Pisanie na temat homoseksualizmu jest zajęciem dość niewdzięcznym. Każdy, kto w tej sprawie zabiera głos, zmuszony jest do wyrażenia własnej oceny. I tu bardzo łatwo można zostać posądzonym o nietolerancję, względnie o sprzyjanie homoseksualnemu sposobowi bycia. Bo przecież homoseksualizm to nie tylko związki partnerskie, ale i również pewna wizja człowieka i świata. Dodatkową trudnością jest niemalże niemożliwe do uniknięcia mimowolne wikłanie się piszącego w zagadnienia społeczno-polityczne. A to jeszcze bardziej podgrzewa atmosferę wokół podjętej problematyki. Tak więc każda, nawet czysto filozoficzna próba analizy homoseksualizmu zostaje wplątana w kwestie pozafilozoficzne. Chciałbym jednak nieco odejść od prób analizy samego zjawiska na rzecz rozstrzygnięcia pytania o to, czym wyraża się tolerancja (względnie nietolerancja) względem osób o orientacji homoseksualnej i ich stylu życia. Czy ktoś, kto sprzeciwia się możliwości adopcji dzieci przez osoby pozostające w homoseksualnych związkach partnerskich, jest już nietolerancyjny czy może nietolerancyjną jest dopiero osoba, która nie zgadza się na legalizację homoseksualnych związków partnerskich? A może nietolerancję należałoby zarzucić komuś, kto – z różnych powodów – w ogóle nie akceptuje związków jednopłciowych? Zagadnienie tolerancji, wielokrotnie poruszane przy okazji różnych dyskusji, zostało gruntownie opracowane, zwłaszcza w ramach filozofii polityki. Nie ma więc potrzeby przywoływać w tym miejscu poszczególnych analiz. Wciąż jednak brakuje rozstrzygnięć, które oddalając się od kwestii społeczno-politycznych, pozostałyby na gruncie czysto etycznym. Wbrew pozorom, zagadnienie tolerancji mieści się przede wszystkim nie sferze polityki, lecz w…