Od paru lat czuję, że potrzeba mi krzepy i zdrowia. W ostatnim czasie teksty i myśli autorytetów duchowych, które dźwigały mnie z największych opresji, niestety przestały działać. Nie doceniałem ciała, które przez całe życie – wysportowane i energiczne – było mi cichym sprzymierzeńcem. Zrozumiałem to dopiero, kiedy pierwsze elementy zaczęły szwankować. Myśl czy modlitwa rodzą się również z czynności fizjologicznych. Często nie wystarczą, by wstać z łóżka, uporać się z wyzwaniami codzienności i móc odnaleźć w sobie przestrzeń do czegoś więcej.
Dlatego od dawna nie pragnę niczego tak bardzo jak powietrza. Słońca na twarzy.
Robię wszystko, by komputer i biurko nie pozbawiły mnie witalności, jaką daje mi ruch. Z pięć lat temu wróciłem na wieś i do przyrody, wybudowałem swój dom i zacząłem uprawiać ziemię. To pozwala mi ciągle marzyć. Bez…