Aby Warburg, ok. 1925, fot. AKG / East New
Martin Treml kwiecień 2021

Energie psychiczne. Teksty i idee Aby’ego Warburga

Spośród całej spuścizny Warburga najbardziej interesująca jest jego metoda: łączenie obrazów z różnych kultur i rejestrów, renesansowego malarstwa i zdjęć współczesnych sportowców, aby w ten sposób stworzyć z nich „maszynę do myślenia”

Artykuł z numeru

Świat prosi o ratunek

Aby Warburg (1866–1929) to historyk sztuki i kultury, uznawany za pioniera współczesnych nauk wizualnych (Bildwissenschaft). Jest autorem różnorodnych studiów dotyczących form symbolicznych i praktyk kulturowych, religii i zapośredniczających ją mediów, cywilizacji i jej deficytów. Warburg ma różne oblicza; niektóre z nich są dobrze znane, inne mniej. Największe uznanie zdobył jako wybitny znawca kultury renesansu w krajach, które później stały się Włochami i Niemcami, oraz w Burgundii i Niderlandach (obszarach kulturowych, które jako takie już nie istnieją).

Niesamowici bracia Warburgowie

Aby Warburg był najstarszym spośród pięciu braci. Wszyscy oni mniej lub bardziej na stałe udzielali się publicznie i nieustannie musieli się wykazywać. Drugi i emocjonalnie bardzo bliski Aby’emu to Max, który jako bankowiec odnosił sukcesy w Hamburgu, był szanowany jako zręczny i zaufany doradca rządzących w Niemczech, od cesarza do kanclerzy Republiki Weimarskiej. Max był również bliskim przyjacielem Alberta Ballina, innego żydowskiego przedsiębiorcy z Hamburga, który został dyrektorem Hamburg-Amerikanische Packetfahrt-Actien-Gesellschaft (HAPAG). Ballin zajmował się logistyką masowej emigracji do Stanów Zjednoczonych Ameryki, która miała miejsce od lat 80. XIX w. głównie z terenów Europy Wschodniej. Przyjaciel Maxa nie tylko organizował podróż przez Atlantyk, lecz również zarządzał pobytem przyszłych ekspatriantów w barakach HAPAG umiejscowionych na wyspie na Łabie. Balin zmarł 9 listopada 1918 r., pośród niemieckiej rewolty przeciwko cesarstwu, z powodu nadużycia środków uspokajających.

Trzecim bratem był Paul, który, gdy znalazł się w Stanach Zjednoczonych, pomagał w zakładaniu Systemu Rezerwy Federalnej (FED), czyli narodowego banku centralnego. Odmówił przyjęcia prezesury, ponieważ był Żydem, który dopiero co został naturalizowanym obywatelem. Zgodził się jednak na członkostwo w pierwszej radzie nadzorczej FED. Kolejnym bratem był Felix, który pierwszy wżenił się w dynastię amerykańskich Żydów i odnosił sukcesy zarówno jako bankier w Nowym Jorku, jak i udzielając się na rzecz syjonizmu; w jego wysiłkach wspierała go żona Frieda, z domu Schiff, która, w roku 1944, ofiarowała ich rezydencję na rogu Piątej Alei i 92. ulicy na siedzibę Muzeum Żydowskiego istniejącego w tym miejscu do dzisiaj. Ostatnim z braci (nazywanych „słynną piątką”) był Fritz, który wydawał się nieco odstawać od reszty (cóż, był 13 lat młodszy od Aby’ego). Po pogromie w listopadzie 1938 r. naziści zesłali go do obozu koncentracyjnego – koszmarnego Fuhlsbüttel położonego na bagnach Łaby; zwolniono go po paru tygodniach. Udało mu się wyemigrować z rodziną do Szwecji (był żonaty ze szwedzką kuzynką). Pod koniec życia zdecydował się na aliję, czyli na powrót na stałe do Izraela i zostanie obywatelem tego państwa – żył w kibucu Netzer Sereni założonym w 1948 r. przez ocalałych po Shoah, który pierwotnie nazywano „kibucem Buchenwald” w nawiązaniu do obozu znajdującego się niedaleko Weimaru, miasta Goethego i Schillera.

Ten szczegółowy opis ma ukazać kulturowy kontekst Warburga lub raczej glebę, z której wyrastał: to żydowska klasa wyższa zasymilowanych (chociaż niechętnych małżeństwom mieszanym) przedsiębiorców, w zasadzie bardziej kasta niż klasa; była to hybryda najróżniejszych tradycji zbiorowej pamięci i kulturowych zapożyczeń – nic dziwnego, że Warburga bardzo interesowali florenccy kupcy sprzed 500 lat; ta sama była ich pozycja społeczna, ta sama ranga duchowa. Ten długi wstęp ukazuje także późniejsze losy tych ludzi: jeśli nie zmarli przed rokiem 1938 (jak Aby), to zostali zabici albo zmuszeni do opuszczenia Niemiec i podbitej przez Niemców Europy; rozproszyli się; znaleźli nowe (później już trwałe) domy w USA, Wielkiej Brytanii, Izraelu – to rodzaj kolejnego życia, które należy raczej nazwać przetrwaniem.

