70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Fot. US Army in Europe

Semestr z laptopa, czyli o studiach online

Prowadząc w czasie pandemii ćwiczenia i wykłady, przemawialiśmy do oka kamery, próbując wyobrażać sobie po drugiej stronie przejętych słuchaczy. Lecz tam, cóż, działo się życie: studenci mieli za sobą smartfony, ale jednocześnie robili zakupy, spacerowali z psem, a nawet uprawiali seks.

Znajoma doktor z uczelni na południu Polski pisze w prywatnej wiadomości ze słabo skrywaną goryczą: „Niby studenci są tacy medialni, niby fejsik, insta i tik-toki – a tu nagle wielkie opory przed kamerką i jej używaniem”. Inni dzielą się anegdotami, to sprzyjający ich powstawaniu czas: „Profesor Iksigrek tłumaczył doktorantowi, że maile od niego ma w komputerze na uczelni”. Koronawirus nagle i niespodziewanie zmusił społeczność akademicką do przejścia w tryby zdalnych zajęć. Powiedzmy sobie uczciwie: nie byliśmy na to przygotowani. Używając frazy niedawno zmarłego Jerzego Pilcha, to było rozpoznanie bojem w sensie ścisłym.

Szybko stało się jasne, że będzie to wyzwanie tyleż trudne, co niezwykle ciekawe. Postanowiliśmy działać. Spontaniczne rozmowy i notatki przerodziły się w kwestionariusz ankiety, który wypełniło ponad 1300 studentów z całej Polski – uczelni o różnych profilach, publicznych i prywatnych. Interesował nas „ukryty program studiowania online”, czyli – jak pisał socjolog edukacji Roland Meighan – wszystko to, co zostaje przyswojone obok oficjalnego programu. Interesowały nas okoliczności zdalnego uczestnictwa w zajęciach, ale też sposób wchodzenia w nowo formowane role wykładowcy i studenta.

Szanowny Panie Procesorze

„Za każdym prawie razem zaczynając kurs czułem, że nie podołam, że niczym ich nie rozruszam, niczym w ich kształcony na telewizji umysł nie przeniknę” – wyrażone przez Czesława Miłosza w Ziemi Ulro obawy towarzyszyły zapewne sporej części wykładowców na początku przygody z wirtualnym prowadzeniem zajęć. Jak stworzyć autentyczną przestrzeń komunikacji ze studentami, kiedy nawet zwykła łączność z nimi stwarza często nie lada problem? Jak obronić swój autorytet profesora, gdy nie potrafi się biegle obsługiwać tak „banalnych” narzędzi jak Zoom czy Microsoft Teams? Powiedzieć, że legendarne problemy niektórych wykładowców z uruchomieniem rzutnika w uczelnianych salach były błahostkami przy tych nowych wyzwaniach, to nic nie powiedzieć.

Podczas kończącego się właśnie „semestru z laptopa” wielu studentów miało poczucie, że ich wykładowcy są – czasem rozczulająco skrępowanymi, czasem zupełnie pogubionymi – gośćmi w ich świecie cyfrowych tubylców. Starsi, obdarzeni opartym na wiedzy szacunkiem i autorytetem – ale niepewnie poruszający się w rzeczywistości, która dla młodych jest środowiskiem naturalnym.

Jeden z profesorów prawa: „Czuję się bezradny, kiedy zadaję pytanie, wywołuję do odpowiedzi i w tym momencie student pisze na czacie, że właśnie traci zasięg…”.

Student psychologii: „Pani profesor nie wie, że my też możemy ją wyciszyć podczas zajęć – znajomi już tak kilka razy zrobili”.

Z przeprowadzonych wśród studentów ankiet wyłaniają się dwie grupy wykładowców. Pierwsza, zdecydowanie mniej liczna, to osoby, które wybrały ścieżkę minimum. Wykłady przesyłali w postaci plików pdf czy fragmentów własnych książek, kontakt ze studentami ograniczali czasem tylko do przypomnienia swojego adresu mailowego. Druga grupa w ekspresowym tempie zdecydowała się na inicjację do świata cyfrowego transferu wiedzy. Dla niektórych znaczyło to opanowanie nowych narzędzi komunikacji, dla innych – intensywne eksperymentowanie z wykorzystaniem nadarzającej się sposobności do uatrakcyjnienia i wzmocnienia naukowego przekazu (np. poprzez częstsze używanie materiałów audiowizualnych).

