il. Bogna Brewczyk fot. Jacek Domiński/Reporter
Sabina Jakubowska maj 2026

Pele-mele. Odpowiada: Sabina Jakubowska

„Znakowe” pele-mele stworzyliśmy, by zaczerpnąć od ciekawych ludzi inspiracji: jak pracować, co czytać, na co zwracać w życiu większą uwagę

Artykuł z numeru

Analogowe nawyki

Analogowe nawyki

Czytaj także

Ilustracja przedstawiająca kobietę odwróconą tyłem, widoczną od ramion w górę. Na jej karku znajdują się prostokątne drzwi, z których wychodzi mała postać biegnąca w stronę zielonych drzew. Tło jest jednolicie różowe

z Jowitą Michalską rozmawia Martyna Słowik

Nie musisz być ciągle dostępny

Od czego zaczyna Pani pracę nad nowym projektem?

Od myślenia. Chodzę z jakimś pomysłem, zabieram go do różnych prac, często przyziemnych. Ciało się uziemia, myśli płyną. Oglądam je, doświadczam emocji z tym związanych. Wrócą, gdy usiądę do komputera. Jeśli nie, widocznie nie były wystarczająco dobre. To podejście daje mi dużo spokoju.

Jaką dałaby Pani radę debiutantowi / debiutantce w swojej branży?

Moja rzeczywistość jest wielozawodowa. Pisarzom powiedziałabym: pisz. Pisz dla siebie, bądź sobą. Nie skupiaj się na tym, co pomyślą inni. I tak się nie dowiesz, co naprawdę myślą. A o tym, co powiedzą?

Carlos Ruiz Zafón napisał: „Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie” (Cień wiatru). To bardzo uwalniające, świadomość, że znakomita większość czytelników postrzega książki subiektywnie.

Jestem też doulą. Początkującej douli powiem: wspieraj i szukaj wsparcia. A wsparcie to nieoceniające bycie przy kimś. Odłóż na bok własne doświadczenia, bądź obecna, z otwartym sercem i umysłem.

A jako nauczycielka mam czasami ochotę powiedzieć do początkujących nauczycieli: uciekaj. Żartuję teraz. Tutaj nie ma sensu dawać rad. Świat się zmienia i każdy nowy nauczyciel będzie sobie radził po swojemu, testując narzędzia na żywym zbiorowym organizmie.

Jak sobie Pani radzi ze skłonnością do prokrastynacji i leniuchowania?

W moim przypadku nie ma leniuchowania. Jest tylko trójpolówka.

Czego nie wiedziała Pani o sobie 10 lat temu?

Że niektóre marzenia jednak się spełnią.

Co Panią onieśmiela?

Już coraz mniej. Moja wewnętrzna Regina Perkowa (bohaterka Akuszerek) wybija się na prowadzenie, a ją mało co dziwi i jeszcze mniej onieśmiela.

Gdyby nie była Pani tym, kim jest, byłaby?

Nieszczęśliwa.

Jacy są Pani bohaterowie życia codziennego?

Matki. Tak po prostu. A także położne, akuszerki. Dlatego o nich piszę. Moje – fikcyjne – są symbolem tych wszystkich kobiet, które wychodziły z domu i szły do porodu domowego albo do systemu szpitalnego, co być może wymaga równie wiele odwagi.

Przyjmowanie narodzin, przyjmowanie z otwartością i empatią kobiet w ich rozmaitych sprawach – to wszystko jest dowodem wielkiej siły, odpowiedzialności, niepoddawalności, także w sensie wiary w swoją misję i codziennego entuzjazmu.

Od dawnych akuszerek, od położnych i od rodzących kobiet nauczyłam się tego, że w życiu najważniejsze jest życie. I że wsparcie sprawia, iż poród jest dobry – nawet gdy mógłby być lepszy.

Nieoczywisty film, który chętnie Pani poleca.

Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek (reż. M. Newell). Zawsze poprawia mi humor. Wydaje się słodki, ale taki nie jest, bo przecież w tle tej historii znajduje się groza wojny. Ta opowieść mówi także o sile wsparcia i o mocy literatury. A książka Mary Ann Shaffer i Annie Barrows jest jeszcze lepsza.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się