Od czego zaczyna Pani pracę nad nowym projektem?
Od myślenia. Chodzę z jakimś pomysłem, zabieram go do różnych prac, często przyziemnych. Ciało się uziemia, myśli płyną. Oglądam je, doświadczam emocji z tym związanych. Wrócą, gdy usiądę do komputera. Jeśli nie, widocznie nie były wystarczająco dobre. To podejście daje mi dużo spokoju.
Jaką dałaby Pani radę debiutantowi / debiutantce w swojej branży?
Moja rzeczywistość jest wielozawodowa. Pisarzom powiedziałabym: pisz. Pisz dla siebie, bądź sobą. Nie skupiaj się na tym, co pomyślą inni. I tak się nie dowiesz, co naprawdę myślą. A o tym, co powiedzą?
Carlos Ruiz Zafón napisał: „Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie” (Cień wiatru). To bardzo uwalniające, świadomość, że znakomita większość czytelników postrzega książki subiektywnie.
Jestem też doulą. Początkującej douli powiem: wspieraj i szukaj wsparcia. A wsparcie to nieoceniające bycie przy kimś. Odłóż na bok własne doświadczenia, bądź obecna, z otwartym sercem i umysłem.
A jako nauczycielka mam czasami ochotę powiedzieć do początkujących nauczycieli: uciekaj. Żartuję teraz. Tutaj nie ma sensu dawać rad. Świat się zmienia i każdy nowy nauczyciel będzie sobie radził po swojemu, testując narzędzia na żywym zbiorowym organizmie.
Jak sobie Pani radzi ze skłonnością do prokrastynacji i leniuchowania?
W moim przypadku nie ma leniuchowania. Jest tylko trójpolówka.
Czego nie wiedziała Pani o sobie 10 lat temu?
Że niektóre marzenia jednak się spełnią.
Co Panią onieśmiela?
Już coraz mniej. Moja wewnętrzna Regina Perkowa (bohaterka Akuszerek) wybija się na prowadzenie, a ją mało co dziwi i jeszcze mniej onieśmiela.
Gdyby nie była Pani tym, kim jest, byłaby?
Nieszczęśliwa.
Jacy są Pani bohaterowie życia codziennego?
Matki. Tak po prostu. A także położne, akuszerki. Dlatego o nich piszę. Moje – fikcyjne – są symbolem tych wszystkich kobiet, które wychodziły z domu i szły do porodu domowego albo do systemu szpitalnego, co być może wymaga równie wiele odwagi.
Przyjmowanie narodzin, przyjmowanie z otwartością i empatią kobiet w ich rozmaitych sprawach – to wszystko jest dowodem wielkiej siły, odpowiedzialności, niepoddawalności, także w sensie wiary w swoją misję i codziennego entuzjazmu.
Od dawnych akuszerek, od położnych i od rodzących kobiet nauczyłam się tego, że w życiu najważniejsze jest życie. I że wsparcie sprawia, iż poród jest dobry – nawet gdy mógłby być lepszy.
Nieoczywisty film, który chętnie Pani poleca.
Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek (reż. M. Newell). Zawsze poprawia mi humor. Wydaje się słodki, ale taki nie jest, bo przecież w tle tej historii znajduje się groza wojny. Ta opowieść mówi także o sile wsparcia i o mocy literatury. A książka Mary Ann Shaffer i Annie Barrows jest jeszcze lepsza.

