70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wykolejone emocje

Bywam zadziwiony albo przerażony własnymi uczuciami. Nazywam te stany emocjami wykolejonymi, bo są nieokiełznane i prowadzą mnie w nieznanym, groźnym kierunku. Nie są tylko egzotycznymi zdarzeniami, które obserwuję z zaciekawieniem. Niesamowite jest to, że te dziwne, obce emocje odsłaniają mnie samego. Jeśli same „wyskoczyły z kolein”, to czy moje życie też może być „wykolejone”?

Przez całe wieki obawiano się siły i ciemnych źródeł emocji. Ten strach sięga dalekiej ewolucyjnej przeszłości, kiedy pojawiały się ich pierwotne przejawy – wspólne zwierzętom i ludziom. Filozofowie twierdzili, że dusza ludzka jest zagrożona przez „stugłowego potwora emocji” (Platon). Podstawowym lekarstwem na to niebezpieczeństwo było praktykowane przez tysiąclecia poddanie emocji rozumowi. W dzisiejszym języku chodzi o to, by rozum sprawował nad nimi kontrolę, co pozwoli mu je zrozumieć i porządkować.

Zagadką było to, w jaki sposób rozum przywraca bądź uzyskuje władzę nad emocjami. Sięgam do własnych wspomnień: racjonalne wytłumaczenia sytuacji pozwalały czasem opanować strach lub panikę, a sam proces refleksji studził gniew. Rozum stopniowo przejmował władzę – emocje słabły lub zmieniały się. Mogło jednak niepokoić, że interwencja rozumu nie tylko porządkuje emocje, ale również zrywa intymną więź z nami samymi. Spór o wzajemne relacje rozumu i emocji trwa od tysiącleci i nie jest rozstrzygnięty.

Omówię pięć rodzajów wykolejonych emocji – są różnorodne, stąd metaforyczne wykolejenie wydaje się dobrym zbiorczym określeniem. Zbadam, jak przebiega proces ich porządkowania. Nie będzie to poradnik, w którym znany jest cel i szuka się środków, żeby go osiągnąć. W przypadku emocji wykolejonych musimy sami określić do czego zmierzamy. Czy emocje w ogóle powinny podlegać porządkowi? A jeśli tak, to jak miałby on wyglądać?

Wykolejone emocje – groźne bądź niezrozumiałe dla mnie samego – mogą być zorganizowane na dwa sposoby. Można je poddawać zewnętrznej dyscyplinie rozumu i wewnętrznej harmonii serca.

Dwa porządki pokrywają się, jeśli emocje gładko wkomponowują się w nasze życie. Jednak w przypadku emocji wykolejonych oba porządki rozdzielają się, a bywa nawet, że przeciwstawiają się sobie nawzajem. Napięcie między porządkami dobrze oddaje aforyzm Pascala: „Serce ma swoje racje, których rozum nie zna”.

Porządek serca odsłania intymną swojskość naszych emocji. Rozum je porządkuje, ale też tworzy wobec nich dystans. Serce pozwala odsłonić ukryty ład uczuć, które wydają się groźne i niezrozumiałe. Oba porządki przyswajają wykolejone emocje, na różne sposoby kontrolując je albo odsłaniając bliski związek z naszym wnętrzem. Analizując emocje wykolejone, możemy dokładnie opisać, jak działa porządek rozumu i serca.

 

Przyswajanie emocji wykolejonych

 

  1. EMOCJE GWAŁTOWNE

Zapewne każdy kiedyś przeżył gwałtowną emocję, wybuch gniewu, radości czy atak lęku. W takich sytuacjach eksplodujemy i koncentrujemy całe nasze istnienie w jednej emocji. Porywczość uczuć niepokoiła filozofów, ponieważ zaburzała działanie rozumu. Poza tym wybuch emocji, skupiający wszelką duchową energię, prowadzi do „wysuszenia” wszelkich innych przeżyć i dodatkowo zaburza nasze samopoznanie.

Rozum przywraca kontrolę nad emocją, bo racjonalna refleksja studzi wrzące uczucie (nawet gniew poddany refleksji osłabia swoją wybuchowość). Stąd dla wielu ludzi ideałem byłby radykalny spokój ducha lub choćby chłodny temperament[1]. Inne racjonalne rozwiązanie postuluje, żeby odczuwać emocje dostosowane do sytuacji, a zatem w specjalnych okolicznościach gwałtowne uczucia gniewu czy radości są nie tylko usprawiedliwione, ale nawet wymagane (znamy z mitologii greckiej i Biblii wiele postaci, które odczuwały wielkie emocje). Jednak rozum przyzwala na takie rozwiązanie jedynie w przypadkach skrajnych, a nie w okolicznościach codziennego życia.

Porządek serca również dopuszcza namiętne emocje, ale inaczej je uzasadnia. Ich gwałtowność jest naturalna, gdy dotyczy tego, co ważne dla jednostki.

