* Marzec i kwiecień. Miesiące rocznic, które nie przestają być ważne, choć ich treść jakby przesuwa się z miejsca na miejsce nieco inne, uwyraźnia się, choć jednocześnie traci żywszą dawniej naoczność. Różnie obchodzą nas rozmaite kolejno nagłaśniane rocznice. Wybieramy coś do obejrzenia i zbadania właśnie teraz, podczas gdy odkładamy do lamusa inne pamiętne wydarzenia, przy czym w lamusie brak już miejsca; stosy coraz wyżej się piętrzą, strych zapchany, piwnice pełne po sklepienie. Jest problem nadmiaru rocznic, dni i czasów, gdy wypada coś wydobyć, odkurzyć, opisać, wylansować, nie mówiąc o „złożeniu hołdu”. * Wypada?… Nie, tym się już nie kieruję. W obchodzeniu rocznic jest dla mnie coś z powinności, ale nie wobec oficjalnego porządku. Rocznicy muszą potrzebować, wręcz żądać, przede wszystkim umarli, przede wszystkim ci z nich, którzy nie do końca odeszli, wciąż niepokojący pamięć. Niepogrzebani, a także ci, których szczątki są nie tam, gdzie miały spocząć. Albo z innego…
Z wykształcenia filozof i teolog. W latach 1961–1983 była redaktorem i sekretarzem redakcji miesięcznika „Znak”. W latach 70. współtworzyła ruch hospicyjny w Polsce i pierwsze polskie hospicjum w Nowej Hucie. Przez pięć lat pomagała terminalnie chorym jako wolontariuszka. W latach...