Doskonale rozumiem, że Skwarnicki czuje się przez Graczyka niesłusznie pomówiony o współpracę z SB. Ma on prawo do obrony dobrego imienia, niemniej nie wolno mu zaprzeczać faktom. A fakty są takie, że wielokrotnie spotykał się z funkcjonariuszami SB poza biurem paszportowym, najprawdopodobniej w kawiarni lub restauracji, i rozmawiał z nimi bynajmniej nie zdawkowo (przyznaje to nawet w swoim tekście, kiedy pisze o rezygnacji Bohdana Cywińskiego: „z kompilacji dwóch rozmów − ze mną i…”; „oficer sporządzający łączny raport z rozmów ze mną i…”. Dlaczego Skwarnicki, spotykając się wyłącznie, jak twierdzi, w „sprawach paszportowych”, mówił o Cywińskim?!), a oni to, o czym opowiadał, uznawali za informacje cenne. Z punktu widzenia…
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.