Kiedy Polak-katolik pojawił się w kulturze polskiej i kiedy w niej okrzepł?
Gdybyśmy postawili pytanie, co w różnych stuleciach znaczyło „być Polakiem”, odpowiedź wypadałaby zależnie od epoki. Do połowy XVI w. uważano, że Polacy to wszyscy ludzie mówiący po polsku, zamieszkali na wspólnym terytorium i podlegli temu samemu władcy. Tak rozumiał naród polski Jan Długosz. Później wyłania się kategoria narodu szlacheckiego. Jego członków nie określa tylko język, terytorium i podleganie temu samemu władcy, ale też wspólnota przywilejów stanowych. W XVII w. doszło do tego kryterium wyznaniowe. Polak musiał być katolikiem.
Co się stało w XVII w.?Sądzę, że nie doceniamy potopu szwedzkiego. Właśnie po potopie, w połowie XVII stulecia, pojawia się i zaczyna powoli umacniać figura Polaka- -katolika. Dlaczego wówczas? Wydarzenie to było wstrząsem dla społeczeństwa polskiego, bo prawie całe terytorium kraju zostało wówczas zajęte przez wrogów. Niewielka Szwecja zdołała pobić Rzeczpospolitą, która w mniemaniu swoich obywateli uchodziła za potęgę. Winnych dotkliwej porażki znaleziono już w czasie trwania wojny. Skoro Szwedzi to luteranie, to każdy „luter”, a właściwie każdy innowierca, to zdrajca. Liczne grupy partyzantki antyszwedzkiej najeżdżały na dwory szlachty kalwińskiej i ariańskiej. U boku armii szwedzkiej w kolejnych fazach konfliktu walczyły różne polskie oddziały wojskowe i grupy pospolitego ruszenia zarówno katolickie, jak i innowiercze. Po wojnie katolicy szybko przebaczyli sobie popełniane zdrady, kalwinom czy arianom nigdy. W 1658 r. wygnano braci polskich, a 10 lat później zakazano konwersji na inne wyznanie niż katolickie. Potop to moim zdaniem główna przyczyna kariery figury Polaka-katolika. Kolejna to popularność mitu Polski jako przedmurza chrześcijaństwa. Nie bez znaczenia był również fakt, że Polska przez całe XVII stulecie nie toczyła walk z katolickimi przeciwnikami. Regułę tę potwierdza katolicka monarchia habsburska – jedyne państwo, z którym Polska wtedy…