Subskrybuj
Ilustracja: Sylwia Krachulec
Ilustracja: Sylwia Krachulec
Poetka, autorka powieści, sztuk teatralnych i książek dla dzieci. Doktorantka w Instytucie Badań Literackich PAN. Związana z Międzynarodowym Festiwalem Opowiadania. Ostatnio opublikowała tom wierszy Dla twojej córki (2024)

Trafostacja

I co? I apokalipsa miesiąca, wschód, zachód, północ, południe, jasnozielone woale, niezapowiedziane ciasto, rozdawanie, wygrywanie, zapach kamfory, sekcje strzeleckie, wonne ciasteczka i brzegi jeziora.

Przyszli pod trafostację. Dmuchnęli w piszczałki. Coś im się jednak udało. Coś drgnęło w tej historii: metal zachrobotał, usłyszeli dźwig pracujący wewnątrz szybu i jedna z metalowych ścian ustąpiła. Podłużne czarne nity okazały się zawiasami. Twaróg włożył rękę w szparę, która pojawiła się po prawej stronie, i otworzył drzwi. Przed sobą zobaczyli windę. Nie różniła się od innych wind magazynowych, które widuje się w domach handlowych. Brakowało w niej tylko przycisków, wysyłających dźwig na konkretne piętra. Szymon wszedł do środka. Za nim Mucha i Twaróg, który na wszelki wypadek przytrzymał ręką drzwi. Nie lubił pomieszczeń, które można było zatrzasnąć jak pułapkę. – Chyba nie chcecie tego uruchamiać? – zapytał. Mimo że tu, w trafostacji, panował piwniczny chłód, na czole chudego pojawiły się krople potu. – Nie widziałeś, co się stało? – zapytała Mucha. Oddychała szybko, oczy miała szeroko otwarte. – Drzwi się otworzyły dopiero, kiedy zagraliśmy na tych piszczałkach. – I właśnie dlatego nie powinniśmy tam wchodzić. To jest pojebane! Myślałem, że to taka zabawa, wkrętka jakaś. A ty jesteś ładna i chciałem wkręcać się z tobą, ale, kurwa, dziękuję bardzo, dziękuję bardzo. Ja odpadam. Cześć! – zawołał i wybiegł na zewnątrz. – Zamknij drzwi – powiedział Szymon. I po chwili stali we dwoje z Muchą w platynowozłotym kubiku. Sam na sam z mżącym przemysłowym światłem. Na zewnątrz świat był taki, jak widać: z budki dla ptaków wyskoczyła wiewiórka. Otworzyła pyszczek tak szeroko, że można było dokładnie obejrzeć niskie korony jej zębów. Zastygła najedzona. Z piskląt prawie nic nie zostało. A przecież jej młode też rodzą się ślepe i nagie. Heleny z nimi nie było. W ogóle jakby ubywało jej od kilku dni. Szymon lubił myśleć, że zamknęła się w domu, żeby przeczytać wszystkie jego komiksy. Najchętniej wykorzystywał do pracy cienkie czarne pisaki. Szczególnie numer osiem rozlewał tusz równo, a papier błyskawicznie go chłonął. Zanim zaczął poświęcać czas owadom – próbował rysować ludzi. Ale zawsze zajmował go tylko jakiś…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Nie jesteś swoją diagnozą