fbpx

70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Fernando Lavoz / Nur / Getty

Chile. Niedokończona transformacja

„To nie 30 pesos, to 30 lat” – hasło wykrzykiwane na prawie wszystkich zgromadzeniach organizowanych w ciągu trzech miesięcy protestów miało zwrócić uwagę opinii publicznej na sedno problemu. Nie tłumaczą go podwyżki o 30 chilijskich pesos w transporcie publicznym, ale brak zgody na dalsze forsowanie – realizowanego przez 30 lat kolejnych rządów – neoliberalnego projektu gospodarczego.

Trzy ostatnie dekady to okres szczególny dla Ameryki Łacińskiej, w tym również dla Chile. Przypadają nań silne przemiany związane z: walką ze skutkami kryzysu gospodarczego lat 80. XX w. w tym wysoką inflacją, procesem prywatyzacji i decentralizacji państwa, rozwojem małej i średniej przedsiębiorczości, nowymi regionalnymi inicjatywami integracyjnymi, przeciwdziałaniem ubóstwu i bezrobociu, ale przede wszystkim pluralizacją i demokratyzacją życia politycznego. W procesie latynoamerykańskiej transformacji polityczno-gospodarczej i kulturowej istotną rolę odegrały ruchy społeczne, kluczowe również w walkach z dyktaturami poprzedzającymi ten okres. Wystarczy przypomnieć spontaniczne akcje, które przerodziły się w silne obecnie organizacje, jak Madres de Plaza de Mayo w Argentynie czy Movimento dos Trabalhadores Rurais Sem Terra (MST) w Brazylii. Znane są również w regionie mobilizacje społeczne, często wywodzące swoją nazwę od celu, który im przyświecał, bądź formy działań, jak cocaleros (ruch zapoczątkowany w latach 80. przez rolników boliwijskich w celu ochrony upraw krzewu koki i produkcji liści koki), pingüinos (mobilizacja uczniów szkół średnich w Chile z roku 2006 sprzeciwiających się prywatyzacji systemu edukacji), piqueteros (ruch bezrobotnych wywodzący się z Argentyny lat 90., który miał swój początek w masowych blokadach – pikietach – dróg organizowanych przez zwolnionych pracowników największego państwowego przedsiębiorstwa YPF: Yacimientos Petrolíferos Fiscales) czy caceroladas (powszechna forma ulicznych demonstracji w Ameryce Łacińskiej, które zainicjowały protesty kobiet chilijskich wychodzących na ulice i uderzających głośno w garnki, aby zamanifestować swój sprzeciw wobec braków podstawowych produktów na rynku). Dzisiaj obserwujemy w Ameryce Łacińskiej mobilizacje przeciw gospodarce ekstraktywistycznej (opartej na wydobyciu i eksporcie surowców mineralnych i naturalnych) oraz te na rzecz ekologii, wspierające uniwersytecką autonomię i sprzeciwiające się redukcji finansowania edukacji, ruchy na rzecz praw rdzennej ludności i społeczności LGBT+ czy przeciwko przemocy wobec kobiet. Charakteryzują je głęboka solidarność i duże możliwości mobilizacji kolektywnej, a celem jest nie tylko uznanie żądań danej grupy, ale przede wszystkim spowodowanie zmian w strukturach państwa, zerwanie z dotychczasowymi relacjami władzy oraz wytyczenie nowych scenariuszy politycznych.

W tę ogólnoregionalną panoramę wpisują się wydarzenia obecnie dziejące się w Chile, gdzie niezadowolenie społeczne w formie pikiet, marszów i strajków jest szczególnie widoczne w największych miastach kraju, jak Santiago, Antofagasta, Valparaiso, La Serena czy Concepción.

Wydarzenia zainicjowane w październiku 2019 r. wybuchem protestów i falą przemocy ze strony studentów sprzeciwiających się podniesieniu cen za przejazdy transportem publicznym określone zostały przez media jako Chilijska wiosna (La Primavera de Chile), Październikowa rewolta (Revuelta de Octubre) albo Przebudzone Chile (Chile despertó).

Obnażyły one głębokie podziały społeczne i gospodarcze istniejące w społeczeństwie. Pokazały światu i samemu Chile, że sukces gospodarczy i polityczny tego kraju – nagłaśniany medialnymi kampaniami i konstruowaniem przez kolejne rządy marki narodowej – jest bardzo podatny i może być kruchy, a współistnienie dwóch przeciwstawnych światopoglądów, bez podtrzymywania dialogu i porozumienia między nimi, okazuje się na dłuższą metę niemożliwe. Mówiąc o dwóch światopoglądach, mam na myśli dwa główne nurty idei polityczno-społecznych ścierające się na gruncie chilijskiej rzeczywistości. Pierwszy kultywowany jest przez białe elity ekonomiczne, konserwatywne w swoich postawach społeczno-kulturowych, reprezentujące kapitalistyczny i ekstraktywistyczny model gospodarki, zjednoczone w dążeniu, aby dostosować całe społeczeństwo i państwo do zmieniających się warunków modernizacji. Swoimi działaniami umacniają istniejące podziały klasowe, a poprzez minimalizację ingerencji państwa w sprawy ekonomiczne kraju rezerwują sobie największy strumień zysków gospodarczego boomu, który przeżywał ten kraj od 1990 r., utrwalając w nim nierówności społeczne. Drugi nurt wpisuje się w paradygmaty post- i transmodernistyczny, odwołując się do spuścizny rządów socjalistycznych, dla którego solidarność społeczna, tradycje i prawa rdzennych mieszkańców, poszanowanie przyrody i przestrzeganie praw człowieka są priorytetem, a podstawę dialogu z obecnymi elitami stanowi rozliczenie okresu dyktatury przekładające się na zmianę istniejącego porządku konstytucyjnego i społeczno-ekonomicznego.

Tragiczny bilans

Po ponad 100 dniach od początku największych od 30 lat protestów w Chile bilans wydaje się tragiczny, nie tylko na płaszczyźnie ludzkiej, ale również prawnej i gospodarczej. Zgodnie z informacjami Narodowego Instytutu Praw Człowieka (Instituto Nacional de Derechos Humanos) wskutek zastosowania środków prewencji i przemocy przez rząd chilijski wobec manifestujących trwający do chwili obecnej konflikt pochłonął 27 ofiar śmiertelnych, z czego 7 z nich było zatrzymanych przez służby bezpieczeństwa, 3 tys. osób zostało rannych w wyniku użycia broni palnej, 3400 było hospitalizowanych, ponad 200 straciło częściowo bądź całkowicie wzrok z powodu wykorzystania pocisków gumowych przez karabinierów. Przedstawiono dowody na stosowanie tortur i fizyczne maltretowanie 369 osób, gwałty seksualne na 79, ponadto 7 tys. zostało aresztowanych, wśród nich 800 dzieci. Jednocześnie według chilijskiego konstytucjonalisty Jaime Bassa ogłoszenie stanu wyjątkowego w wybranych ośrodkach miejskich i wyprowadzenie na ulice wojska ujawniło niekompetencje prezydenta Sebastiana Piñery, który złamał zapisy: konstytucji – szczególnie jej art. 42, gdyż w warunkach stanu wyjątkowego nie delegował w formie pisemnej swoich praw szefom obrony narodowej, oraz art. 495 ust. 1 Kodeksu karnego dotyczącego sposobu karania osób niepodporządkowujących się przepisom stanu wyjątkowego (osoby te były aresztowane, natomiast zapisy pozwalają jedynie nałożyć na nie mandat). Do końca listopada 2019 r. zgodnie z doniesieniami Ministerstwa Gospodarki Chile w trakcie trwania rozruchów 6800 małych i średnich przedsiębiorstw w kraju zgłosiło rabunek bądź akt wandalizmu. Szacuje się, że rezerwy sektora turystycznego spadły o 50%, obroty w handlu zmniejszyły się o 10%, dochody z podatku VAT obniżyły się o 25%, zatrudnienie zmniejszyło się o 100 tys. miejsc. Ucierpiała również infrastruktura, a szacunki rządu wskazują na szkody przekraczające 4,5 mld dolarów, z czego 300 mln przypada na szkody wyrządzone na stacjach metra. Ogólnie rzecz biorąc, szacuje się, że gospodarka kraju w wyniku tej destabilizacji odnotuje w 2019 r. spadek w planowanym wzroście gospodarczym z 2,5 do 1,9%.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter