fbpx
fot. Banaras Khan / AFP / East News
Klaudia Khan wrzesień 2023

Gdy woda nie spada z nieba

Wojny o wodę, jej wykupywanie przez bogatych i utrzymywanie władzy dzięki kontroli nad jej dystrybucją brzmiały do niedawna jak scenariusz filmów science-fiction. Przykład Pakistanu zamieszkiwanego przez ponad 200 mln mieszkańców, udowadnia, że tylko krok dzieli nas od momentu, gdy stanie się on faktem.

Artykuł z numeru

Co z ciebie wyrośnie

Czytaj także

Krzysztof Smolnicki fot. Kornelia Głowacka-Wolf / Agencja Wyborcza.pl

Anna Mateja

Twarzą do rzeki

Filip Springer

Wpław

Gdy rok temu rekordowo obfite deszcze monsunowe padały w Pakistanie, ponad 1/3 kraju znalazła się pod wodą, a świat obiegły nagrania przedstawiające mieszkańców Karachi, którzy łowili ryby na ulicach. Jednak poza letnimi monsunami opady są tutaj raczej świętem. Przeważa klimat suchy, w niektórych regionach skrajnie. W poszczególnych i bardzo różniących się od siebie regionach kraju, który powstał zaledwie 76 lat temu, w wyniku podziału terytorium Indii Brytyjskich, rozwinęły się odmienne systemy zarządzania wodą. Wszędzie jednak stanowi ona najważniejszy zasób naturalny i główny czynnik kształtujący rozwój społeczeństw. Woda często bywa narzędziem politycznym. A spory o nią, także te prowadzone przy wiejskiej studni, mogą prowadzić do nieoczekiwanych konsekwencji.

Podziemna tradycja

W Beludżystanie o bogactwie nie decyduje posiadanie ziemi, ale dostęp do wody.

Kto ma wodę, ten jest panem, może chodzić z podniesioną głową i brać udział w posiedzeniach dżirgi, czyli zebrań starszyzny plemiennej.

Beludżystan to największa i najsuchsza prowincja Pakistanu, rozciągająca się od rzeki Gomal na północy aż do Morza Arabskiego, wzdłuż granicy z Afganistanem i Iranem. Pada tu średnio przez ok. 25 dni w roku, a roczna suma opadów to niecałe 13 mm, przy czym większość deszczu i śniegu spada na północne górzyste regiony prowincji (dla porównania: w Polsce średnia opadów rocznych to ok. 600 mm, a najbardziej odporne na susze proso wymaga ok. 300 mm). Na południu nie pada prawie wcale, nie ma tu wielkich rzek ani jezior. Od wieków, a może tysiącleci, lokalne społeczności sprowadzają wodę z gór przez system podziemnych tuneli, znanych tu pod perską nazwą karez. Woda czerpana jest tylko z końcowego zbiornika, a jej podział jednocześnie odzwierciedla i porządkuje relacje władzy i pokrewieństwa w danej społeczności. Jednak wzrost liczy ludności, zmiany klimatyczne i rządowe kampanie wiercenia studni przyczyniają się do wysychania i niszczenia karezów. A wraz z karezami zanikają też związane z nimi kultura oraz tradycyjne struktury społeczne.

Decyzję o budowie karezu podejmuje wspólnota, która zobowiązuje się także dbać o system podziemnych kanałów, często długich na kilka kilometrów, i studni konserwacyjnych, doprowadzających wodę z macierzystego punktu ujęcia po lekkim skosie do miejsca czerpania. Czasami zajmuje się tym jedna rodzina lub klan, innym razem wspólników w projekcie jest więcej. Przynajmniej raz w roku gromadzą się na zebraniu, aby omówić kwestie gospodarowania i potrzebnych remontów, rolę zarządcy wody, problemy niewłaściwego rozdziału lub jej kradzieży, do której czasem dochodzi. Decyzje podejmowane są na zasadzie konsensusu, ale wiadomo, że najwięcej do powiedzenia mają najbardziej wpływowi akcjonariusze.

Woda do nawadniania pól nie jest dzielona objętościowo jak u nas, ale czasowo – tzn., że dana rodzina ma do niej dostęp przez pewien okres, proporcjonalne do jej wkładu w budowę karezu. Każdy wspólnik ma wyznaczony czas na korzystanie z zasobów: najbogatsi liczą go w dniach, najbiedniejsi w minutach. Wodę z karezu się dziedziczy i dzieli pomiędzy spadkobierców.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się