS-ie wyrasta polityk, który może mierzyć wysoko i walczyć o najwyższe stawki w polityce krajowej. Z drugiej strony jednak dystans dzielący PiS od PO powiększa się. 17 punków procentowych to naprawdę bardzo dużo. Strategia PiS-u – konsolidacji wiernych zwolenników i pozyskiwania skrajnego elektoratu – przyniosła sukces: na prawo od PiS-u nie ma już żadnej znaczącej siły politycznej. Na tym jednak kończą się sukcesy, a zaczynają problemy. Trudno sobie wyobrazić PiS powracający do władzy i zawierający koalicję z jakimś ugrupowaniem parlamentarnym. Znacznie więcej Polaków wspomina rządy PiS-u z głęboką niechęcią i nie chce ich po raz wtóry doświadczyć, aniżeli jest tych, którzy są gotowi zaufać partii Jarosława Kaczyńskiego. Ugrupowanie to ma jeszcze jeden problem, który ujawnił się w jaskrawy sposób dzień po wyborach. W partii wodzowskiej – a taką jest PiS – nie ma miejsca dla zbyt ambitnych i zbyt pewnych siebie polityków. A takim jest Zbigniew Ziobro, który pozwolił sobie na publiczną krytykę kampanii wyborczej swojego ugrupowania. Jarosław Kaczyński natychmiast przywołał go do porządku, radząc Ziobrze zajęcie się nauką języków obcych, gdyż inaczej grozi mu los nic nie znaczącego europosła. Pomimo względnie dobrego wyniku PiS-u może więc się okazać, że rozpoczyna się w nim już wewnętrzna walka. Jeśli Jarosław Kaczyński uznał, że podjął ją Zbigniew Ziobro z myślą o swoim przyszłym przywództwie w partii, dni triumfatora małopolskich i świętokrzyskich wyborów są w PiS-ie policzone.

Wynik SLD dowodzi – co nie jest dla mnie zaskoczeniem – że to polityczne środowisko pozostanie trzonem polskiej lewicy. Boleśnie przekonała się o tym dysponująca znanymi i popularnymi postaciami Centrolewica Dariusza Rosatiego.

Politycy PSL powinni odczuwać pewien niepokój. 7% to nie jest bezpieczny wynik przed ogólnokrajowymi wyborami. Ta partia musi wyraźnie zarysować swą tożsamość, aby utrzymać znaczącą pozycję na głównej scenie politycznej.

Z dobrych wiadomości: kryzys gospodarczy nie spowodował politycznej reanimacji „Samoobrony”. Wydaje się, że Andrzej Lepper znalazł się w sposób trwały na marginesie życia politycznego. Nie ubolewam nad tym. Eurosceptycznie nastawiona zbieranina spod znaku Libertasu pomimo nachalnej propagandy w publicznej telewizji poniosła klęskę. Dowodzi to po raz kolejny, iż nie jest prawdziwy pogląd głoszący, że „kto ma telewizję, ten ma władzę”.

8 czerwca 2009

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata