fot. Ola Gracjasz
Ola Gracjasz październik 2019

Kuba – wyspa duchów

W stanach opętania element transu jest podstawą. W ich wywoływaniu i utrzymaniu ważną rolę odgrywają rytmiczne bębny i powtarzające się ruchy ciała oraz śpiew, a także gęsty dym z cygar i opary rumu. Podczas ceremonii santerii nie używa się jednak substancji psychoaktywnych.

Artykuł z numeru

Czego szukamy w Kosmosie?

Czego szukamy w Kosmosie?

Bębniarze zaczynają swoją następną pieśń. Grube patyki uderzają rytmicznie w pokryte kozią skórą bębny. Nadszedł czas, by przywołać San Lazaro (św. Łazarza), jednego z wielu santos (świętych) z kubańskiego panteonu bóstw czczonych przez wyznawców santerii. Ludzie rozpoczynają śpiewy i w tym samym momencie młoda dziewczyna, ciężko dysząc, upada na ziemię. Jej oczy są na wpół otwarte, widać tylko błyskające białe gałki oczne. W kącie, po drugiej stronie pomieszczenia, dorosły mężczyzna zaczyna wić się, jak gdyby poraził go prąd. Podnosi bezwładnie swoje umięśnione ręce do góry, jego spocone ciało wygina się w łuk, widać napięte mięśnie i kończyny wykręcone w niepojęty sposób. Powoli kładzie się na ziemi, jego palce są powykrzywiane, a z ust sączy się ślina. Dziewczyna i mężczyzna przesuwają się w stronę ołtarza San Lazaro usytuowanego poza domem. Ona patrzy tępo w przestrzeń i silne drgawki przechodzą przez jej ciało. On czołga się niczym gąsienica, jego spocone ciało pokryte jest grudkami ziemi. Wreszcie San Lazaro dotarł na miejsce i usadowił się w inny sposób w dwóch różnych ciałach. Bębniarze grają coraz głośniej i coraz mocniejsze są śpiewy przebijające się przez gęsty dym z cygar.

Powyższy opis to nie scena z taniego horroru, ale krótka relacja z jednej z ceremonii santerii, czyli synkretycznej religii afrokubańskiej. Jest to jeden z wielu obrazów, który zapadł mi w pamięć i do którego po pięciomiesięcznym pobycie w kubańskiej wiosce, mimo początkowych trudności, przywykłam. Santeria (znana również na Kubie jako Regla de Ocha) jest jedną z kilku istniejących w rejonie Karaibów religii synkretycznych i jak pozostałe (m.in. brazylijskie Candomble) w unikatowy sposób łączy przywiezione przez afrykańskich niewolników wierzenia oraz chrześcijaństwo zapoczątkowane w tamtym rejonie przez europejskich konkwistadorów. Według Departamentu Stanu USA ok. 70% Kubańczyków praktykuje jakąś formę santerii, często w sposób selektywny. Co więcej, wielu wyznawców santerii uważa się za katolików. Jak we wszystkich elementach kultury kreolskiej wplecione są w nią również prekolumbijskie wierzenia, aczkolwiek dużo trudniej dostrzegalne. Podobnie jak w przypadku innych religii, poznanie i analiza santerii pozwalają na zgłębienie historii nie tylko niewolnictwa, ale też życia codziennego i systemu wartości jej wyznawców.

Afrokubańczycy z uboższych rejonów tej wyspy jak wulkan gorącej wierzą, że santería to oryginalna religia ich afrykańskich przodków. Często podkreślają swoje afrykańskie pochodzenie poprzez skomplikowane rytuały i odwiedziny duchów ich bóstw w formie opętań duchowych.

Aby choć trochę zrozumieć mechanizmy synkretyzmu, które doprowadziły do obecnej sytuacji wierzeń na Kubie, należy cofnąć się do czasów prekolumbijskich.

Słodko-gorzka historia Kuby

Pierwsze znane archeologom ludy zamieszkujące Kubę to prehistoryczne Casimiroid, które przybyły na wyspę ok. 4 tys. lat p.n.e. Do XV w. n.e. ludy te zdążyły wielokrotnie zmieszać się z innymi, zapoczątkowując nie tylko wymianę genów, języków i systemów władzy, ale i wierzeń. Gdy w 1492 r. na wyspę dopłynął Krzysztof Kolumb, mieszkały na niej trzy powiązane ze sobą plemiona: Tainowie, Sibonejowie i Guanahatabey. Były to plemiona żyjące również na innych wyspach Antyli. Według niewielu pozostałych źródeł opisujących Indian z tych plemion, bazujących głównie na zapiskach hiszpańskiego kronikarza Bartolomé de Las Casas, wiadome jest, że nie zawsze żyły one ze sobą w zgodzie. Początek ich wymierania datuje się na rok 1511, gdy na Kubie osiedlił się Diego Velázquez de Cuéllar, szerząc niewolniczy system encomiendy (polegający na rabunkowym gospodarowaniu i kontroli Indian). Prekolumbijskie czasy nie zostały zupełnie wymazane ze świadomości Kubańczyków i na wyspie wciąż można zwiedzić zrekonstruowane „indiańskie wioski”, np. tę we wsi Guamá, chociaż trudno powiedzieć, jak wiele mają one wspólnego z ówczesną ludnością. Przybycie Europejczyków na Kubę, znaną wcześniej jako La Juana, zapoczątkowało zupełnie nowy okres i doprowadziło do powstania kultury kreolskiej, której produktem jest również santería. Pierwsi afrykańscy niewolnicy dotarli na wyspę już w 1526 r., by zastąpić w niewolniczej pracy wymierającą ludność tubylczą, ale wykorzystywanie na plantacjach cukru zaczęło się dopiero w latach 90. XVI w. Przez ponad 300 następnych lat na Kubie przybywało afrykańskich niewolników – statystyki mówią o ponad 500 tys. przywiezionych legalnie, trudno jest jednak podać liczbę, która mogłaby zawrzeć w sobie również niewolniczą kontrabandę. Ich głównym zajęciem stała się praca na plantacjach cukru, który był jednym z najbardziej pożądanych produktów tamtych czasów (produkcja cukru na Kubie wzrosła ponad dwukrotnie w latach 1795–1805, z 14 tys. t. rocznie do 34 tys. t).

To właśnie ten okres jest kluczowy dla rozwoju santerii. Podczas regularnych rytuałów religijnych czarnoskórzy niewolnicy musieli skrywać swoje święte przedmioty, gdyż ich religia przez białych chrześcijan była postrzegana jako barbarzyńska czarna magia. Religijne obrządki odbywały się początkowo ukradkiem, a w późniejszych latach również w afrokubańskich cabildos pełniących poniekąd funkcję „domów kultury”. Ołtarze niewolników coraz bardziej zaczęły przypominać ołtarze katolickie. Kamienie, muszle kauri i robione z ziemi głowy bóstw były zastępowane przez bardziej akceptowalne rekwizyty, takie jak kwiaty, krzyże i świece. By zmylić białych właścicieli, poszczególni przedstawiciele orishas zaczęli być reprezentowani przez figurki katolickich świętych, sprawiając, że bóstwa coraz bardziej zlewały się w jedność. Tak bardzo zaczęły się upodabniać, że teraz wielu Kubańczyków nie rozumie, dlaczego w Kościele katolickim nie przedstawia się ich również pod inną postacią. Chrześcijańscy księża aktywnie prowadzili próby nawróceń i zmiany afrykańskich wierzeń, a ich praca jest wciąż widoczna na Kubie.

Niewolnictwo zostało oficjalnie zniesione dopiero w 1886 r., jednak nie przyniosło to błyskawicznej harmonii ras.

Większość kubańskich rewolucjonistów, łącznie z Antoniem Maceo, Jose Martinem i Juanem Gualbertem Gómezem, a później również Fidelem Castro, głosiła koniec dyskryminacji rasowej.

Sprawa rasizmu była również tematem przewodnim wypowiedzi Baracka Obamy podczas jego wizyty na wyspie w 2016 r. Mimo tych wszystkich działań nierówności rasowe na Kubie są wciąż bardzo widoczne. Nieliczne dostępne i wiarygodne statystyki pokazują, że obecnie czarni żyją w najgorszych domach w kraju, otrzymują mniej przekazów pieniężnych, są mniej aktywni w rozwijającej się gospodarce, mają niższe wskaźniki rekrutacji na uniwersytety i są zatrudniani do najgorzej płatnych prac. Wbrew przeciwnościom losu, lub właśnie jako odpowiedź na te trudności, afrokubańskie dziedzictwo kulturowe, tożsamość i wierzenia zyskały na sile. Chociaż jeszcze w 1912 r. ich kultura i polityczne aspiracje były surowo tłumione, Afrokubańczycy są dumni ze swego afrykańskiego pochodzenia i podkreślają je przy każdej możliwej okazji.

