Kiedy wiszą, udrapowane pod sufitem, skojarzenie z pajęczą siecią jest natychmiastowe. Ale kiedy patrzy się na portret ubranej w nie artystki, wymowa nici łagodnieje – i stają się zmysłową sukienką.
Praca Pajęczyna Małgorzaty Markiewicz z 2003 r. wróciła właśnie po latach na widok publiczny jako część wystawy zbiorów krakowskiego MOCAK-u. Oglądam ją zafascynowana – symbolizuje delikatność, a zarazem moc, jaką od zawsze posiadało rękodzieło. Pokazuje też, w jak ambiwalentnej relacji pozostaje z nim kobiecość. Czy ubrana w ażurową suknię artystka jest ofiarą czy oprawczynią? To autorka czy robotnica?
Zapewne nie mogłabym podziwiać tej pracy Markiewicz – ani innych prac polskich artystek używających w swojej praktyce tkania, dziergania czy haftowania – gdyby niemalże 65 lat temu, w 1962 r., na Biennale Tkaniny w Lozannie nie pojawiły się miękkie rzeźby z wełny, lnu i konopi uformowane przez Magdalenę Abakanowicz. Do tej pory tkanina oznaczała jedynie bogato zdobione naścienne gobeliny, naśladujące malarstwo przedstawieniowe. Młoda Polka stworzyła zaś surowe, abstrakcyjne, przestrzenne dzieła, które niosły jej emocje. Prace były tak osobne, że dostały własną nazwę – abakany.
Razem z Abakanowicz przyjechali do Lozanny także inni zdolni twórcy z warszawskiego ASP, m.in. Joanna Owidzka i Wojciech Sadley. Powstała nowa dziedzina sztuki: tkanina artystyczna. Mogła pozostać częścią dyskursu, dopóki nie chwytała się osnowy opowieści o tkaniu jako o domenie kobiecego „krzątactwa” – praktyce nieuprawnionej do chwały. Majestatyczne formy oddzielały się kurtyną awangardy od przyziemnych koligacji.
To było konieczne cięcie, lecz gdyby historia sztuki potoczyła się tak dalej, Małgorzata Markiewicz nie mogłaby liczyć na to, że jej skromna praca zyska widoczność, nie mówiąc o uznaniu. A jednak zarówno w Polsce, jak i na świecie postrzeganie nici jako materii zmieniało się. Bywały surowcem pracy gospodarskiej, budulcem popisów zamożności, substratem twórczości konceptualnej, by teraz stać się językiem, którego znaczeń i historii powszechnie łakniemy. Zapraszamy na salony art worldu i do domów kultury prząśniczki, tkaczki, hafciarki. Artyści i artystki współpracują z rzemieślnikami i rzemieślniczkami. Odbiorcy chcą się uczyć rękodzieła na rozlicznych warsztatach, w poszukiwaniu „powrotu” do analogowego świata. Na łódzkim Triennale Tkaniny, które odbywa się od pół wieku w Centralnym Muzeum Włókiennictwa, jeszcze nigdy nie było tylu zgłoszeń co rok temu, w czasie jubileuszowej edycji.
Tkactwo, hafciarstwo, wyszywanie, dzierganie przestały być wstydliwym hobby…