W 2024 r. Alevtina Kakhidze pojechała do Odessy. Odwiedziła zakład pracy, w którym pracowała jej matka. Poszła do szkoły morskiej, którą ukończył ojciec. Chciała zrozumieć wybory, jakich dokonali przed laty. Efektem tej podróży jest film Wszystko w porządku? Trwał wówczas trzeci rok pełnoskalowej wojny wywołanej przez Rosję. W Ukrainie przebiegały procesy dekolonizacyjne, wyzwalania się nie tylko spod politycznego, ale także kulturowego wpływu dawnego imperium. Jednym z następstw rosyjskiej agresji stał się „puszkinopad” – usuwanie z przestrzeni publicznej wszelkich symboli rosyjskiej dominacji. Zmieniano nazwy ulic oraz instytucji. Likwidowano pomniki poświęcone przedstawicielom rosyjskiej kultury. A mimo to Alevtina Kakhidze wracała do życia w byłym Związku Sowieckim.
Artystka bynajmniej nie ignoruje rzeczywistości. Przeciwnie, jej Kłubnika Andrijiwa (2014–2021) opowiadająca o matce artystki, która pozostała po „drugiej stronie”, w okupowanym Donbasie, i zmarła na punkcie kontrolnym to jedna z najbardziej przejmujących prac o wojnie rozpętanej przez Rosję w 2014 r. Rysunki, które zaczęła umieszczać na Facebooku od pierwszych dni pełnoskalowej agresji – nie opuściła wówczas swojego domu we wsi Muzycze pod Kijowem (w nieodległej Buczy okupanci wymordowali ponad 400 cywili) – stały się ważnym głosem w kluczowych dyskusjach ostatnich lat: o zaangażowaniu sztuki, bojkocie rosyjskiej kultury, rosyjskim imperializmie i dekolonizacji Ukrainy.
„Nie chcę tych rosyjskich dzieci!”
Alevtina Kakhidze uznała, że od przeszłości nie…