Dobrze pamiętam tamten stan skupienia: szszuszu, przesuwały się ziarna piasku i całe wilgotne bryłki, kilka metrów dalej skrzypiały huśtawki. Można się było dokopać do mokrego piasku albo nie można się było dokopać, mimo wysiłków, do wody, do gliny, do Chin, do Australii. Piaskownica się rozlewała, stawała się statkiem albo labiryntem, słońce nas grzało i hipnotyzowało. Byliśmy u siebie, na terenie nieoznaczonym, niepilnowani albo pilnowani dyskretnie,…
Redaktorka i dziennikarka. Autorka reporterskich książek Nie hańbi oraz Nie zdążę. Współpracuje z Instytutem Reportażu.