Subskrybuj
Redaktorka miesięcznika „Znak”, socjolożka, absolwentka MISH UJ. Przez rok studiowała na rzymskim uniwersytecie La Sapienza. Stypendystka Fulbrighta, laureatka grantu badawczego Narodowego Centrum Nauki. Napisała rozprawę doktorską Upamiętnianie społeczności żydowskich w byłych sztetlach we współczesnej Polsce....

Wojny (pro)rodzinne

W Polsce od początku lat dziewięćdziesiątych spada liczba zawieranych małżeństw i przychodzących na świat dzieci. Do pewnego stopnia trendy upodobniły się do tych obserwowanych w innych państwach europejskich. Poza jednym –w Polsce rodzi się mniej dzieci niż we Francji, Wielkiej Brytanii, Szwecji. Czy w tak krótkim czasie zmieniła się świadomość Polaków? Czy może ze względu na obecne warunki społeczno-ekonomiczne wolimy poczekać na bardziej sprzyjający moment?

„Był wolny, tak nieskończenie wolny, że nie czuł, by coś ważył na tej ziemi. Brakowało mu ciężaru ludzkich związków, który przeszkadza w marszu, brakowało łez, pożegnań, wymówek, radości, wszystkiego, co człowiek hoduje w sobie lub zrywa, ilekroć wykonuje jakiś gest, brakowało tysięcy nici, które go wiążą z innymi i obciążają”

Antoine de Saint-Exupéry

Rodzina na zakręcie

Z rodziną mamy problem. Z jednej strony wszyscy wiemy, czym jest i banałem wydaje nam się próba jej definicji. Z drugiej wciąż przeszkadzają nam mity o uniwersalizmie, harmonii i stałości tej „naturalnej komórki społecznej”. Zmniejszającą się liczbę małżeństw i dzieci, rozwody oraz ponowne małżeństwa, różnorodne formy życia rodzinnego często bezdyskusyjnie przyjmujemy jako dowody na rozpad rodziny i w konsekwencji pogłębiający się kryzys w trzech płaszczyznach – społecznej, gdyż w rodzinie dowiadujemy się, kim jesteśmy, politycznej, bo w niej uczymy się demokracji i gospodarczej, ponieważ powstaje w niej część naszego wspólnego krajowego dochodu. Z uwagi na to, że w rankingach najważniejszych wartości rodzina trzyma się całkiem nieźle, trudno o niej spokojnie debatować, a niestety łatwo wykorzystać w politycznych czy ideologicznych przepychankach. A rodziny jako takiej „nie ma” – jak całkiem przytomnie zauważyły Mirosława Marody i Anna Giza-Poleszczuk[1] – istnieją raczej jej reprezentacje naukowe, polityczne, ideologiczne, a one się zmieniają. Zatem może zamiast z końcem rodziny w ogóle, mamy do czynienia z wyczerpaniem się jej tradycyjnego modelu?

Zbyt ważna, by jej odpuścićKolejną kwestią są bardziej lub mniej sprecyzowane intuicje dotyczące…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak odmienić Polskę?