Zabiegi wykładowców o jak najwyższy poziom zajęć zdalnych wydatnie ułatwiały także utrzymanie przynależnego uczonemu autorytetu. W stacjonarnych warunkach wykładowca zarządza przestrzenią, w której odbywa się nauka, nadzoruje zachowanie studentów, jest strażnikiem przestrzegania akademickiego savoir-vivre’u. Wszystko to przymusza studentów do podejmowania prób odseparowania się na jakiś czas od smartfonów, ma zachęcać do skupienia i uważności. To również elementy sprzyjające legitymizacji autorytetu osoby prowadzącej zajęcia. Tymczasem podczas „semestru z laptopa” sytuacja się odwróciła. Większy poziom kontroli nad wirtualnym środowiskiem studiowania posiadali studenci. I oceniali: kompetencje cyfrowe uczonego, biegłość w korzystaniu ze zdalnych narzędzi, ale też umiejętność zarządzania kryzysową sytuacją. Niektórzy pomstowali w ankietach na „brak umiejętności w posługiwaniu się komputerem u stosunkowo młodych wykładowców”, dostrzegając czasem ze zdumieniem, że „są wykładowcy, których uważam za genialnych na żywo, a do bólu nudnych online i odwrotnie”.

W mieszkaniu wykładowcy

Według niemal połowy badanych studentów (48%) widok prowadzącego zajęcia pomaga im w skupieniu się podczas zajęć (nie dostrzegło takiej zależności 35%).

Aż 70% studentów przyznało, że zwykle wykładowcy uruchamiają podczas zajęć kamerę internetową, zapraszając ich w ten sposób do swojego mieszkania. Oczywiście, niesie to ze sobą rozmaite ryzyka.

Pytaliśmy studentów, co ich zaskoczyło podczas zdalnych zajęć: „Dziecko wykładowcy przeszkadzające w zajęciach. Szalony Krzysiu to prawdziwy demon, jest nieokiełznany i nieludzko krzycząc domaga się włączenia »SpongeBoba«”. Inną osobę regularnie dziwił „chrapiący pies jednego z wykładowców (to chrapanie było słodkie!)”. Jedna trzecia studentów w badaniu stwierdziła, że przez studiowanie online zmniejszyło się poczucie dystansu między nimi a prowadzącymi zajęcia.

Komunikacja miała jednak charakter głównie jednostronny. Aż 66% studentów przyznało, że nie pokazuje się podczas zajęć, zawsze korzysta z kamery ledwie co 50 student. Doprawdy, trudno byłoby sobie wyobrazić wykładanie w sali audytoryjnej do ukrywających twarze, odwróconych tyłem studentów. Wśród odpowiedzi na pytanie o przyczynę, dominowały dwa tłumaczenia: „Ponieważ reszta studentów również ma wyłączoną kamerę” (68%) oraz „Dzięki temu nie muszę się przejmować swoim wyglądem w trakcie zajęć” (65%). Zdaje się jednak, że nie tylko o wygląd tu chodzi – aktywność głosowa na zajęciach także jest ograniczona (11,3% – „nigdy”, 41,4% – „tylko sporadycznie”, 29,7% – „tylko, jeśli jestem wywołana/y”).

Prowadząc seminaria czy ćwiczenia, wygłaszając wykłady, przebijając się przez własne rozkapryszone dzieci, chrapiące psy i dochodzące zza ściany odgłosy remontowych rewolucji, z uporem i determinacją przemawiamy do oka kamery, próbując wyobrażać sobie po drugiej stronie zasłuchanych studentów. A co się dzieje po drugiej stronie kamery? Otóż dzieje się życie.

Warsztaty z multitaskingu

Aż 86% badanych studentów zadeklarowało, że podczas uczestnictwa w zdalnych zajęciach wykonuje także inne czynności. Przede wszystkim: rozmawia równocześnie na komunikatorach, przegląda media społecznościowe czy np. toczy z innymi studentami internetowe rozgrywki.