Przyjrzyjmy się jeszcze bliżej jednemu z oblicz Aby’ego. Jak widzieliśmy, był głęboko zakorzeniony w swojej rodzinie. Jednocześnie był w niej jedynym „złym Żydem”, który nie zachowywał religijnych zasad. Zupełnie przy tym nie obawiał się konfliktów z praktykującymi rodzicami, zwłaszcza z ojcem. Pomimo jego ostrego sprzeciwu Aby poślubił chrześcijankę Mary, która także wywodziła się z dobrze sytuowanej hamburskiej rodziny i została malarką i rzeźbiarką; jej dziadek dokonał konwersji na protestantyzm na początku lat 20. XIX w. (ironia losu: powodem jego zmiany wyznania było małżeństwo z chrześcijanką). To już była poważna sprawa dla arystokratycznej i dumnej rodziny żydowskiej; judaizmu co prawda nie rozumie się w niej w sposób drobiazgowy i zasadniczy, ale jest to coś więcej niż zwykła religia – to wspólna tradycja, kultura; współcześnie nazwałbym to kulturą religijną: ktoś przynależy do wspólnoty nie ze względu na wyznanie i wiarę, lecz przez zwyczaje i przekonania, niezależnie od przestrzegania jej ścisłych reguł.

Rozjaśnić może to kompromis, który osiągnięto w końcu w rodzinie Warburgów. Ojciec Aby’ego domagał się, aby przyszłych wnuków nie wychowywano na chrześcijan, a on sam chciał, aby nie poddawano ich również żydowskiemu systemowi edukacji.

Najstarsza córka, Marietta, opowiadała później, że gdy w szkole pytano ją o przynależność religijną, miała zawsze deklarować „żadna” albo „bezwyznaniowa”.

Odbiegało to nieco od ówczesnej normy, a tak się składało, że musiała ponownie doświadczać tego wyobcowania, tłumacząc, jaki zawód wykonuje jej ojciec: ani biznesmen, ani prawnik, ani członek innej grupy zawodowej, lecz niezależny naukowiec.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Wiedzy nie należy magazynować, ale z nią eksperymentować

Spośród całej spuścizny Warburga najbardziej dla nas interesująca jest jego metoda. Ustanowił on ścisłe powiązanie słów z obrazami i próbował odkrywać to, co nazywał „dalszym życiem antyku” (Nachleben der Antike). Przyglądał się literackim źródłom artystycznych projektów plastycznych, wskazując współzależność tekstów i obrazów. Nie tylko pracował na materiale z przeszłości, lecz ciągle na nowo go odtwarzał. Jest to więc także istotne dla naszego własnego rozumienia starożytności. Momenty „dalszego życia” to dla niego w mniejszym stopniu oczywista imitacja, a raczej trwałe oddziaływanie. Starożytność zachowuje to, co nazywa „charakterem kształtującym” (Prägecharakter), gdzie „kształtowanie” rozumie jako technikę kulturową analogiczną do działalności mennicy, czyli np. wybijania monet czy – jak mówi – formowania sposobów wyrazu. Proces ten nazwijmy prowizorycznie „wytłaczaniem”. Właśnie przez wytłaczanie nasze najmocniejsze i równocześnie najbardziej ulotne emocje możemy wyrazić w sposób wiążący i trwały (co samo w sobie jest paradoksem): można przekazywać bowiem tylko to, co jest wytłoczone. Z tego też powodu, pod koniec swojego życia, Warburg odnosił się do symbolów jako do „zakonserwowanej energii” (Energiekonserve) – tak jak mówimy o „zakonserwowanej żywności” – w ten sposób przenosząc najbardziej wzniosłe znaki do rzeczywistości walki cielesnej, bardzo podobnie jak robił to nieco starszy od Warburga Zygmunt Freud, tyle tylko że w odwrotnym kierunku. Obydwaj jednak dostrzegli, że symbolów nie używa się jedynie w konkretnych okolicznościach, ale także, aby unaocznić konflikty i znaleźć rozwiązania.

Warburg prezentował swoją koncepcję w licznych esejach zebranych i wydanych parę lat po jego śmierci w książce pod tytułem Die Erneuerung der heidnischen Antike (Odnowa starożytności pogańskiej). Dwa tomy zawierają następujące działy: Die Antike in der Florentiner bürgerlichen Kultur (Starożytność we florenckiej kulturze mieszczańskiej), Austausch zwischen Florentiner und Flandrischer Kultur (Wzajemne wpływy kultury florenckiej i flamandzkiej), Antike und Gegenwart im festlichen Leben der Renaissance (Starożytność i współczesność świętowania w epoce renesansu), Die italienische Antike in Deutschland (Włoska starożytność w Niemczech) oraz Die olympischen Götter als Stern dämonen (Bogowie olimpijscy jako bóstwa astralne), aby zacytować tu tylko tytuły głównych sekcji, po których znalazły się jeszcze Kulturpolitische Gelegenheitsschriften (Pisma okolicznościowe z dziedziny kultury i polityki). Wszystko razem w niemieckim oryginalnym wydaniu liczy ponad 700 stron. Nie ma potrzeby ani możliwości, aby przedstawiać tu wszystkie te prace, tak więc chciałbym ograniczyć się w dyskusji o metodzie Warburga do jednego studium przypadku: jego pracy doktorskiej.

