Marta Duch-Dyngosz: Czy we współczesnej Polsce pamięć o przedwojennych społecznościach żydowskich się zmienia?
Joachim Russek: Należałoby powiedzieć, że zanim pamięć o Żydach zaczęła się zmieniać, to się pojawiła. Nie była ona oczywistą częścią powojennego krajobrazu pamięci. Rozmawiamy dwa dni po otwarciu wystawy fotografii Bogdana Frymorgena, który podczas wernisażu w naszym Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie powiedział, że urodził się w 1962 r. w Bielsku-Białej i chodził do Szkoły Podstawowej im. Janusza Korczaka, a potem do gimnazjum, które stało na miejscu dawnej synagogi. Nikt mu nie powiedział, że Korczak był Żydem, a synagoga należała do bielskiej społeczności żydowskiej. Mimo iż urodziłem się znacznie wcześniej niż Bogdan Frymorgen, jest to również moje doświadczenie.
Jakie były punkty przełomowe tej pamięci?Myślę, że dla powojennego pokolenia pierwszą cezurą pamięci był Marzec 1968 r. Kolejną – przełom lat 70. i 80., kiedy to pojawiła się wśród młodych ludzi ciekawość wobec spraw, które były niewygodne dla reżimu i nie istniały w oficjalnym obiegu, m.in. wszystko to, co dotyczyło Żydów. Idąc dalej tym tropem, jednym z momentów przełomowych stał się słynny podwójny numer „Znaku” z lutego i marca 1983 r. o judaizmie, który był swoistym elementarzem problematyki żydowskiej. Wcześniej, bo w 1979 r., Marek Rostworowski zorganizował w Muzeum Narodowym w Krakowie wystawę pt. Polaków portret własny. Pamiętam, że podczas zwiedzania zwróciły moją uwagę dwie sale poświęcone Żydom. Podejrzewam, że nie byłem jedynym, który nie rozumiał wtedy, skąd taki wybór. Z krakowskiej perspektywy nie można również zapomnieć o powołaniu przez rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego Józefa Andrzeja Gierowskiego w 1986 r. Międzywydziałowego Zakładu Historii i Kultury…