Będziemy rozmawiać o humorze. Nie mogę zatem nie zapytać, co Pana bawi?
Jestem dosyć niewybredny, jeśli chodzi o humor. Bawią mnie żarty slapstickowe, ale bardzo lubię też zabawne wierszyki i limeryki, a także tzw. suchary, czyli dowcipy językowe, w których mamy do czynienia z wieloznacznością lub podobnym brzmieniem różnych pojęć. O, np. taki: „Jakie warzywo sprzedaje się najlepiej na targu? Bestseler”.
Zresztą nie da się ukryć, że humor w dużym stopniu w ogóle bazuje na zjawisku powiązania pojęć w naszym umyśle w swego rodzaju sieć. Słowo „banan” może wiązać się ze słowem „jabłko” poprzez kategorię „owoc”. Ale ponieważ „bananem” nazywamy też wyraz twarzy, może znajdować się w naszej głowie całkiem blisko „podkowy”, bo tak mówimy z kolei o smutnej minie. A stąd już tylko krok choćby do „konia” czy „kowala”. Temat tego, w jaki sposób łączą się one w naszej głowie, interesuje przede wszystkim kognitywistów.
Teoriom kognitywnym humoru zarzuca się brak uwzględniania czynnika ludzkiego – jak zatem badać humor, żeby oddać jego istotę w pełni?Znalezienie kompleksowej metody badania humoru, która w pełni odda jego istotę, jest po prostu niemożliwe. Choćby ze względu na to, jak wiele różnych funkcji pełni humor w naszym życiu. Jeśli podejdziemy do humoru wyłącznie z punktu widzenia kognitywnej koncepcji sieci semantycznych, to rzeczywiście możemy sobie wyobrazić sytuację, że ktoś śmieje się z sucharów w zaciszu domowego ogniska, a inni ludzie nie są mu potrzebni do tego, aby czerpać przyjemność z tego rodzaju dowcipów. Jeśli…