Niedługo, bo już pierwszego lipca, Polska obejmie przewodnictwo, tzw. prezydencję, w Unii Europejskiej. Unia 27 państw nie jest jednak organizmem jednorodnym, którym łatwo kierować, wręcz przeciwnie istniejące w Unii wewnętrzne podziały skłaniają raczej do sformułowania hipotezy o możliwości jej rozpadu lub przynajmniej pojawienia się na dobre Europy dwóch prędkości – Unii krajów strefy euro i reszty.Unia zawsze była tworem wewnętrznie zróżnicowanym, choć przez długi czas udawało się zachować przekonanie o dominacji sił integracji nad siłami dezintegracji. Co dziś jest podstawowym problemem? Kryzys ujawnił silne napięcia gospodarcze i finansowe w Unii. Podstawowy problem wiąże się z funkcjonowaniem wspólnej dla 17 państw waluty – euro. U początków wprowadzania euro leżała podstawowa sprzeczność. Historia nie zna bowiem przypadku, w którym wspólnej walucie nie towarzyszyłaby wspólna władza polityczna. Innymi słowy, nie można posiadać waluty, jeżeli równocześnie nie można podejmować paru bardzo istotnych decyzji dotyczących możliwości jej funkcjonowania. Jeżeli w danym państwie mamy wspólną walutę, to musi istnieć także mechanizm wyrównywania szans w poszczególnych różniących się od siebie regionach tego państwa, np. poprzez proces przepływu kapitału, redystrybucji dochodów i mobilności sily roboczej. Ale Europa nie jest państwem! W Unii zarówno proces wewnętrznej mobilności, jak i redystrybucji ma znaczenie bardzo ograniczone. Różnice językowe i kulturowe ograniczają mobilność siły roboczej, budżet Unii Europejskiej jest bardzo skromny, istnieją też…