W 1893 r. przedstawił książeczkę liczącą 50 stron na temat dwóch wielkoformatowych obrazów mitologicznych Botticellego: Narodziny WenusWiosna. Zleceniodawcą obydwu obrazów był Lorenzo de Medici, absolutny władca Florencji. Przeznaczone były albo dla jego wiejskiej rezydencji villa Castello, albo dla pałacu w mieście; obydwie lokalizacje były miejscami spotkań kręgu kupców i polityków, artystów i intelektualistów. W kontekście tych obrazów Warburg mówi o „ruchliwych akcesoriach” (bewegtes Beiwerk), nawiązując w ten sposób do O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt (The Expression of the Emotion in Animal and Men, 1872) Darwina, gdzie pojawia się to wyrażenie. „W końcu była to pomocna dla mnie książka”, jak przyznaje młody Warburg w swoim pamiętniku w roku 1888. „Ruchliwe akcesoria” rozumie podwójnie: jako znaczniki pamięci oraz jako „procesy negocjacji” tak na płaszczyźnie emocjonalnej, jak i intelektualnej. To były energie psychiczne.

Na obydwu obrazach Botticellego boginie i otaczające je postaci są wyidealizowane, nieruchome, nieziemsko piękne. Obudziły się z długiego snu czy też śpią na zawsze tak jak na wielu innych obrazach Botticellego? Ich włosy i odzienie natomiast znajdują się w gwałtownym poruszeniu, co znamionuje potężne uczucia i wewnętrzne sprzeczności. Botticelli i jemu współcześni byli pod wpływem starożytnego dziedzictwa dionizyjskiego, świata nimf i menad, który docierał do nich głównie przez tłumaczenia Metamorfoz Owidiusza i przez pisma Angela Poliziana pracującego dla dworu Medyceuszy w czasie, gdy Botticelli tworzył obrazy wypełnione ekspresyjnymi i żarliwymi gestami. Ukazane tutaj „ruchliwe akcesoria” tworzą sieć tzw. formuł patosu, głównych elementów „dalszego życia” (Nachleben). Wyrażają one najsilniejsze emocje, nie rozróżniając pomiędzy triumfem a przerażeniem, drżeniem a rozpaczą.

Edgar Wind, jeden z najbliższych współpracowników Warburga, napisał później, że Maria Magdalena była menadą pod krzyżem, przyrównując w ten sposób wyznawców Jezusa do wyznawców Dionizosa, gwałtownego bóstwa szaleństwa, teatru i wina.

Warburg nie był po prostu klasycystą. Tak jak Walter Benjamin Warburg interesował się „teraźniejszością poznawalności” (Jetzt der Erkennbarkeit), uważając, że liczy się to, co teraz, a nie to, co było dawniej. Bibliotekarz Warburga, bliski współpracownik i późniejszy następca, Fritz Saxl, któregoś razu powiedział do niego: „Zawsze byłeś wiernym uczniem Lessinga, humanisty; twoja interpretacja antycznych formuł patosu nawiązuje do jego koncepcji z Laokoona. To nie starożytność jako taka stała się twoim fundamentalnym doświadczeniem, ale, i to uważam za bardzo interesujące, interpretacja fenomenu ekspresji w dziele przedstawiającym, interpretacja, która łączy słowo i obraz”.

Z tych połączeń słów i obrazów wywodzą się formuły patosu Warburga. On pierwszy zebrał je w swojej bibliotece, KBW (Kulturwissenschaftliche Bibliothek Warburg, Biblioteka Historii Kultury Warburga), gdzie czytelnia ma kształt elipsy, a więc formy geometrycznej mocno obciążonej znaczeniami symbolicznymi. KBW jest nie tyle zbiorem książek, lecz raczej machine à penser (maszyną do myślenia), gdzie panuje „zasada dobrego sąsiedztwa”, jak ujął to Saxl w swojej History of Warburg’s Library. O ułożeniu książek nie decyduje tu przypadkowy moment ich nabycia, ale nieustannie przegrupowuje się je i przesuwa. Saxl wspomina, że „biblioteka przekształcała się wraz z każdą zmianą w metodzie badań Warburga i wraz z każdym zwrotem w jego zainteresowaniach”. Zawiera nie tylko wiedzę, lecz także metodę – „od arsenału do laboratorium”, jak sam Warburg objaśnił to swojemu bratu w 1927 r. Wiedzy nie należy magazynować, ale z nią eksperymentować.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer