Aż do publikacji Sąsiadów Jana T. Grossa my, Polacy, żyliśmy w poczuciu względnej niewinności. Owszem – mówili ci najwrażliwsi – obciąża nas przedwojenny antysemityzm i późniejsza obojętność na tragiczny los Żydów (jej symbolem jest karuzela stojąca w 1943 r. na pl. Krasińskich, tuż za murem płonącego getta), ale nie współuczestnictwo w zbrodni Holokaustu. Bo przecież – jak z przekonaniem powtarzaliśmy – trudno cały naród winić za czyny pojedynczych osób: szmalcowników i zwyczajnych bandytów, którzy mordowali Żydów. I nawet Jan Błoński, autor niezwykle ważnego dla naszej samoświadomości eseju Biedni Polacy patrzą na getto, pisał w roku 1987: „Kiedy czyta się to, co o Żydach wypisywano przed wojną, kiedy się odkrywa, ile było w polskim społeczeństwie nienawiści, można nieraz się zdziwić, że za słowami nie poszły czyny. Ale nie poszły (albo szły rzadko). Bóg tę rękę zatrzymał. Tak,…
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.