Powoli przebija się szalona wieść – chyba zwycięstwo?! Ale czy to naprawdę możliwe? I co powiedzą na to ONI? Na razie jednak jest jak zwykle. O 8.00 otwiera podwoje pan Marian Moryc, w redakcji człowiek od wszystkiego. Potem powoli zjawiają się redaktorzy. Najpierw – o dziwo – pojawiają się młodzi. Na rowerze przyjeżdża Roman Graczyk. Idzie do kanciapy „Dzikich”, by – jako sekretarz redakcji – przekazać ważne ustalenia Witoldowi Beresiowi (zastępuje Krzysztofa Burnetkę, który odbywa służbę wojskową). Ci dwaj zajmują się bowiem kopiowaniem na potrzeby cenzury zakwalifikowanych do druku maszynopisów oraz odmierzaniem – przy pomocy konopnego sznurka – długości przygotowanych już szpalt. W efekcie zatem mniej więcej wiedzą, na jakim etapie są prace nad najbliższym numerem. Potem Graczyk będzie musiał zawieźć po trzy kopie planowanych artykułów do cenzury, a później jechać do drukarni, gdzie na teksty czeka Piotruś Mucharski, początkujący korektor. Niedługo później dostojnie przychodzi do redakcji pan Mietek. To Mieczysław Pszon, szara tygodnikowa eminencja, który Plantami przyszedł spacerkiem ze swego mieszkania na Bernardyńskiej, a teraz po 9.00 siada w…