70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Przed wyborami do europarlamentu

Dopiero co wystartowała kampania przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, a można odnieść wrażenie, że znamy już jej przebieg i atmosferę, w jakiej będzie się ona odbywać.

Dominować w niej będzie starcie PO i PiS-u, lecz prawdziwą stawką owego starcia nie jest przekonanie Polaków do jakiegoś określonego kształtu integracji europejskiej ani nawet liczba deputowanych, których ugrupowaniom tym uda się wprowadzić do europarlamentu. Najważniejszą stawką czerwcowych wyborów są bowiem wpływy na polskiej scenie politycznej i sprawdzian wyborczego poparcia dla partii przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi.

Nic, niestety, nie wskazuje na to, by konfrontacja dwóch największych ugrupowań przebiegała w sposób godny, przyczyniający się do podniesienia poziomu kultury politycznej w naszym kraju. Reklamy telewizyjne PiS-u najwyraźniej mają wywołać jak najgorsze uczucia w stosunku do Platformy Obywatelskiej, przedstawianej jako ugrupowanie cynicznych geszefciarzy, na dodatek trwoniących dorobek polskiej polityki zagranicznej wypracowany w okresie świetlanych rządów Prawa i Sprawiedliwości (gwoli prawdy historycznej należałoby wspomnieć o udziale w nich Samoobrony i LPR). Ze strony Platformy na pierwszą linię propagandowej walki zdecydowanie wysuwa się Janusz Palikot, który – co prawda – sam nigdzie nie kandyduje, ale powraca do prób moralnej i obyczajowej dyskredytacji braci Kaczyńskich. I robi to w jak najgorszym stylu. Jest dla mnie oczywiste, że dzieje się to za pełnym przyzwoleniem najwyższych władz PO. Taki jest początek tej kampanii. Co więc będzie działo się dalej, jeśli tak wygląda „rozgrzewka” do prawdziwej batalii? Nad zaistniałą sytuacją wylewa krokodyle łzy poseł Jacek Kurski, sam wybierający się do Parlamentu Europejskiego (pomimo że uważa tę instytucję za „nudziarstwo”). W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” poseł PiS-u stwierdza: „mam dosyć bijatyki” (a słowa te zostały przez redakcję wybite w tytule rozmowy). I kto to mówi? Człowiek, który ma chyba największe „zasługi” w zaprowadzaniu  standardów panujących obecnie w polskiej polityce! Doszliśmy do sytuacji, w której właściwie nic już nie powinno zaskakiwać. Ani żaden pokaz chamstwa, ani żadna demonstracja cynizmu.

Odnoszę wrażenie, że duża (coraz większa) część opinii publicznej jest tymi zjawiskami zmęczona i zniesmaczona. Być może taka jest przyczyna rosnących notowań SLD, który przecież wcale nie uatrakcyjnił swojego programu ani wizerunku. Być może jednak ma on dla pewnej grupy obywateli tę zaletę, że nie jest Platformą, a zwłaszcza: że nie jest PiS-em. Niemniej główna scena pozostaje zajęta przez dwóch najważniejszych aktorów. Wydaje mi się, że Platformie Obywatelskiej odpowiada sytuacja, w której jej głównym rywalem jest taki PiS, z jakim obecnie mamy do czynienia. Zwalnia ją to bowiem od potrzeby pracy nad sobą, od obowiązku proponowania społeczeństwu i własnym członkom poważnych debat. W obecnych warunkach może dalej pełnić rolę anty-PiS-u. I to wystarcza. Coraz częściej słyszę krytyczne sądy o Platformie Obywatelskiej, ale najczęściej kończą się one konkluzją: nie ma alternatywy, jeśli nie PO, to PiS, a tego nie chcemy.

Obecnie sytuacja rzeczywiście tak wygląda. Scena polityczna jest dziś zablokowana. Tak jednak nie musi być po 7 czerwca 2009 roku. Po ostatnich wyborach (do parlamentu RP) pisałem na łamach „Znaku”, że uważam za prawdopodobny proces erozji PiS-u po utracie władzy. Wydawało się jednak, iż potencjalni buntownicy odeszli lub zostali wyrzuceni z partii Jarosława Kaczyńskiego, która skonsolidowała się jako twarda i nieprzejednana opozycja. Niemniej – w związku z kształtem list wyborczych PiS-u do europarlamentu – doszło teraz do odejścia z tej partii kilku znanych polityków. Na ogół z takimi odejściami mamy jednak do czynienia po przegranych wyborach, a nie przed wyborami!

Moim zdaniem, PiS w tych wyborach walczy o wysoką stawkę. Stawiam tezę, że jeśli bardzo wyraźnie przegra je z PO, zacznie się jego dekompozycja. Obecnie jest to partia jednego człowieka, który rządzi nią żelazną ręką; skupia ona pewną grupę ludzi oddanych przywódcy i bezgranicznie mu ufających, ale także wielu takich, którzy nie są zachwyceni panującymi w niej stosunkami, ale nie mają odwagi ujawnić własnego zdania i żywią jeszcze  nadzieję na powrót PiS-u do władzy. Wysoka przegrana Prawa i Sprawiedliwości  w czerwcowych wyborach spowoduje rozwianie się tych nadziei.

Z pewnością w każdych okolicznościach Jarosław Kaczyński zachowa wierny hufiec zwolenników. Miał go w najtrudniejszych czasach swojej kariery. Jednak inni zaczną poszukiwać dla siebie nowego miejsca na scenie politycznej, przede wszystkim zaś nastąpi generalne zwątpienie w przyszłość PiS-u. Wówczas nadejdzie czas na nowe inicjatywy po prawej stronie i poszukiwanie alternatywy dla PO. Taki scenariusz nie spodobałby się liderom Platformy. Sądzę jednak, że byłby korzystny dla polskiej demokracji. Pozwoliłby jej uwolnić się od jałowego i niszczącego debatę publiczną zwarcia dwóch partii. Zmusiłby także Platformę do wysiłku i prawdziwej debaty wewnętrznej (jeśli ta partia jest jeszcze do niej zdolna). Bardzo wielu Polaków uwolniłby od przekonania, że są skazani na PO, bez względu na to, co będzie wyczyniał poseł Palikot. Wielu z nas odetchnęłoby pełniejszą piersią. Powstałaby szansa, że życie polityczne w Polsce stanie się mniej odstręczające.

Możliwy jest jednak także inny scenariusz. Zbliżone wyniki PO i PiS utrwalą obecny układ sił (a więc pełną dominację dwóch walczących ze sobą partii) i zablokują, a w każdym razie bardzo utrudnią przekształcenia po prawej stronie politycznego spectrum. Zapewne spowodują też wzrost notowań SLD jako najbardziej wyrazistego anty-PO-PiS-u.

Jedno jest pewne. 7 czerwca wybierzemy nie tylko – oby najlepszych – polskich przedstawicieli w Parlamencie Europejskim, ale także wpłyniemy znacząco na kształt krajowej polityki.

3 maja 2009

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata