Myślę o zamieszaniu wokół zwłok wymienionych dla honoru i chwały przesyconych religią państw narodowych. Zostały one użyte jako symboliczna waluta ad maioram Dei gloriam. Czy nie czujemy się jednak bezpieczniej, żyjąc w zsekularyzowanym Zachodzie, gdzie takie scenariusze wydają się niemożliwe?
W końcu zmierzch idoli mamy już za sobą.
Żyjemy po epoce, którą historyk idei – Mark Lilla – nazwał w swojej ostatniej książce The Stillborn God„Wielkim Rozdziałem”. Ten rozdział polega na prywatyzacji religii i jej usunięciu ze sfery publicznej. Rozłam między religią i polityką jest tak potężny, że zdaje się otchłanią. Nawet w tak religijnej Polsce nikt nie spodziewa się, by prawa miały być bezpośrednio dyktowane przez episkopat. Większość Polaków chce odniesienia do Boga w konstytucji UE, ale byliby równie zaszokowani jak Francuzi lub Duńczycy, gdyby jakikolwiek fragment konstytucji miał być wprost wywiedziony z Symbolu Nicejskiego. Mark Lilla przekonuje, że ów rozdział jest znacznie młodszy, niż bylibyśmy skłonni przyznać. Odnotowuje, że jeszcze podczas drugiej wojny światowej zachodni politycy wciąż na różne sposoby posługiwali się dyskursem religijnym…