Trafiłyśmy się sobie
Starsza pani w lekko żółtych okularach. Za późno odkrywam je na tej twarzy – już nietaktownie zapytałam o numer autobusu do śródmieścia, bo ja rozkładu jazdy nie mogę odczytać. “Ja też nie” – mówi pani, która później okaże się Krystyną. Dwie stare, niedowidzące kobiety jadą razem autobusem prawie godzinę. Chwilę temu nie znały się w ogóle. Teraz mają sobie mnóstwo do powiedzenia. Szczerze, nic nie udając, jedna demonstruje drugiej – i nawzajem – co jeszcze można, czym się da cieszyć i wzbogacać, gdy się już nie może zwyczajnie czytać książek… Wystawy można oglądać dzięki pomocom optycznym, w które szczęśliwie wyposaża nas ta sama genialna terapeutka, nasza pani Grażyna, znająca się tak świetnie na ludziach, nie tylko na ich oczach, okularach i lupach. Krystyna propaguje Uniwersytet Trzeciego Wieku, ja – mój czytający głośno komputer. Rozmawiamy o chorobie, która odbiera nam sprawność siatkówki. “Znam kogoś, kto widzi dużo więcej niż ja – mówi Krystyna – ale ona siedzi w domu i czeka. Na co? Czasem daje się zaprowadzić do kościoła i na tym koniec”. Krystyna bierze udział w różnych wycieczkach krajowych i zagranicznych. Była na przykład w Izraelu. “Jak tam pięknie! My przecież widzimy świat”. “Tyle, że inaczej, bardziej impresjonistycznie” – dopowiadam za Ireną, malarką, też słabowidzącą, a jednak wciąż odnoszącą sukcesy.
Co jest aktualne
Myślę nad swoim życiem, nie nad światem w ogóle: na moim etapie, po siedemdziesiątce, ciągnie się za sobą ciężką sieć pełną tego i owego, co się wyłoniło z fal podczas długiego żeglowania. Flotsam, wśród którego mogą się kryć skarby… czy może ładunek pokutny, jak w filmie Misja. Czy…