Wskazywano także na całe spektrum aktywności, które możliwe są do realizacji dzięki uczestnictwu w zajęciach za pośrednictwem smartfonów. Zakupy, gotowanie, kąpiel, spacery z psem, jeżdżenie na rolkach, wizyty u lekarza – a nawet szybki seks z chłopakiem („korzystając z nieobecności domowników”) i strzelanie z łuku.

Tak, strzelanie z łuku również: „Odkryłam, że dobrym sposobem na zachowanie koncentracji jest równoczesne strzelanie z łuku. Czynność ta wymaga dużego skupienia zarówno w sferze fizycznej, jak i umysłowej, pomaga mi zatrzymać się myślami nad treścią wykładu. Na całe szczęście prowadzący nie mają o tym pojęcia”.

Zdalne zajęcia to nade wszystko warsztaty z wielozadaniowości. Jeden ze studentów zwrócił uwagę, że studia online pozwalają najbardziej dosłownie łączyć edukację z pracą: „W końcu można pogodzić studia i pracę: uczestniczę w zajęciach, będąc w pracy”. Dosyć niezwykle brzmi refleksja innego respondenta, pokazująca odwrócenie porządków podczas zdalnego studiowania: „Najbardziej mnie zaskoczył sposób sprawdzania obecności. Wyglądał on tak, że po przeczytaniu nazwiska, każdy musiał włączyć mikrofon i powiedzieć, że jest obecny, co zmuszało nawet te osoby, które robiły tysiąc innych czynności podczas zajęć, do uważnego słuchania”.

Spora grupa studentów podkreślała, że nowe warunki pozwalają zaoszczędzić czas i dłużej się wysypiać: „Wystarczy nastawić budzik pięć minut przed zajęciami, zalogować się i można dalej leżeć w łóżku”. Ponad jedna czwarta badanych (28%) przyznała, że zdarza im się uczestniczyć w zajęciach na leżąco. Przebywanie we własnym mieszkaniu powoduje, że zdecydowana większość studentów (82%) przyznała, iż podczas takich zajęć jest ubrana w sposób mniej formalny niż na uczelni, czasem w dres czy pidżamę. Reguła ta nie dotyczy jednak wykładowców – według obserwacji studentów zaledwie 29% z nich pozwalało sobie na poluzowanie zasad uczelnianego dress-code’u. Zajęcia online można też spędzać w przyjaźnie kojarzonych przestrzeniach – ponad 8% studentów deklarowało, że spędza je na zewnątrz: w ogrodzie, ale też np. nad jeziorem czy w lesie.

Wszystko to jednak negatywnie wpływa na poziom zaangażowania w zajęcia – na co wskazują zresztą sami studenci.

Aż 64% z nich sygnalizuje problem z samodyscypliną i ma poczucie, że wykorzystuje czas poświęcony studiowaniu mniej produktywnie niż w tradycyjnej formie.

Przebywanie w salach wykładowych ćwiczy umiejętności koncentracji i uwagi – to jeden z najważniejszych obecnie „efektów ubocznych” edukacji. Dla niektórych prawdziwą katorgą jest wytrzymać 90 min bez przeglądnięcia smartfona. Proces edukacji w drugiej dekadzie XXI w. to także odtrutka na cyfrowe uzależnienie, blokowanie rozproszeń – tymczasem sytuacja zdalnego studiowania zdaje się raczej rozproszeniu sprzyjać. Być może dlatego ledwie co piąty badany student stwierdził, że zajęcia prowadzone online przynoszą mu więcej satysfakcji niż tradycyjne. Wyniki te pokazują też skalę wyzwania, które stoi przed wykładowcami. Przebijanie się ze swoim przekazem przez wszystkie studenckie aktywności i zainteresowanie ich omawianym problemem jest w warunkach online wyjątkowo karkołomną misją.

Rozbudzone tęsknoty

Aż 44% ankietowanych studentów uznało, że organizowanie wybranych zajęć w formie zdalnej powinno zostać zachowane nawet po powrocie do stacjonarnego trybu studiowania (przeciwnego zdania było 39%, pozostali wybrali odpowiedź „trudno powiedzieć”). Oszczędność czasu, wykonywanie równocześnie innych czynności, ale też np. możliwość odsłuchania o dowolnej porze przygotowywanych przez część wykładowców podcastów – z pewnością wpływają na takie opinie. W badaniach wyłoniła się też druga grupa studentów, która podkreśla wszystkie niedogodności związane z taką formułą. To osoby, które akcentują niemożność zastąpienia nauczania online tradycyjnym i sygnalizują poczucie straty wynikające z takiej formy kształcenia.

