Na początku muszę wyraźnie zastrzec, że moje opinie opierają się na obserwacjach i doświadczeniach, jakie są mi dostępne w ramach codziennej praktyki zarządzania średniej wielkości przedsiębiorstwem, nie wynikają natomiast z badania danych statystycznych ani też z wiedzy podręcznikowej w zakresie ekonomii. To, co staram się tu przedstawić, jest próbą uogólnienia pewnych konkretnych danych wyjściowych, które, moim zdaniem, mogą być reprezentatywne dla zjawisk w skali makro. Model korporacyjny, który zdominował współczesną przestrzeń gospodarczą, poddawany jest coraz silniejszej krytyce zwłaszcza w kontekście ostatniego kryzysu. Dość łatwo można sformułować listę grzechów, jakie niewątpliwie ma on na swoim sumieniu, i nie jest wielką sztuką pokazać, jak bardzo przyczynił się najpierw do nakręcenia globalnej spirali spekulacyjnej, a następnie do niespotykanego w historii załamania. Trzeba jednak jasno postawić pytanie: czy możliwy jest dziś jakiś inny sposób wieloszczeblowego zarządzania w skali międzykontynentalnej, który zdołałby uniknąć niebezpieczeństw i patologii, jakie może ciągnąć za sobą organizacja korporacyjna? By odpowiedzieć na to pytanie, konieczne jest przynajmniej postawienie jednej tezy wyjściowej i przeprowadzenie kilku podstawowych rozróżnień. Najpierw musimy się zgodzić, że zarządzanie bezpośrednie prowadzone najczęściej przez głównego właściciela,…
Dr filozofii, prawnik, współzałożyciel Instytutu Myśli Józefa Tischnera. Publikował m.in. w „Znaku”, „Kwartalniku Filozoficznym”, „Logosie” i „Etosie”. Autor książek: Czas i obecność (2005) i Człowiek poza istnieniem (2011).