Wiadomą jest rzeczą, że chrześcijanie pierwszych pokoleń tym różnili się od swoich pobratymców żydowskich, iż uważali Jezusa z Nazaretu za Mesjasza Bożego, Syna Bożego, Pośrednika między nimi a Bogiem i Sprawcę zbawienia. Wierzyli, że wraz z Nim rozpoczęły się zapowiadane czasy mesjańskie i że dzięki Niemu mogą żyć w królestwie mesjańskim na ziemi, a po śmierci zmartwychwstaną do życia w królestwie Bożym. Kto w to nie wierzył, traktował Jezusa już to za wichrzyciela, już to za założyciela nowej sekty w łonie judaizmu, już to – w najlepszym razie – za dobrego rabbiego, który został skazany na śmierć i na tym się skończyło.
Chrześcijanie próbowali jakoś pojąć to, w co wierzyli, wytłumaczyć sobie i innym, jak to możliwe. Na gruncie tradycji judaistycznej, wychowani w niej ludzie, którzy zostawali chrześcijanami (zwano ich przez to judeochrześcijanami), wyobrażali sobie Jezusa jako największego z aniołów, który zstąpił z siódmego nieba, mieszkania Boga i objawił się jako człowiek. Najbardziej jednoznacznym dokumentem taką teorię potwierdzającym jest tak zwane Wniebowzięcie Izajasza (zob. Apokryfy Nowego Testamentu, t. III). Wierni zakorzenieni w radykalny monoteizm nie potrafili zdobyć się na więcej bez popadnięcia w bluźnierstwo wyznawania dwóch Bogów….