Żaden inny papież w historii nie zrobił tyle dla relacji żydowsko-chrześcijańskich, aby powyższe zdanie mogło stać się rzeczywistością. Nie byłem więc zaskoczony, kiedy przeczytałem, że Joseph Ehrenkranz, ortodoksyjny rabin i dyrektor Centrum Porozumienia Chrześcijańsko-Żydowskiego przy Sacred Heart University w Connecticut, nazwał Jana Pawła II „chasydem”, „cadykiem” („świętym”) i „moim rebe”2. Jako człowiek, który w dzieciństwie przeżył Zagładę, jestem zaszczycony możliwością napisania eseju poświęconego świętości tego papieża, będącego najbardziej wpływowym przywódcą duchowym naszych czasów. Mój tekst przedstawi Jana Pawła II jako świętego z perspektywy żydowskiej. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy Żydzi nie wierzą w świętych3. I nie jestem tym zaskoczony. Kiedy Żydzi słyszą o świętych, na myśl przychodzi im katolicki proces beatyfikacji i kanonizacji, w którym Kościół ogłasza danego człowieka świętym. Jednak święci istnieją również w tradycji żydowskiej. Jeśli człowiek jest w swoim życiu świątobliwy i pobożny, wspólnota żydowska może rozpoznać w nim świętego. Tylko jak judaizm definiuje świętego? Opisałbym taką osobę jako człowieka, dla którego imitatio Dei, naśladowanie Boga, jest ostatecznym celem życia i który jest całkowicie oddany wypełnianiu dwóch przykazań z Biblii hebrajskiej: „Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6, 5) oraz: „Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19, 18). Sprawdzianem świętego życia jest gotowość, żeby porzucić własne życie ze względu na Boga. Święci są zawsze gotowi dla Niego umrzeć. Jest dla mnie oczywiste, że opierając się na takiej definicji, możemy zaliczyć Jana Pawła II do grona świętych. Nikt inny nie uczynił więcej w liczącej 2000 lat wspólnej historii Kościoła i Synagogi dla uleczenia rozłamu między Żydami i chrześcijanami niż Karol Wojtyła, arcybiskup…