Medialna wrzawa wokół książki Jana Tomasza Grossa i Ireny Grudzińskiej wydaje się z pewnego względu zaskakująca. Podważający tezy książki historycy wytykają autorom głównie braki metodologiczne i warsztatowe. Większość pozostałych polemistów z niedowierzaniem reaguje na historię „podlaskiego eldorado”, czyli procederu grabieży w miejscach obozów zagłady. Obie reakcje są dlatego zdumiewające, że książka Złote żniwa to raczej esej aniżeli historyczna monografia konkretnego zjawiska czy wydarzenia. Czytelnik zainteresowany zagładą Żydów i śledzący ostatnio ukazujące się publikacje nie znajdzie w tej książce w zasadzie nic nowego. Autorzy korzystają bowiem w swej pracy nie ze źródeł pierwotnych, lecz z opracowań historyków, opracowań, z których większość ukazała się już w języku polskim.
Głosy prawicowych publicystów i historyków, domagających się od slawistki i socjologa wyrafinowanego warsztatu historycznego, zdradzają antysemicki resentyment polemistów bądź – co chyba bardziej prawdopodobne – chęć medialnego zabłyśnięcia i wylansowania swoich nazwisk przy okazji pojawienia się książki amerykańskich autorów. Fakty opisywane przez Jana Tomasza Grossa i Irenę Grudzińską są bowiem znane polskiemu czytelnikowi od dobrych kilku lat. Martyna Rusiniak w książce Obóz zagłady Treblinka II w pamięci społecznej (1943–1989), wydanej ponad dwa lata temu, opisuje historię „kopaczy” na podstawie bardzo solidnych kwerend w archiwach i przedstawia czytelnikom między innymi przerażające świadectwo Racheli Auerbach z Ojf di felder fun Treblinke (Na polach Treblinki, w tym numerze publikujemy fragment tego tekstu – przyp. red.). Historię grabieży i kolaboracji w Świętokrzyskiem opisali już pięć lat temu z budzącymi grozę szczegółami…
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum
- Pełny dostęp do wszystkich artykułów
- Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
- Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze:
Po co nam Gross?