Subskrybuj
Ilustracja w kolorystyce żółci i czerwieni. Postać w garniturze wspina się po drabinie. Obok stoi druga, w ręce niesie teczkę. Obie obrócone są tyłem
Ilustracja: Kuba Ferenc
Publicysta zajmujący się rynkiem pracy i tematyką ekonomiczną. Autor książek: Zawód (2017) oraz O kobiecie pracującej. Dlaczego mniej zarabia, chociaż więcej pracuje (2019)

Słoń w pokoju

Dlaczego tak łatwo godzimy się na system, w którym programista czy lekarz wystawiający faktury na setki tysięcy złotych miesięcznie może płacić procentowo niższe podatki niż nauczycielka czy urzędniczka?

Od kilku lat piszę o tym, jak w Polsce się poprawia. Gdziekolwiek by przyłożyć ucho, tam wskaźniki pokazują, że jest coraz lepiej. Rosną nam realne dochody, a wraz z nimi oszczędności, coraz większy odsetek Polaków uważa, że żyje im się dostatnio. Jesteśmy coraz bardziej zadowoleni z pracy, pracujemy też krócej niż w przeszłości, coraz mniejszy odsetek z nas pracuje w niebezpiecznych warunkach. Bezrobocie mamy na rekordowo niskim poziomie i w historii Polski, i na tle świata. Spada odsetek osób ubogich i liczba przestępstw. Wzrasta bezpieczeństwo na drogach, wydłuża się oczekiwana długość życia. Rośnie liczba mieszkań, a wraz z tym spada przeludnienie. Coraz więcej osób stać na wakacje, w tym wakacje zagraniczne, coraz więcej osób je w restauracjach. Tę listę mogę ciągnąć przez kolejną stronę lub dwie. Nie jest to żaden cherry picking, wręcz przeciwnie. Trzeba naprawdę się postarać, żeby udowodnić tezę przeciwną.

Ale jest słoń w tym pokoju. Obszar, w którym pozostaje sporo do zrobienia: nierówności. Choć dane nie zawsze są jednoznaczne, to część z nich pokazuje wieloletni trend wzrostu nierówności w Polsce. Co gorsza, rządzących ten temat nie bardzo interesuje. Nie mają planu na uczynienie nas społeczeństwem bardziej równym. Mało tego, efekty niektórych ich zapowiadanych działań (jak np. niezgoda na podwyższanie podatków) mogą prowadzić nasz kraj ku większemu rozwarstwieniu.

Dlaczego to ważne? Nie chodzi o statystykę. Nierówności społeczne przekładają się na oczekiwaną długość życia, możliwość realizacji potencjałów, zaufanie społeczne i długofalowy wzrost gospodarczy. To sprawy, które dotyczą każdego z nas.

Jeżeli mielibyśmy się zastanawiać, kto w Polsce – z uwagi na konstrukcję systemu przepływów finansowych – jest najbardziej uprzywilejowany, to najbogatsi znaleźliby się w absolutnej czołówce grup społecznych, którym system „daje” najwięcej. Przez szereg przywilejów dla górnych kilku procent najlepiej zarabiających całe społeczeństwo traci miliardy. Dla przykładu – urzędniczka wyższego szczebla zarabiająca 150 tys. zł rocznie łapie się na tzw. drugi próg podatkowy (więcej będę o tym pisał poniżej), czyli płaci 32% podatku dochodowego powyżej 120 tys. zł. Tymczasem lekarz milioner zarabiający 10 razy tyle prowadzi działalność gospodarczą opodatkowaną ryczałtem dla ochrony zdrowia w wysokości 14%. A dodatkowo może dorzucić do tego zryczałtowaną składkę zdrowotną, nieproporcjonalnie niską do jego zarobków. To sprawia, że cały jego tzw. klin podatkowo-‑składkowy może być procentowo nawet dwa razy niższy niż w przypadku urzędniczki czy nauczycielki.

Piszę to wszystko, choć osobiście nie wierzę – jak część lewicy – że progresja podatkowa stanowi panaceum na całe zło. Większa…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze: Czego szukamy na końcach świata?