fot. SWPS
z Katarzyną Popiołek rozmawia Dominika Tworek styczeń 2026

Jak dalece wychodzimy do świata

Prywatność sprzyja budowaniu i wzbogacaniu własnego wnętrza. Trzeba rozważyć, na czym nam bardziej zależy – czy na poczuciu własnej tożsamości, opartej na wewnętrznej wolności i związanych z nią wyborach, czy na przekonaniu innych o naszej wspaniałości.

Artykuł z numeru

Granice naszej prywatności

Granice naszej prywatności

Czytaj także

Stara szkoła inwigilacji. Kadr z filmu Życie na podsłuchu, na zdjęciu Ulrich Mühe wcielający się w rolę kapitana Wieslera fot. Archives du 7e Art/BE&W

Krzysztof Kornas

Nic do ukrycia

Po co nam prywatność?

Zacznijmy – może nieco patetycznie – od tego, że ludzkie życie rozpięte jest pomiędzy samotnością a więzią. Samotność stanowi atrybut naszej egzystencji: musimy samodzielnie podejmować różne decyzje, nikt też nie przeżyje za nas bólu. Sęk w tym, że jest to poczucie tak trudne do zniesienia, iż gdyby pozbawiono nas kontaktu z innymi ludźmi, wszyscy mielibyśmy poważne trudności psychiczne.

Nasze życie ma charakter dialogiczny – bez innych nie czujemy, że istniejemy. Ty kreujesz mnie, ja wypełniam ciebie. Jednocześnie bywa, że ci inni budzą w nas ambiwalentne emocje. Czasem się ich boimy, bo mogą okazać się dla nas groźni. Wtedy pojawia się potrzeba schronienia.

Czyli mieścimy w sobie dwie sprzeczne potrzeby: bliskości i samotności.

Właśnie tak. Pięknie opisał to Robert Frost w wierszu Objawienie: „Budujemy sobie na uboczu / Z przekomarzań i kpin tajny szałas. / Ale serce omal nie wyskoczy: / Żebyż ktoś nas z naszą prawdą znalazł! // Żal aż bierze, gdy takie warownie / Po (umownie rzecz biorąc) minucie. / Runą: w końcu znów mówimy dosłownie, / Gdy potrzebne nam czyjeś współczucie. // Tak ze wszystkim: od dziecięcej zabawy / W chowanego aż do Boga w błękicie, / Kto się schował nazbyt dobrze, ten wyjawi – / Odezwawszy się –  swoje ukrycie” (tłum. S. Barańczak).

Prywatność jest właśnie o tym, jak dalece się chowamy, a jak dalece do tego świata wychodzimy.

To wieczne przybliżanie i oddalanie się szczególnie wyraźnie widać w miłosnych związkach.

W bliskich relacjach niezbędny jest balans między intymnością a dystansem. Różnimy się tylko co do skali: jedni potrzebują większej bliskości, inni mniejszej. To kwestia naszej decyzji: czy chcemy zawsze opowiadać sobie wszystko, dzielić się każdym przeżyciem, ujawniać wszystkie emocje, czy też zostawiamy sobie margines własnych doznań – „coś tylko dla siebie”.

Często kiedy kochamy, chcielibyśmy wręcz wsiąknąć w drugiego człowieka.

Jan Lechoń, gdy był zakochany, ubolewał: „Ty nigdy nie będziesz mną, a ja nigdy tobą”. Ale całe szczęście, że tak nie jest! W miłości musimy przecież pozostać sobą. Zwróćmy uwagę, że osoby ogarnięte obsesją intymności potrafią być bardzo męczące: „Co teraz myślisz? Co chciałeś powiedzieć? Dlaczego nie chcesz powiedzieć?

Mów mi o każdej myśli, o każdym spojrzeniu, o wszystkim”. Podczas gdy my naturalnie potrzebujemy pewnego dystansu – w zbyt dużej bliskości można się bowiem udusić.

Jednak brak gotowości do dzielenia się własnymi przemyśleniami czy uczuciami oddala nas od drugiego człowieka.

Uciekanie w milczenie może zubożyć, a nawet zniszczyć bliski związek. Dlatego musimy oscylować między dwoma biegunami: na jednym jest „mówię ci wszystko”, na drugim – „całkowicie się dystansuję”. Ktoś kiedyś powiedział, że intymność jest jak czekolada: pochłaniamy ją chętnie, choć jeśli zjemy jej za dużo, czujemy przesyt. Bez niej jednak w życiu byłoby gorzko.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się