Konferencję na temat eutanazji zorganizowano w hotelu Sheraton. Niemal 300 kanadyjskich specjalistów, z których większość stanowili lekarze, przybyło na coroczne wydarzenie. Był catering i darmowe torby, uczestnicy mogli spotkać się na piątkowej dyskotece w kompleksie rozrywkowym Par-Tee Putt w samym centrum Vancouver. – Networking – powiedział mi jeden z klinicystów – nie ma nic ważniejszego.
Tak samo mogłoby wyglądać dowolne inne sympozjum. W ciągu ostatniej dekady praktycy eutanazji zaznajomili się z prozaicznymi konferencyjnymi rytuałami – smyczami z identyfikatorami, talonami na drinki i kolejkami do sal balowych czterogwiazdkowych hoteli – tak samo dobrze jak ortodonci czy chirurdzy plastyczni. Różnica polega na tym, że 10 lat temu to, czym wielu uczestników tej konferencji zajmuje się w pracy, zostałoby potraktowane jako zabójstwo.
„Zasadniczo naturalne wydarzenie”
Kiedy w 2016 r. kanadyjski parlament zalegalizował praktykę eutanazji – medycznie wspomaganego umierania (MAID, Medical Assistance in Dying), jak to się oficjalnie nazywa – rozpoczął się bezterminowy eksperyment medyczny. Jednego dnia podanie pacjentowi śmiertelnego zastrzyku równało się złamaniu prawa, następnego stało się tak samo legalne jak wycięcie migdałków, choć to ostatnie wiąże się z dłuższym okresem oczekiwania. W Kanadzie co 20 zgon następuje w wyniki procedury eutanazji – to więcej niż z powodu choroby Alzheimera i cukrzycy razem wziętych. Pod tym względem Kanada przewyższa kraje, w których wspomagane umieranie jest legalne od znacznie dłuższego czasu.
Jest jeszcze zbyt wcześnie, by uznać, że eutanazja jest tu powszechnie podejmowanym wyborem na zakończenie życia, ale od samego początku można obserwować ją jako studium przypadku przyspieszającego trendu. MAID pierwotnie miał być procedurą stosowaną wyłącznie wobec ciężko chorych pacjentów u kresu życia. Następnie prawo to zaczęło obejmować także osoby cierpiące na poważne choroby, których życie nie jest jednak bezpośrednio zagrożone. W 2027 r. MAID będzie dostępny dla chorych psychicznie niemających innych schorzeń. Parlament zarekomendował również, by z procedury mogły korzystać osoby niepełnoletnie.
Naczelną zasadą najszybciej rozwijającego się na świecie systemu eutanazji jest koncepcja autonomii pacjenta. Szacunek dla decyzji pacjenta należy oczywiście do podstawowych wartości w medycynie. Tutaj jednak stał się on kwestią absolutnie nadrzędną, pozwalając zwolennikom programu MAID forsować jego rozszerzanie za pomocą kategorii, które nie dopuszczają sprzeciwu, a są wyrażane językiem równości, dostępności oraz współczucia.
Podczas gdy Kanada zmaga się z nieustannie zmieniającymi się roszczeniami dotyczącymi prawa do śmierci, popyt na eutanazję zaczął przewyższać możliwości lekarzy.
Ma to swoje niezamierzone konsekwencje. Z jednej strony część Kanadyjczyków, których nie stać na leczenie, zaczyna szukać lekarzy oferujących zakończenie ich życia [kanadyjski system ochrony zdrowia jest publiczny, ale część kosztów leczenia, np. leki przyjmowane w domu czy dodatkowa opieka, jest opłacana przez samych pacjentów – przyp. red.]. W pewnych sytuacjach stają oni przed nierozwiązywalnymi dylematami etycznymi. Z drugiej strony klinicyści, którzy już na wczesnym etapie zdecydowali się ukierunkować swoją karierę na wspomagane umieranie, nie czują się już zobowiązani do ukrywania swojego pełnego, energicznego wręcz zaangażowania w program MAID. Są wśród nich lekarze, którzy poddali eutanazji setki pacjentów.

