Subskrybuj
Redaktorka miesięcznika „Znak”, socjolożka, absolwentka MISH UJ. Przez rok studiowała na rzymskim uniwersytecie La Sapienza. Stypendystka Fulbrighta, laureatka grantu badawczego Narodowego Centrum Nauki. Napisała rozprawę doktorską Upamiętnianie społeczności żydowskich w byłych sztetlach we współczesnej Polsce....

Tradycjonalizm potrzebuje feminizmu

Kobiety wyemancypowane patrzą często na tradycyjne jak na bierne zniewolone matki i żony. Oczekują od nich, by odwiesiły tradycję jak stary znoszony płaszcz i stały się wolne. Czy każda droga do emancypacji musi wyglądać tak samo?

Jaka jest relacja między ideami głoszonymi przez feminizm a sytuacją kobiet tradycyjnych w różnych kulturach? Czy przyjmiemy, że doświadczenie kobiet jest wszędzie takie samo? To znaczyłoby, że zamyka się je w granicach płci biologicznej i wówczas uzasadnione jest mówienie o kobiecie w ogóle i posługiwanie się ponadnarodowymi kategoriami. Czy zasadniej jest raczej mówić o „kobietach” – różnych w konkretnych kulturach? Wtedy przyjmujemy, że płeć jest w większym stopniu konstruowana społecznie, czyli zrozumienie sytuacji kobiety w danej kulturze wymaga kontekstowych interpretacji. Pytania pozostają, gdy zaczynamy zastanawiać się, czy idee feminizmu, koncentrujące się na walce z dyskryminacją ze względu na płeć, nie stoją w konflikcie z ideami wielokulturowości i z ich postulatem poszanowania różnorodności kulturowej oraz odrzuceniem uniwersalnych kategorii. Dla jednych dyskryminacją i przedmiotem walki jest brak dostępu kobiet do praktyk religijnych, niemożność sprawowania przez nie posługi kapłańskiej, zasłanianie twarzy czy – na innym poziomie – obrzezanie. Dla niektórych zwolenników multikulturalizmu nieuprawnione jest spoglądanie na praktyki kulturowe bez zrozumienia…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kto się boi feministek?