Subskrybuj
fot. Brent Clarke / Wireimage / Getty
Redaktor miesięcznika "Znak", absolwent MISH UJ. Dr filozofii na podstawie pracy obronionej na Wydziale Filozoficznym UJ pt. "Bóg umarł. Dzieje i analiza pewnego filozoficznego wyroku śmierci"
Redaktor miesięcznika „Znak”, dr nauk społecznych, tłumacz i popularyzator współczesnej włoskiej filozofii politycznej.

Filozof w czasach sekularyzacji

„Epoka świecka” oznacza dla mnie przejście od życia religijnego mającego swój środek ciężkości w wielkich narodowych Kościołach do świata olbrzymiej różnorodności duchowych i religijnych poszukiwań.

Polska to wciąż jeden z najbardziej religijnych krajów Europy. Czy uważa Pan, że my – w naszym kraju – żyjemy w „epoce świeckiej”?

„Epoka świecka” jest wszędzie wokół nas, także w Polsce. Przez to pojęcie rozumiem oczywiście coś innego niż popularną tezę o sekularyzacji, czyli stwierdzenie, że mamy do czynienia ze spadającą liczbą osób praktykujących, z zanikiem religii. „Epoka świecka” oznacza dla mnie przejście od życia religijnego, mającego swój środek ciężkości w wielkich narodowych Kościołach, do świata olbrzymiej różnorodności duchowych i religijnych poszukiwań. W krajach Zachodu to przejście od jednolitego społeczeństwa średniowiecznego przez państwa wyznaniowe (katolickie i protestanckie) do coraz większego duchowego pluralizmu obejmującego też niewiarę.

Świat zachodni jest dziś skomplikowany. Wciąż żyją w nim ludzie, którzy przywiązani są do tego, co po angielsku określamy mianem Christendom – minionej formy świata chrześcijańskiego, oznaczającej nie tyle wiarę, ile pewien sposób organizacji społeczeństwa. Reagują oni alergicznie na współczesną kulturę poszukiwania, co prowadzi do licznych konfliktów. Myślę, że w Polsce ci rzecznicy świata chrześcijańskiego mają silną pozycję. Gdzie indziej, np. w Czechach albo we wschodnich Niemczech, osoby o takim podejściu są rzadkością. Polskie doświadczenie jest specyficzne ze względu na powiązanie Kościoła z tożsamością narodową.

Nie jestem tylko zdystansowanym badaczem, otwarcie wspieram też niektóre z tych zmian. Nie znaczy to, że popieram ludzi, którzy odchodzą z tradycyjnych Kościołów. Niepokoją mnie jednak negatywne reakcje, które pojawiają się, gdy ktoś chce dalej do nich przynależeć, ale w inny sposób niż dotychczas.

Jednym z największych wyzwań, z jakim mierzy się dziś…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wierzę, wątpię, odchodzę