Subskrybuj

Na marginesie wykładu Charlesa Taylora

Taylor ma rację, gdy mówi, że Kościół i jedność winny mieć charakter przede wszystkim sakramentalny. Ale trzeba przeżywać te sakramenty w sposób spersonalizowany.

Problem sekularyzacji współczesnych społeczeństw jest przysłowiowym czubkiem góry lodowej. To raczej symptom niż istota zjawiska. Uwiąd wiary, ekspansja pluralizmu, rozmaitość przemian, o których wspomina filozof, słusznie wiążąc ten proces z „odczarowaniem świata” i kryzysem imaginarium, są zjawiskami znanymi, opisanymi i… nierozwiązywalnymi. Wiążą się z indywidualizmem społeczeństw liberalnych i z nieprzystawaniem struktur ustrojowych do wyobrażeń religijnych. Istotnie, odwołaniem jest średniowiecze, w którym ustrój feudalny odpowiadał wyobrażeniom o Bogu na złotym tronie na obłoku (częsty motyw ikonograficzny) i strukturze hierarchicznej Kościoła. Ale to nie wróci. Żyjemy w społeczeństwach demokratycznych, rządzonych aksjomatem praw człowieka i nową wrażliwością społeczną wyrobioną między innymi przez presję ruchów socjalistycznych (Saint-Simon nazywał socjalizm „nowym chrześcijaństwem”). W dodatku epoka globalizacji narzuciła spojrzenie relatywizujące poszczególne kultury i religie, co II Sobór Watykański odnotował jako semina verbi rozsiane w różnych wierzeniach. Podstawowym rozróżnieniem pojęciowym, by podjąć temat, wydaje się oddzielenie „religii” od „wiary”. Dyskurs religijny jest instytucjonalny, natomiast wiara jest zawsze osobowa – i nie sposób wyobrazić sobie dzisiaj „socjologicznego chrześcijanina” rozumianego jako uniwersalny typ człowieka. Wierzenia muszą dzisiaj ulec personalizacji, konieczny jest rodzaj inicjacji egzystencjalnej, dojrzałości duchowej, by…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Koniec religii czy różne ścieżki wiary? Debata z Charlesem Taylorem