„Zgrossa!” – napis takiej oto treści pojawił się niedawno na bramie Wydawnictwa Znak. Także na stronach niektórych prawicowych portali, na przykład www.narodowcy.net, www.prawica.net, a nawet na Facebooku publikowano wezwania do bojkotu Grossa i Znaku z powodu wydania nowej książki Jana Grossa i Ireny Grudzińskiej-Gross pt. Złote żniwa. Nie należy się temu dziwić. Wojna, jaka rozpętuje się przy okazji premier takich książek, towarzyszy także innym kontrowersyjnym wydarzeniom: paradom równości, debatom o in vitro, aborcji czy legalizacji związków partnerskich. Można zatem uznać, że reakcje na tę publikację wpisują się w standard społecznych zachowań, charakterystycznych zresztą nie tylko dla Polski. Z drugiej jednak strony – każą się zastanowić, czy nawoływanie do bojkotu nie jest w gruncie rzeczy jakąś formą cenzury, podobnie jak chęć uniemożliwienia organizowania parady wolności? Inną sprawą jest pytanie, jak wygląda drugi nurt reakcji na Grossa, czyli pogłębiona debata toczona na łamach opiniotwórczych czasopism. To właśnie jakość tej debaty, a nawet sama zdolność do jej prowadzenia obrazuje poziom dojrzałości naszego społeczeństwa. Tradycje demokracji deliberatywnej, kładącej nacisk na rozmowę jako narzędzie podejmowania wspólnotowych decyzji i szukania społecznych kompromisów, nie jest w Polsce zbyt silna. Nie chodzi tylko o to, że większość debat, również tych prowadzonych przez polityków przed kamerami, nie spełnia podstawowych wymogów racjonalnego dyskursu, w ramach którego racje prezentowane przez uczestników powinny być formułowane w zrozumiałym, intersubiektywnie komunikowalnym języku…
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...