Kto kontroluje przeszłość, ten kontroluje przyszłość; kto kontroluje teraźniejszość, ten kontroluje przeszłość” – napisał niegdyś George Orwell. Spostrzeżenie to nie straciło nic na aktualności, a dowody na jego poparcie można znaleźć niemal pod każdą szerokością geograficzną.
Indie to drugi najludniejszy kraj na świecie i zarazem największa pod względem liczby mieszkańców (choć niekoniecznie najsilniejsza) demokracja. To jedna z najstarszych w historii ludzkości cywilizacji, kraj wieloetniczny i wieloreligijny. To „w każdej dziedzinie nieskończoność”, jak zauważył Ryszard Kapuściński w Podróżach z Herodotem.
Choć po uzyskaniu niepodległości w 1947 r. władze w Nowym Delhi próbowały wypromować na świecie wizerunek Indii tolerancyjnych, zjednoczonych w różnorodności, w rzeczywistości krainą nad Gangesem targają obecnie spory o charakterze religijnym i etnicznym. Populistyczny nacjonalizm, przelewający się w ostatnich latach przez cały świat, także tu trafił na podatny grunt.
Dziś los 1,3 mld ludzi – hindusów, muzułmanów, chrześcijan, buddystów, sikhów – leży w rękach Narendry Modiego, charyzmatycznego orędownika hinduskiego nacjonalizmu religijnego, zwanego hindutwą.
Hinduska hegemonia kulturowaSam termin „hindutwa” można przetłumaczyć jako „hinduskość”. Założenia tej spopularyzowanej w latach 20. XX w. ideologii sprowadzają się, w dużym uproszczeniu, do dwóch podstawowych kwestii. Po pierwsze, ziemia indyjska obejmuje w rozumieniu hindutwy nie tylko współczesną Republikę Indii, lecz cały subkontynent indyjski. Innymi słowy, hindutwa włącza do Indii terytorium sprzed rozstrzygnięć, których dokonali Brytyjczycy z pomocą lokalnych partii politycznych w 1947 r., gdy podzielili kolonialne Indie na Indie, Pakistan i Bangladesz. W to miejsce hindutwa forsuje koncepcję „niepodzielnych Indii” – zarówno pod względem geograficznym, jak i kulturowym. Po drugie,…