Co do tego, że Unia jest pogrążona w poważnym kryzysie nikt nie ma dzisiaj wątpliwości. Czy kryzys jest, Pana zdaniem, skutkiem polityki takich krajów jak Grecja, Irlandia i Portugalia? Czy część odpowiedzialności spada również na większe kraje członkowskie? Czy kryzys ma przyczyny natury ekonomicznej, czy również inne, głębsze – a zwłaszcza polityczne?
Powiedziałbym mocniej: Unię dotknął największy kryzys od początku jej istnienia. Przyczyn jest wiele. Wśród nich wysuwa się na czoło wciąż istniejąca wewnętrzna niespójność Unii i brak autentycznego ośrodka decyzyjnego, zdolnego szybko i sprawnie reagować na zagrożenia. Inaczej mówiąc: Unii do dziś brakuje wymiaru politycznego godnego tej nazwy. Dlaczego tak jest? Otóż niektóre państwa członkowskie oceniają przynależność do Unii jako zło konieczne i nie zmierzają do celów, jakie wyznaczyli jej „Ojcowie Europy”. Kraje te systematycznie dążą do tego, aby przekształcić Unię w strefę wolnego handlu.
O jakich krajach Pan mówi?W szczególności o Anglii. Czuje się ona nade wszystko członkiem światowej wspólnoty krajów anglosaskich, z którą wiążą ją nie tylko ramy instytucjonalne, ale również historia, kultura, język i sentyment. Od krajów kontynentalnych – Francji, Niemiec, Hiszpanii – dzieli Anglię pamięć konfliktów i wojen, odmienny sposób życia i odmienne widzenie świata. Anglia była, jest i pewnie nadal będzie czynnikiem hamującym…