Ilustracja: Oleksandra Balytska
z Serhijem Płochijem rozmawia Jakub Majmurek luty 2026

Strach musi mobilizować

Wojna w Ukrainie kupuje dziś Europie czas, by przygotować się – nie tylko wojskowo, ale też psychologicznie – do możliwej przyszłej konfrontacji z Rosją. Paradoksalnie im bardziej Europa będzie do niej gotowa, tym mniejsze będzie jej prawdopodobieństwo.

Artykuł z numeru

Walczę o życie bez strachu

Walczę o życie bez strachu

Czytaj także

Portret Jaryny Czornohuz

Jaryna Czornohuz

Na wyczerpanie

W debacie publicznej często próbuje się zrozumieć stan współczesnego świata, przywołując historyczne analogie: do roku 1914 i końca belle époque, lat 30. ubieg­łego wieku, zimnej wojny. Pan też, patrząc na współczesny świat jako historyk, widzi takie analogie? Czy ich przykładanie do dzisiejszej rzeczywistości jest w ogóle pomocne?

Uważam, że tak i że rolą historyków jest zwracanie na nie uwagi. Bo istotne jest to, czy podejmując decyzję, dysponujemy doświadczeniem pozwalającym uniknąć błędów z przeszłości. A społeczeństwa nie zawsze pamiętają o własnej przeszłości. Czasem po prostu zapominają, innym razem celowo kultywują fałszywą pamięć albo przyjmują interpretację minionych działań, która wypacza ich prawdziwe znaczenie, każde pokolenie ma poza tym swoje własne doświadczenia formujące ich spojrzenie na świat.

Jaką historyczną analogię przyłożyłby więc Pan do współczesnych czasów?

Nasza obecna sytuacja pod wieloma względami przypomina lata 30. XX w. To była dekada ukształtowana przez Wielki Kryzys, my ciągle mierzymy się z długodystansowymi skutkami załamania gospodarczego z 2008 r., największego od 1929 r.

Kryzys sprzed 18 lat był krótszy niż ten z lat 30., bo rządy nauczyły się, jak lepiej radzić sobie w takich sytuacjach, ale proces gospodarczej odbudowy ciągle jest bardzo powolny, skomplikowały go też pandemia i jej ekonomiczne skutki.

Efekt gospodarczych zawiro­­wań jest bardzo podobny do lat 30.: wzrost populizmów z lewa i prawa, rosnący w siłę nacjonalizm oraz izolacjonizm próbujący odpowiedzieć na kryzys zamykaniem granic. W latach 30. rządy w wielu europejskich państwach przyjmowały mniej lub bardziej autorytarny charakter, także dziś obserwujemy wzrost auto­rytarnych tendencji: brexit, ros­nąca w siłę radykalna prawica we Francji, Włoszech, w wielu innych miejscach. Polska też jest częścią tego trendu. W XX w. demokracja przetrwała w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, dziś za sprawą globalizacji barierą przed populistyczno­-prawicową falą nie jest już ani Kanał La Manche, ani Atlantyk.

Można by się wręcz zastanawiać czy to nie Stany z Trumpem jako prezydentem są źródłem tej nowej autorytarno­-populistycznej fali.

Powiedziałbym, że jednak brexit i wzrost populizmu w Europie poprzedzają to, co stało się w Stanach. Choć oczywiście USA zrobiły wie­­le, by nadrobić dystans, jaki dzielił je w kwestii populizmu od Europy, i obecnie to one stoją na czele prawicowo­-autorytarnej parady. A do tego można jeszcze wspomnieć o Rosji i Chinach, które mają swoje własne wewnętrzne trajektorie, ale z pewnością przyczyniają się do ogólnego trendu.

Lata 30. skończyły się wybuchem II wojny światowej. W takich miejscach jak Ukraina wojna już trwa od lat, myśli Pan, że możemy zmierzać do nowego globalnego konfliktu? Na przykład między Stanami a Chinami sprzymierzonymi z Rosją?

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się