Subskrybuj
fot. A. Kozak / Agencja Gazeta
dziennikarka i publicystka. W latach 1996–2008 była redaktorką „Tygodnika Powszechnego”. Laureatka nagrody dziennikarskiej Grand Press w kategorii wywiad (2007). Wydała m.in. Co zdążysz zrobić, to zostanie. Portret Jerzego Turowicza (Znak 2012) oraz Ludzie Znaku (2015)....

Instrukcja obsługi szalupy

Pewnego dnia zapytano mnie, jaka jest moja misja zawodowa. „Skąd mam wiedzieć?” – odpowiedziałem i zacząłem się zastanawiać nad tym, co mną kieruje, kiedy wybieram takie, a nie inne wyzwania. Ustaliłem, że interesuje mnie szukanie alternatywnych rozwiązań dla ludzi, którzy nie mieszczą się w systemie.

Historię o poszukiwaniu misji zawodowej Aureliusz Leżeński – dyplomowany coach i specjalista z zakresu human resources– ma „spakowaną”, czyli gotową do opowiedzenia na wykładach o „wartości i misji”. Jako fachowiec od rozwoju zawodowego i zarządzania zmianami opowieścią o osobistych dylematach odpowiada na pytanie, jak znaleźć sens w pracy, której głównym celem jest generowanie zysków. Wie, o czym mówi, bo napięcie wynikłe z rozważań nad sensem życia pojawiło się u niego zaledwie kilka miesięcy po rozpoczęciu pracy w korporacji. Wcześniej przez wiele lat uczył języka polskiego i był dyrektorem II Liceum Społecznego w Warszawie. Misja była oczywista: praca z młodzieżą, która nie chciała albo nie potrafiła zmieścić się w standardach publicznego szkolnictwa. Co może być misją pełnomocnika zarządu ds. szkoleń i rozwoju zasobów ludzkich w Empiku? Zyski osiągane ze sprzedaży kultury, których oczekują udziałowcy? O pomoc w szukaniu odpowiedzi na te pytania poprosił coacha. Konkluzja, do której doszli, spowodowała, że niepokój Leżeńskiego o to, czy aby nie popełnił błędu życiowego, zamieniając lekcje na szkolenia, minął. Skoro w życiu zawodowym najważniejsze jest dla niego humanizowanie systemu – czyli wprowadzanie takich zmian, które byłyby dobre i dla systemu, i dla ludzi w nim funkcjonujących – nie ma znaczenia, o jaki system chodzi. „Poczułem, że praca w Empiku ma sens” – opowiada po latach. Młodzi ludzie rozpoczynający tam pracę potrzebowali przecież wsparcia tak samo jak jego dawni uczniowie, którzy nie potrafili zagrzać miejsca w żadnym liceum publicznym. Menadżerów mógł z kolei uczyć współpracy i rozwiązywania konfliktów równie skutecznie, jak kiedyś robił to w szkole wobec nauczycieli. * Kiedy Leżeński stawiał kolejny krok na HR-owej ścieżce, był już certyfikowanym coachem i zastanawiał się, jak zbudować w firmach system idealny. Dzisiaj nazywany „turkusową organizacją”, opiera się na przekonaniu, że przełożony może być coachem dla podwładnego. Kimś, kto nie tylko rozlicza z wyników, ale też zapewnia wsparcie, dla kogo zaufanie jest ważniejsze niż kontrola….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Którędy do snu?