Ilustracja: Kuba Ferenc
Anna Cieplak, Michał Krzykawski grudzień 2025

Nauczyć się czytać na nowo

Trudno być uważnym czytelnikiem w środowisku online przesyconym bodźcami. To jednak panowanie nad uwagą sprawia, że możemy się uczyć nowych rzeczy, wchodzić w głębokie relacje i troszczyć o siebie nawzajem. Bitwa o czytanie jest bitwą o uwagę i o życie warte przeżycia.

Artykuł z numeru

Ile nas dzieli od szczęścia

Ile nas dzieli od szczęścia

Niedawno na urodzinach naszej koleżanki kilka osób zaczęło opowiadać sobie o tym, jak nadają modelowi językowemu, z którego korzystają, imię i płeć, żeby czuć, że jest im „bardziej bliski”. Ile razy sami słyszymy, że „AI coś wymyśliło”? Albo „wymyśliła” lub „wymyślił”, bo tu zgody nie ma. Sam model językowy, kiedy wpisujemy do niego zadanie, zanim wygeneruje odpowiedź, wyświetla przecież taki komunikat (dosłownie: „myślę”). Nowy słownik wszedł również do potocznej mowy, bo o maszynach symulujących funkcje ludzkiego intelektu trudno nam mówić inaczej, niż je antropomorfizując. Joshua Rothman w tekście What’s Happening to Reading? pytał na łamach „New Yorkera”, czy sztuczna inteligencja (AI) czyta książki, skoro operuje pozyskaną z nich treścią. Czy rzeczywiście nasze czytanie od maszynowego, jak sugeruje Rothman, różni się jedynie tym, że jesteśmy poruszeni przez czytane treści, bo – w odróżnieniu od modelu językowego – mamy emocje, a „nasze serca mogą przyspieszyć z napięcia”? Czy rzeczywiście to, iż w pewnych aspektach czytania AI nas przewyższa, oznacza, że sztuczna inteligencja „osiąga nadludzki poziom”? Nie jesteśmy co do tego przekonani. Stawiane w ten sposób pytania wpisują się jednak w pewną tendencję i wynikają z zamętu wokół pojęć i metafor filozoficznych, za pomocą których AI jest charakteryzowana.

We wrzawie medialnej wokół tematu przypisywanie maszynom obliczeniowym atrybutów myślowych, takich jak świadomość, sprawczość czy autonomia, stało się powszechne (słyszymy o „świadomej AI”, „autonomicznej AI”, „nadludzkiej AI” czy o „superinteligencji”). W przypadku sprawczości i autonomii pojęciowy zamęt może wynikać z pomieszania potocznego użycia słów z zawężonym i precyzyjnym znaczeniem, które tym samym słowom nadaje się w języku naukowo-technicznym. Przypadek czytelniczych zdolności AI wydaje się podobny. W końcu czytniki CD też „czytają”, w matematyce też się interpretuje, a językiem w informatyce jest właściwie wszystko, tylko co z tego? Ale mówienie o „świadomej AI” lub sięganie po metaforę „nadczłowieczeństwa” do opisu skuteczności systemów obliczeniowych, podobnie jak pochodzące od informatyków z firmy OpenAI wrzutki o tym, że ChatGPT „to coś więcej niż kod” i że „powstaje inteligentniejszy od nas gatunek”, należy już uznać za informatyczny odlot. A przede wszystkim za konsekwentnie realizowaną strategię biznesową, która utrzymuje ruch w interesie, przyciągając uwagę medialną i pieniądze inwestorów.

Pytania o czytanie – o jego funkcję, potrzebę i sens – w erze AI będą tym trafniejsze, im szybciej uporządkujemy ten pojęciowy zamęt, ale też oduczymy się romantyzować tę czynność, przyjmując nowe linie obrony czytelnictwa. Powszechny dostęp do generatorów tekstów wymusza na nas usytuowanie tych pytań w kontekście szerszym niż kultura literacka i jej dyskursy. No i ostatnie, równie istotne, o ile nie największe wyzwanie: uznanie faktu, że AI ma o wiele więcej wspólnego z brzydkim słowem na literę „k”, niż powszechnie się o tym mówi. Przyszłość czytania zależy od tego, na ile będziemy potrafili wyciągnąć z tego faktu polityczne wnioski.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się