Mimo szybkiego wymarcia pierwotnych ludów kubańskich, zwłaszcza na odległym wschodzie wyspy, można zaobserwować ślady prekolumbijskich mieszkańców w postaci charakterystycznych rysów twarzy niektórych Kubańczyków lub w animistycznych elementach tamtejszej odmiany santerii. Santeria bowiem, jak każda religia, ma swoje odmiany w zależności od regionu. El Oriente, czyli wschód wyspy – region, w którym mieszkałam przez znaczną część mojego pobytu na Kubie – wyróżnia się specyficzną historią. To tutaj mieściła się większość plantacji trzciny cukrowej. W wielu wioskach głównym elementem krajobrazu są walące się centrale, czyli młyny do przerobu trzciny cukrowej. To tutaj w latach 90. XVIII w. osiedlili się uciekinierzy haitańskiej rewolucji, przynosząc ze sobą wierzenia związane m.in. z praktyką voodoo. Wschód wyspy znany jest również jako siedziba amerykańskiej bazy wojskowej Guantanamo. Miasto o tej samej nazwie, położone ok. 40 km na północ od bazy, jest stosunkowo małe i spokojne. Swój architektoniczno-urbanistyczny porządek i prostopadłość ulic zawdzięcza hiszpańskim osadnikom. Jego nazwa pochodzi z języka Taino i oznacza „ląd pomiędzy dwoma rzekami”.

Dwie rzeki

Afrykańscy niewolnicy sprowadzani byli na Kubę głównie z zachodniego wybrzeża Afryki, obecnych rejonów Zatoki Gwinejskiej (m.in. terenów Beninu i Nigerii), które zamieszkane były przez wiele różnych plemion. Jednym z największych było plemię Joruba. Dlatego często uważa się, że santería bazuje głównie na wierzeniach tego ludu. Poniekąd jest to prawdą, ale należy pamiętać, że rejestr niewolników był często pospieszny i niestaranny i wielu ludzi po przybyciu do Nowego Świata zostało w konsekwencji nazwanych inaczej (często nosząc imiona nadawane im przez ich panów, co spowodowało jeszcze większy zamęt w późniejszych próbach ustalenia pochodzenia niewolników). Dodatkowo sprawnie funkcjonował nielegalny przemyt niewolników, nie ma zatem żadnych rejestrów mogących nam teraz pomóc zrekonstruować genealogię Afrokubańczyków. Z tych względów trudno jest dokładnie odtworzyć ewolucję wierzeń oraz ich źródła. Niemniej jednak na Kubie i poza nią powtarza się historię o tym, że wraz z niewolnikami na wyspę przybyły także orishas, czyli bóstwa, ukryte w bębnach i wygrywanych przez nie melodiach.

Wyznawcy i praktykujący santerię wierzą, że orishas są wcieleniami kiedyś istniejących ludzi, którzy chodzili po afrykańskiej ziemi i których charaktery są powiązane z ich życiem codziennym. Na przykład bogini Oshun była piękną Mulatką o bogatym życiu miłosnym. Jej odzwierciedleniem, formą synkretyczną jest Matka Boska z Cobre, patronka Kuby, matek i symbol tożsamości mestizos, czyli osób rasy mieszanej. San Lazaro to wcielenie Babalu Aye, boga i uzdrowiciela chorych, biednych i pokrzywdzonych, a Santa Barbara to z kolei odpowiednik Chango, boga piorunów i błyskawic. Mitologia tego panteonu opiera się na powieściach zwanych patakin. To w nich zapisane są historie, sprzeczki i romanse bogów oraz na ich podstawie można dowiedzieć się np., dlaczego bóg Chango jest synkretyczną formą św. Barbary.

Mechanizm synkretyzmu opisać można jako metaforę dwóch rzek, które ze względu na wydarzenia historyczne łączą się, tworząc jedną, która będzie miała nowe imię i o której dwóch źródłach z czasem się zapomina. Ta nowa rzeka płynie wartko, poszerzając swoje koryto, czasem powoduje powódź, a niekiedy pozwala na spotkanie się ludzi lub ideałów. Zmienia się każdego dnia. Co więcej, ma też inne dopływy i każdy z nich przynosi ze sobą nowe wody. Religia, której doświadczyłam na wschodzie wyspy, jest specyficzna właśnie ze względu na te różnorakie dopływy. Jednym z dopływów są zachowane animistyczne wierzenia prekolumbijskie, wiara w energie, duchy i siły zawarte w rzeczach przez nasze „wysoko rozwinięte” społeczeństwo uznawanych za martwe, tzn. w drzewach, roślinach i skałach. Wiele nazw własnych tych magicznych roślin pochodzi z języków indiańskich. Znajomość ich działania i wykorzystywania do leczenia przez SanterasSanteros (ludzi, którzy pełnią funkcje szamanek i szamanów) również ma swoje początki w zebranej przez Indian wiedzy z zakresu zielarstwa. To element, którego nie znajdzie się w santerii praktykowanej na zachodzie wyspy. Większość tamtejszych mieszkańców i wyznawców ze stolicy i okolic uważa, że wierzenia z wiejskiego wschodu wyspy są zacofane, pełne czarnej magii i zabobonów. Inny dopływ to ten, który dotarł z Haiti po rewolucji w 1791 r. Liczni uciekinierzy wraz ze swoimi niewolnikami osiedlali się w el Oriente. Znaczna część zachowała swoją odrębność kulturową, a w niektórych miejscach ich sposoby prowadzenia ceremonii (np. składania ofiar ze zwierząt) stały się stałym elementem religijnego krajobrazu. Wpływ religii haitańskich widać również w nurcie energetycznym, do którego często odwołują się praktykujący. „Jest to nurt inny niż ten kubański – mówią – silniejszy, ciemniejszy, bardziej niebezpieczny. Trudniejszy do kontrolowania”. Haitańczycy łączą się z innymi bytami niż Kubańczycy, wyznawcy santerii. Ich opętania są też często bardziej drastyczne, a składanie ofiar bardziej krwawe. Sposób organizacji i wykonywania praktyk religijnych w wiosce łączy więcej wpływów kulturowych i etnicznych niż te stricte afrykańskie, jest więc produktem procesów transkulturowych. Na przykład rozszerzenie panteonu Joruba i zaakceptowanie bóstw pochodzenia kongijskiego lub haitańskiego nie jest kwestionowane przez praktykujących, ale raczej włączone do lokalnej formy santerii. Chociaż spór o prawdziwą santeriię trwa, zarówno pomiędzy wyznawcami ze wschodu i zachodu, jak i pomiędzy badaczami, dla mnie ważniejszym i ciekawszym zagadnieniem jest funkcja, jaką ta religia i jej fascynujące elementy, takie jak opętania przez duchy, pełnią w społeczności.

Orishas, los africanos i duchy zmarłych

Z antropologicznego punktu widzenia opętania przez duchy kryją w sobie specyficzne historyczne i kulturowe znaczenia. Erika Bourguignon jako jedna z pierwszych pisała obszernie na temat stanów opętania i ich roli w wyrażaniu kulturowych reguł, wartości i struktur społecznych. Niektórzy uważają wręcz, że stanowią one odzwierciedlenie sposobów zrozumienia, akceptacji i kwestionowania takich kategorii, jak nowoczesność, kapitalizm, kolonializm i religijne hegemonie. Większość antropologów zgadza się, że stany opętania są głęboko zakorzenione w kulturze, z której się wywodzą. W naszym społeczeństwie opętania kojarzą się źle, wręcz niebezpiecznie. Myślimy więc o egzorcyzmach, siłach nieczystych i ryzykownej utracie kontroli. Lingwistycznie trudno znaleźć polski odpowiednik „spirit possession”, który nie kojarzyłby się pejoratywnie. Według Bourguignon stany opętania dzielą się na takie, w których występuje element transu, i na takie, gdzie go nie ma. Zawsze jednak człowiek w stanie opętania jest odmieniony przez obecność w nim lub na nim istoty duchowej albo mocy innej niż jego osobowość, dusza, jaźń. W stanach opętania, których doświadczyłam na Kubie (jako świadek, nigdy jako osoba opętana), element transu jest podstawą. W ich wywoływaniu i utrzymaniu ważną rolę odgrywają rytmiczne bębny i powtarzające się ruchy ciała oraz śpiew, a także gęsty dym z cygar i opary rumu (każdy, kto choć raz był na imprezie transowej lub nawet na poczciwych dub’ach, dobrze wie, o czym mówię). W wielu tradycjach i subkulturach stany transowe wspomagane są przez różnego rodzaju substancje psychoaktywne, jednak na Kubie podczas ceremonii santerii takich substancji się nie używa. Co ciekawe, w stanach opętania nie jest się zupełnie pozbawionym kontroli i świadomości. Możliwe jest wypracowanie relacji między samym sobą i bóstwem. Wymaga to lat praktyki i odpowiedniego przewodnictwa osoby o pogłębionej wiedzy duchowej. Tylko najbardziej wtajemniczeni Santeros są w stanie przywołać do siebie bóstwa i świadomie użyczyć im swojego ciała. Potrafią też wyjść z opętania, kiedy uważają, że ich służba została wykonana.

W wierzeniach santerii, z którymi spotkałam się na wschodzie wyspy, opętania odbywają się regularnie podczas dwóch rodzajów ceremonii. Co tydzień gdzieś w okolicy można natknąć się na przynajmniej jeden Bembe – ceremonię zamawianą u Santero, by kogoś uleczyć, wyciągnąć z więzienia, podziękować za okazane łaski. Zazwyczaj jest to ceremonia do jednego z bóstw i dostosowana do jego / jej charakteru. Przygotowywane są ulubione potrawy danego bóstwa, a ofiara składana jest z odpowiedniego zwierzęcia (np. Yemaya, bogini wody, je głównie kaczki, a Chango koguty). Podczas tych ceremonii zaprasza się głównie duchy tych orishas, dla których organizowana jest ceremonia. Zazwyczaj przybywają też inne orishas i wszystkie są mile widziane. Gdy nurt energetyczny jest mocny i otwarty, zdarza się, że zaplątają się też duchy afrykańskie, los africanos. Są to duchy pierwszych afrykańskich niewolników, urodzonych jeszcze w Afryce, którzy zmarli już na Kubie. Często są to duchy uciekinierów, tzw. marons. Te duchy mówią własnym językiem określanym jako Bozal, którego nikt poza głównym Santero nie rozumie. Co więcej, język ten różni się od języka Lukumi, którym posługują się bóstwa w Hawanie i większych kubańskich miastach.

Co jakiś czas odbywają się również Misas Espirituales, wieczory upamiętniające zmarłych, za których odmawia się Ojcze nasz i zapala świece. Również podczas tych ceremonii dochodzi do stanów opętania. Dusza zmarłej z zaświatów nawiedza zgromadzonych i osiedla się w jednym z ciał, dzięki czemu może przemawiać, całować i ściskać swoją rodzinę, wprowadzając uczestników w stan wzruszenia i płaczu. Są to rodzaje rytuałów oczyszczających, podczas których niewyjaśnione zaległe sprawy mogą być odpuszczone i obmyte przez łzy, a dusza zmarłego i dusze zgromadzonych mogą w spokoju kontynuować swoje istnienia.

Wielu antropologów pisało obszernie o rytualnych opętaniach, które pozwalają na odtworzenie tożsamości afrykańskiej oraz niewolniczej przeszłości. W ceremoniach santerii oraz w rozmowach z jej wyznawcami ten element przeszłości podkreślany jest wielokrotnie, a obrzędy religijne podtrzymują tożsamość, która na przestrzeni wieków była tłamszona i negowana. To mechanizm stosunkowo często spotykany, także w Polsce, gdzie wieloletnie próby unicestwienia tożsamości narodowej spowodowały wzmocnienie ruchów narodowościowych. Gdy pytałam wyznawców santerii, jaki jest cel zejścia orishas na ziemię, odpowiadano mi, że bóstwa zstępują z niebios, by robić dokładnie to samo, co robiły za życia, tzn. ucztować, tańczyć i błogosławić, czyli wykonywać czynności według nich typowe dla wszystkich Afrykańczyków. Interakcja ze światem duchów zamieszkanym przez orishas jest sposobem na interakcję z afrykańską ojczyzną, formą międzykulturowego, ponadnarodowego i nieograniczonego czasem dialogu. Oprócz bycia awatarami świętych katolickich orishas reprezentują wartości siły, piękna i statusu. Uwielbienie dla kultury afrykańskiej i jej ucieleśnienie poprzez taniec i stroje (nakrycia głowy, naszyjniki z koralików) stanowi powód do dumy. Interesujące jest to, w jaki sposób praktykujący rozumieją swoje dziedzictwo kulturowe i poprzez jego wcielenie są w stanie wyjaśnić swoje pochodzenie oraz wspólną tożsamość. Bolesna niewolnicza przeszłość zostaje wyciszona, a przynajmniej przedstawiona w bardziej sprzyjającym świetle. Szczególnie widać to podczas ceremonialnego użycia pewnych przedmiotów, takich jak maczeta, nakrycia głowy, cygara itp. Kojarzone są one bowiem przede wszystkim z postaciami afrykańskimi (królami, królowymi, wojownikami), a nie z niewolniczą rzeczywistością pracy.