Jakie wnioski płyną z badania? Prowadzone online seminaria czy ćwiczenia mają często charakter pozornie interaktywny.

Studenci są proszeni o wykonanie z zajęć na zajęcia określonych zadań, prowadzący je ocenia. Zresztą w ankietach wskazywali, że szczególnie na początku przymusowej kwarantanny wielu wykładowców przeciążało ich ogromem obligatoryjnych projektów. W takiej formule trudno o dyskusję, o ścieranie się poglądów, w końcu – co szczególnie ważne w naukach społecznych czy humanistycznych – ćwiczenie się w krytycznym myśleniu. Pisał kiedyś Milan Kundera, że „współczesna głupota nie oznacza niewiedzy, lecz bezmyślność komunałów”. Prowadząc zajęcia online można – nawet w niezwykle atrakcyjnej formule – przekazać wiedzę, znacznie trudniej rozprawiać się z komunałami. Taka forma studiowania przypomina raczej lekturę Wikipedii, czyli bierne poznawanie zasobu wiedzy. Iluzja pełnej zastępowalności studiów stacjonarnych przez ich wirtualną wersję zdaje się niezwykle groźna dla procesu nauczania. Nie dotyczy to wyłącznie seminariów czy ćwiczeń. Wykład słuchany podczas obecności w uczelnianym budynku a wykład odsłuchiwany online to dwie zupełnie inne sytuacje komunikacyjne, mające swoje konsekwencje. Warto mieć to na uwadze, rozważając pomysły przenoszenia w przyszłości zajęć do przestrzeni wirtualnej. Jak ostrzega w poświęconej edukacji świetnej książce Nie dla zysku Martha Nussbaum, „część faktograficzną można opanować bez umiejętności i technik, które zwykle kojarzymy z naukami humanistycznymi. Jeśli jednak nie potrafimy ocenić zbioru faktów, które znamy, ani zrozumieć, jak z danych tworzona jest narracja historyczna, jest to niemal równie szkodliwe jak niewiedza”.

I w końcu rzecz na pewnym poziomie absolutnie fundamentalna dla rozumienia studiowania jako pewnego biograficznego okresu. Jeden ze studentów napisał: „Wykładowcy są tak jakby bliżej nas. Niestety, jednocześnie my studenci bardzo się od siebie oddaliliśmy”. Studiowanie online jest zabójcze dla ducha studiów, dla studenckiej kultury – i tak już ograniczonej, dostosowanej do jakże częstych zawodowych obowiązków współczesnych studentów. Nie ma wspólnych kaw, obiadów, nie ma piwa po zajęciach i towarzyskich perypetii. A przecież to obszar aktywności studenckich, które mają arcyważne znaczenie. W studiach online pozostaje korespondowanie ze sobą na równoległym do prowadzonych zajęć kanale komunikatora, przesyłanie memów czy żartobliwe komentowanie słów wykładowcy. Trochę mało, rozpaczliwie niewiele.

To był przedziwny semestr dla studentów i dla wykładowców. Zakwestionowanie oczywistości, nagłe wytrącenie z rutyny posiada zwykle jednak odświeżający potencjał. Wśród różnych refleksji studentów w ankiecie znajdowały się i takie: „Nigdy nie myślałam, że można tak tęsknić za uczelnią”. Nie tylko mój Uniwersytet Śląski rewanżował się podobnym przekazem, wyświetlanym na murach uczelni: „Studenci, tęsknimy za Wami!”. Oddalenie i tęsknota, jeśli tylko nie mają charakteru permanentnego, mogą sprzyjać wzajemnemu odkrywaniu na nowo wartości tego, co chwilowo utracone. Być może dla wstrząsanego już od dłuższego czasu przez reformy polityków akademickiego świata doświadczenie przeżytego właśnie „semestru z laptopa” będzie wzmacniającym przypomnieniem o prawdziwej misji Akademii.

3 lipca 2020 r.

Autor jest adiunktem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Badanie „Edukacja zdalna w czasie epidemii z perspektywy studenta” przeprowadzone zostało (wspólnie z Nicole Tomanek) w maju 2020.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter