70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Początek roku pełen wydarzeń

Media niemal nie dostrzegły uchwały Sejmu z okazji dwudziestej rocznicy Okrągłego Stołu. A było to ważne wydarzenie. Wszystkie ugrupowania sejmowe, w tym zwykle zaciekle walczące ze sobą kluby PO i PiS, zgodnie uznały historyczne znaczenie Okrągłego Stołu jako wydarzenia otwierającego drogę do wolnej i demokratycznej Polski.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyż taka jest historyczna prawda, gdyby nie fakt, że ze strony lidera PiS (a także części środowisk skupionych w tym ugrupowaniu) płynęły do tej pory zupełnie inne oceny Okrągłego Stołu: jako niewykorzystanej szansy, początku zmowy elit obu dotąd wrogich sobie obozów politycznych, początku „układu”, a nawet zdrady narodowej.

Nie mam złudzeń. Takie oceny nadal będą się pojawiać. Jest jednak faktem o dużym znaczeniu, że Sejm zdobył się na jednomyślny akt mądrości i uczciwości w ocenie tamtego wydarzenia. Będzie można ten akt przywoływać, gdy niektórzy parlamentarzyści znowu zechcą powrócić do czarnej legendy Okrągłego Stołu.

Kryzys gospodarczy skłania polityków do wykonywania spektakularnych gestów mających świadczyć o ich trosce o oszczędne wydawanie publicznych pieniędzy. PiS opowiada się za zmniejszeniem liczby posłów. PO z satysfakcją wita tę inicjatywę, przypominając zarazem, że już dawno był to jej pomysł. PSL mówi o zniesieniu Senatu. Wszystkie te pomysły mają dwie wspólne cechy: 1. formułowane są ad hoc, bez przemyślenia całości ustrojowej konstrukcji państwa; 2. mają wykazać nadzwyczajną troskę o oszczędzanie publicznych pieniędzy.

Każdy rozsądny człowiek wie, że dla finansów publicznych zmniejszenie liczby posłów czy likwidacja Senatu to nieistotne oszczędności. Dla państwa i jego obywateli problemem nie jest to, że mamy 460 posłów i Senat. Jest nim natomiast jakość klasy politycznej zasiadającej w parlamencie. Byłem przeciwny populistycznej kampanii zainicjowanej przed laty przez PO, zaczynającej się od zdefiniowania polityków jako „klasy próżniaczej” , a prowadzącej do postulatu „taniego państwa”, czyli w praktyce marnego wynagradzania urzędników państwowych. Nie ulega wątpliwości, że obecnie jedną z najpoważniejszych słabości Rzeczypospolitej jest właśnie słabość aparatu państwowego. Dobrze wykształceni ludzie opuszczają go dla pracy w biznesie albo też nie przyjmują ofert służby dla państwa.

Powtarzam: problemem naszego życia publicznego nie jest zbyt drogi aparat państwowy ani liczba parlamentarzystów. Bez wątpienia są nimi natomiast mechanizmy selekcji klasy politycznej i ścieżki partyjnych karier. Obie dominujące obecnie na polskiej scenie politycznej partie: PO i PiS, są partiami wodzowskimi i taki reprezentują typ kultury politycznej. Nie ceni się w nich samodzielności myślenia ani odwagi cywilnej, ale posłuszeństwo przywódcy i dyspozycyjność. Konsekwencją tego stanu rzeczy są partyjne kariery ludzi wiernych liderowi lub nastawionych konformistycznie. Gdyby więc szukać metod naprawy życia publicznego, zacząć by należało od analizy funkcjonowania partii, a nie od nieprzemyślanych i chaotycznych zmian w konstytucji. Być może nadchodzi czas refleksji nad jej całościową zmianą, ale powinno to zostać poprzedzone publiczną debatą na ten temat.

Przełom stycznia i lutego przyniósł dwa ważne polityczne zgromadzenia. Pierwszym był nowohucki kongres PiS. Komentatorzy zgodnie podkreślają, że Jarosław Kaczyński starał się tam zaprezentować inne oblicze: polityka pragnącego merytorycznej debaty o sprawach Polski, wzywającego do obniżenia poziomu agresji w politycznej rywalizacji, a nawet zdolnego do przeprosin. Na kongresie eksponowano rolę trzech wybijających się pod względem merytorycznym posłanek: Grażyny Gęsickiej, Aleksandry Natalli-Świat i Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Gdyby zarysowany tam wizerunek zapowiadał trwałą zmianę w działalności PiS, byłby to bez wątpienia fakt pozytywny, służący poprawie jakości życia publicznego. Muszę jednak szczerze wyznać, że nie wierzę, aby tak się stało. PiS to Jarosław Kaczyński. Ten polityk ma już ukształtowaną osobowość. Nie wierzę w zmianę jego charakteru i temperamentu politycznego. A także politycznej diagnozy i głoszonego przesłania. W istocie bardzo niewiele się one zmieniły od początku III Rzeczypospolitej. Chciałbym się mylić, ale nie wierzę, by lider PiS był zdolny do otwarcia w swej karierze naprawdę nowego rozdziału.

W Warszawie odbył się z kolei zjazd założycielski lewicowego (czy centrolewicowego) Porozumienia dla Przyszłości, które pod patronatem Dariusza Rosatiego skupia trzy małe partie: SdLP, PD i Zielonych. Na razie ich wspólnym celem jest udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ten nowy sojusz jednak nie przekonuje. Już na wstępie szuka porozumienia wyborczego z SLD. Zapewne jest to rozsądne ze względu na wyborcze kalkulacje, ale – kiedy razem z SLD pragnie się iść na wybory – dość karkołomnym przedsięwzięciem jest głoszenie poglądu, że chce się być dla tego ugrupowania alternatywą. Partie skupione w Porozumieniu nie sprawiają wrażenia spójnych programowo, a Dariusz Rosati nie bardzo pasuje do roli rzecznika „słabych i pokrzywdzonych”, widzi się w nim raczej człowieka establishmentu. Źle wróży też wyeksponowanie przez prof. Magdalenę Środę (być może głównego ideologa ruchu) wśród trzech naczelnych zasad Porozumienia zasady laickości. W polskich warunkach zwykle oznacza to próbę wzniecenia konfliktu o miejsce Kościoła i religii w życiu publicznym. Podsumowując: sądzę, że mamy tu do czynienia raczej z pospolitym ruszeniem niż z poważną polityczną inicjatywą, a głównym ośrodkiem na lewicy pozostanie nadal SLD.

Nie podobał mi się styl zdymisjonowania kierownictwa ministerstwa sprawiedliwości. Wysocy urzędnicy państwowi nie powinni dowiadywać się o swoich dymisjach z telewizji. Premier działał albo pod wpływem emocjonalnego wzburzenia, albo z przyczyn wizerunkowych. Jedno i drugie byłoby złe. Wiem natomiast, że Andrzej Czuma to człowiek z  charakterem. Nie będzie „malowanym ministrem”, nie da sobą manipulować. Wiem o tym, bo go znam.

3 lutego 2009

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata