Niektóre jego problemy trwają uporczywie i nasilają się tak, że odczuwamy to czasem jako „pełzającą apokalipsę”. Zmiana w stosunku do lat bezpośrednio powojennych, kiedy pismo założono, jest jednak uderzająca. W roku 1946 „Znak” stanął wobec rządu komunistycznego i nachalnej propagandy ateistycznej, ale także wobec rodzącego się egzystencjalizmu Jean Paula Sartre’a i Alberta Camusa (o wiele bardziej niż Gabriela Marcela czy Maurice’a Merleau-Ponty’ego). Zarazem jednak był świadkiem i współuczestnikiem narodzin katolicyzmu otwartego teologów francuskich i niemieckich, a także – niebawem – ruchu ekumenicznego, który, choć stojący przed wieloma trudnościami, pozwalał z ufnością patrzeć w przyszłość. Jednak instytucja Kościoła była jeszcze bardzo konserwatywna i sztywna. Sprawy zaczęły się zmieniać wraz z papieżem Janem XXIII i jego następcami. Nadzieje katolicyzmu otwartego i ruchu ekumenicznego spełniły się częściowo na II Soborze Watykańskim, który był ważny szczególnie dla relacji z judaizmem i religiami niebiblijnymi. Później nastąpiły wydarzenia związane z papieżem Polakiem i upadkiem komunizmu, a także – częściowo dzięki Janowi Pawłowi II – dalsze zbliżenie z judaizmem: deklaracji Nostra aetate odpowiedział dokument Dabru emet. Nadzieja wydawała się przeważać nad defetyzmem, pomimo że równocześnie miało i ma miejsce – szczególnie w Europie – stale postępujące wykruszanie się chrześcijaństwa, przynajmniej w kwestiach dotyczących obyczajowości i pewnej dyscypliny instytucjonalnej.
Lecz dialog ekumeniczny wewnątrz i na zewnątrz chrześcijaństwa sprawia wrażenie zastygającego, m.in. dlatego że pojawił się terroryzm muzułmański.
Świat został skonfrontowany z niezwykle agresywną postacią islamu, która wydaje się zdążać do opanowania Zachodu i zniszczenia zarówno judaizmu, jak chrześcijaństwa…