Subskrybuj

Upomnieć czy potępić?

„Liczne wypowiedzi o niegodziwości i niedopuszczalności metody in vitro można ująć w kilku stwierdzeniach. Po pierwsze: przy każdej próbie w tej metodzie giną liczne embriony - jest to rodzaj wyrafinowanej aborcji. Po drugie: każde dziecko ma prawo zrodzić się z miłosnego aktu małżeńskiego jego rodziców. I po trzecie: dziecko nie jest rzeczą i nawet przyszli rodzice nie mogą powiedzieć, że mają do niego prawo, zwłaszcza że to »prawo« jest zawsze okupione śmiercią jego braci i sióstr” (fragment listu biskupów polskich do parlamentarzystów z 18 grudnia 2007 roku)

Wyjdźmy od zasadniczych tez z listu biskupów do parlamentarzystów. Jakie argumenty stoją za kościelnym veto w kwestii sztucznego zapłodnienia? Na czym, według Kościoła, polega zasadnicze zło metody in vitro: na zabijaniu niepotrzebnych zarodków czy na przyznaniu sobie Boskich kompetencji? Skąd wynika ów potępiający ton, w jakim biskupi wypowiedzieli się na temat metody in vitro?

O. ROBERT PLICH: Ta deklaracja Episkopatu została wywołana dyskusją wokół możliwej refundacji zapłodnienia in vitro. Biskupi, jako pasterze Kościoła, czują się w obowiązku przypomnieć, jaka jest nauka Kościoła na ten temat. Starają się w skrócie przedstawić istotę zła moralnego – tak jak rozumie je Kościół. Stąd te trzy punkty, z czego – jak rozumiem – z najostrzejszą krytyką spotkało się porównywanie zła, wynikającego z zapłodnienia in vitro, do jakiejś wyrafinowanej formy aborcji. Myślę, że można dyskutować, na ile to określenie jest trafne. W przeszłości w historii Kościoła zdarzała się tego rodzaju przesadzona retoryka, która może nie jest językiem ściśle precyzyjnym, zwłaszcza w ustach pasterzy. Ona raczej stara się zwrócić na uwagę na problem, postawić go w sposób ostry. W tym konkretnym przypadku chodzi o zwrócenie uwagi na moralne zło, które leży dość blisko tego zła, jakiego dokonuje się przy aborcji. Zresztą, przy okazji zapłodnienia in vitro, czasem dochodzi wprost do aborcji, i nie ma co do tego dyskusji – myślę tu o tak zwanej redukcji nadliczbowych ciąż.

HALINA BORTNOWSKA: Moje stanowisko jest poniekąd znane: publicznie dawałam mu wyraz już kilka razy. Po pierwsze, uważam, że nazwanie tego tekstu duszpasterskim powinno być zakwestionowane przez pastoralistów. Ten tekst nie jest adresowany do wiernych – kobiet i mężczyzn pragnących mieć dziecko. On jest skierowany do posłów polskiego parlamentu, dla których jest to zagadnienie polityczne i budżetowe – zgodzić się czy nie na finansowanie zapłodnienia in vitro. I do tych osób, jako posiadających władzę w tym zakresie, ten list się zwraca z argumentacją, którą odbieram jako formułowaną z wnętrza instytucji, której reprezentantami są biskupi. Pierwszym potknięciem językowym jest już samo powiedzenie, że coś jest „niegodziwe”. Ja oczywiście wiem, że w języku teologicznym „niegodziwe” jest coś, czego się robić „nie godzi”, coś niewłaściwego, czego należałoby unikać. Natomiast w języku potocznym czyn niegodziwy to jest czyn podły, nikczemny, czyn o złych intencjach. Powiedzieć, że zachowałeś się niegodziwie, to nie jest to samo, co powiedzieć, że zachowałeś się niewłaściwie. Powiedzieć: „zachowałeś się niewłaściwie” to upomnieć kogoś; powiedzieć: „zachowałeś się niegodziwie” to kogoś osądzić.

Wydaje mi się następnie, że brakuje w tym liście należytej precyzji, która powinna cechować tekst skierowany do ustawodawców. Nie można na przykład stosować argumentu pars pro toto (część za całość). O ile wiem, redukcja nadliczbowych ciąż to już przeżytek, a nawet, jeśli wciąż jeszcze w niektórych przypadkach to się zdarza, to nie uzasadnia porównania całej procedury do aborcji. Powinno się tu osądzać raczej cel owej procedury. A celem in vitro nie jest pozbycie się ludzkiego życia, ale danie tego życia. Można, oczywiście, zakwestionować jakiś etap, na którym dzieje się coś złego z ewentualnymi nadliczbowymi zarodkami, ale to znowu nie jest regułą.

Mam też logiczną wątpliwość: w moim odbiorze w przypadku zarodka mamy do czynienia z czymś, co przypomina ziarno. W ziarnie jest już właściwie roślina, ale jednak w stanie uśpionym – nieposadzenie ziarna nie równa się wycięciu dębu czy nawet młodziutkiego dębczaka. Z tego powodu porównanie do aborcji w ogóle wydaje mi się przywoływać niewłaściwy obraz, który ma charakter psychologicznego horroru, który ma ludzi przestraszyć.

ZBIGNIEW ZALEWSKI: Retoryka tego listu jest rzeczywiście zdumiewająca. Kiedy zastanawiam się, skąd się to wzięło, mam wrażenie, jakby to była taka nadgorliwość prowincji wobec centrum. Bo weźmy na przykład watykańską instrukcję Donum vitae– przy generalnie negatywnym stosunku do sztucznego zapłodnienia tyle w niej wątpliwości, zastrzeżeń i furtek dla ewentualnej akceptacji tej procedury pod pewnymi warunkami albo choćby tylko pogodzenia się z nią jako złem, któremu nie da się przeciwdziałać. Ze złem wprawdzie, ale nie najwyższego rzędu, takim, które można zaakceptować. Przypomina mi się tu pewna zabawna sytuacja. Kilkanaście…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dzieci Boże z probówki. Chrześcijanie wobec in vitro