Kolejną ważną funkcją opętań duchowych jest wspieranie lokalnej wspólnoty. Na wiejskich terenach wschodu wyspy, gdzie ludzie żyją blisko siebie, a drzwi do malutkich domów stoją otworem, odgrywa ona bardzo ważną rolę. Jest nie tyle substytutem, ile przedłużeniem rodziny. Siła opętań duchowych zależy od zaangażowania ludzi w odprawiane ceremonie. Wynikające z mocnego śpiewu i nieustającego tańca uczucie kolektywnego uniesienia nie tylko jest znakiem uroczystego związku z bóstwami, ale także potwierdza wspólne wartości moralne i religijne.

Opętania duchowe uważane są wręcz za obowiązek. Jeśli masz zdolność przyjęcia na siebie bóstwa, to twoją rolą jest użyczenie ciała i umożliwienie bytom duchowym zejścia na ziemię, gdzie dzięki twojemu ciału będą mogły głosić swoje przesłanie, błogosławić zebranych, leczyć chorych i koić cierpiących.

Media są zatem zobowiązane do poddania się sferze duchowej i otrzymywania wiadomości. W przeciwieństwie do podręcznikowej wersji santerii, w której tylko niewielu kapłanów o wysokim statusie zdobywa taką wiedzę, by przyjąć na siebie bóstwo, na wiejskich obszarach Kuby uważane jest to za dar, z którym się rodzisz. Jego otrzymanie jest równoznaczne z wyborem określonej ścieżki, zadaniem do spełnienia, obowiązkiem wobec społeczności.

Santería na rynku

Na początku lat 90. XX w., kiedy rząd kubański wycofał się z kontrolowania codziennego życia gospodarczego, Santeria przeżywała rodzaj publicznego rozkwitu, zyskując na popularności we wszystkich sektorach społecznych i etnicznych w całym kraju. W przeciwieństwie do dobrze znanego antagonizmu między państwem komunistycznym a religią, dzisiejszy rząd kubański faworyzuje, komercjalizuje i komodyfikuje rytuały santerii w atrakcje turystyczne. Wykorzystuje do tego rewolucyjne przesłania Castro, podkreślające afrykańskie dziedzictwo Kuby. By doświadczyć santerii w Hawanie, trzeba słono zapłacić (ceremonie są zazwyczaj tajne, w gronie kilku najbliższych), chyba że uda nam się przypadkiem trafić na prywatną, spontaniczną lub też związaną ze świętem (a tych nie brakuje) uroczystość. Na wielu bazarach można zaopatrzyć się w książki opisujące santerię, jej najważniejsze bóstwa, zbiór patakin i pieśni. Wierzenia rozprzestrzeniają się też poza Kubę, a wyznawców można spotkać w miejscach, gdzie diaspora kubańska jest najbardziej liczna (na Florydzie, w Meksyku czy w Hiszpanii). Wśród większości mieszkańców wyspy istnieje przekonanie, że santería praktykowana na wschodzie jest pełna czarnej magii. Jeśli ktoś jej szuka, to na pewno tam ją znajdzie, zwłaszcza w okolicy Matanzas. Mieszkańcy wschodu natomiast uważają, że praktykujący z okolic stolicy zrobili z religii biznes, zapominając tym samym o jej prawdziwych wartościach. Czerpanie korzyści materialnych lub ekonomicznych z odprawiania ceremonii uznają za niemoralne i kolidujące z energetycznym duchowym nurtem. Osobiście opowiadam się przeciwko metakulturowemu rozumieniu tej religii, które przedstawia santerię jako spójną, schludną i kompletną. Uważam ją raczej za niejednorodny światopogląd kształtowany przez różne wydarzenia historyczne i społeczne, szczególne dla konkretnej społeczności lokalnej, a nie ogólnie dla całej Kuby.

Kup numer