Czasem reagujemy porywczo na sprawy o obiektywnie niewielkim znaczeniu: po wielu latach można odczuwać żywą rozpacz z porzucenia przez dziewczynę albo szaloną radość z błękitu nieba na początku urlopu. Nawet euforia kibica piłki nożnej po wygranej ukochanego zespołu może mieć znaczenie dla serca. Rozum uważa te emocje za irracjonalne, jednak w porządku serca nabierają one sensu, ponieważ miały znaczenie formacyjne dla indywidualnego życia[2].

 

  1. EMOCJE SPONTANICZNE

Nieoczekiwanie ogarniają mnie emocje, które są niespodziewane i obce. Rodzi się we mnie wstyd i poczucie winy. Nie chcę przeżywać takich uczuć, ale nic nie mogę na to poradzić, bo są poza moją kontrolą. Ponadto mam przekonanie, że te dziwne emocje nie są odruchem fizjologicznym, lecz spontaniczne wypływają z głębi mnie samego.

Odczuwanie nie jest zespolone z tym, kim jestem i co jest dla mnie ważne, przekracza moje wewnętrzne normy. Uczucia są spontaniczne i szczere, ale się z nimi nie identyfikuję.

Trudno mi czasem pohamować obrzydzenie, gdy niespodziewanie zetknę się z chorobą lub kalectwem. Ogarnia mnie niekiedy frywolne rozradowanie na pogrzebie i ponury smutek podczas szampańskiej zabawy. Dopiero gdy przepracuję te emocje i przełamię spontaniczny opór, zaczynam doznawać uczuć, które uważam za naprawdę własne. Czy nie jest to złudzeniem? Czy przetwarzanie spontanicznych uczuć nie jest z istoty nieszczere?

Rozum poddaje kontroli spontaniczne emocje przez refleksję i stosowne zachowanie. Potrafię usunąć emocje przez wzbudzanie myśli, które nasuwają odczucia całkiem przeciwstawne. Często stosuję sprytne wybiegi (myślę o czymś smutnym albo w ostateczności szczypię się w udo). Gaszę albo pobudzam emocje, które uznaję za odpowiednie. Czy jednak emocje dostosowane do potrzeb nie są sztuczne: tzn. nie tracą swojej spontaniczności i przez to przestają być moje? Stoję przed dylematem: albo zachować żywiołową emocję, ale wyrażać inne – co prowadzi do hipokryzji, albo brutalnie dostosowywać emocję do sytuacji, co niszczy jej spontaniczność i czyni ją sztuczną, w jakimś sensie nie-moją.

W porządku serca dzieje się inaczej. Tu spontaniczne uczucia wcale nie muszą być autentyczne, bo nie wyrażają, jaki jestem naprawdę. Gdy przyjaciel puka nie w porę albo dziecko nie daje mi spać kolejną noc, odczuwam irytację i złość. Ale wiem, że to tylko przelotne uczucie wynikające z niezręcznej sytuacji. Można poświęcić spontaniczność emocji po to, aby wyrażały one nas samych – takich, jacy jesteśmy w sposób trwały, a nie w wyjątkowych sytuacjach. Toteż świadomie przepracowuję emocje – dokonuję duchowego wysiłku, żeby odsłonić to, co naprawdę czuję, i przezwyciężam niechęć: przyjmuję z uśmiechem przyjaciela i tulę dziecko. Przepracowane emocje nie są już spontaniczne, ale przez to wcale nie stają się fałszywe – są autentycznym wyrazem mnie samego. I przeciwnie, spontaniczne uczucia bywają fałszywe, jeśli zasłaniają to, co naprawdę w głębi czujemy.

Na styku sztuczności i autentyczności sytuuje się uśmiech zawodowy. Oceniamy go różnie: jako lukrowane kłamstwo albo spontaniczny wyraz sympatii. Tymczasem uśmiech zawodowy sytuuje się gdzieś pośrodku.

Nikogo nie oszukam, gdy udaję uprzejmy grymas i niezdarnie „uśmiecham się przez zaciśnięte zęby”. Jednakże trudno czuć prostą, bezpośrednią sympatię do namolnego studenta, naburmuszonego klienta lub agresywnego zwierzchnika. Porządek serca każe wtedy przepracować swoje emocje – np. przez uświadomienie sobie wymogów funkcji bądź własnego powołania. Serce wymaga, żeby rzetelnie „wejść” w swoją rolę i autentycznie ją odgrywać. Może nas skusić fałszywe dopasowanie do własnej roli życiowej, kierowane oportunizmem lub strachem. Jednak z reguły prędzej czy później poczujemy zgrzyt emocjonalny, który objawi się stanami depresyjnymi czy wrzodami żołądka. Nie wzbudzam w sobie sztucznej uprzejmości, ale sięgam do wewnętrznych źródeł przyjaznej postawy wobec ludzi, które są w danej chwili przysypane powierzchowną irytacją lub niechęcią.

Jak to możliwe, że przepracowane emocje mogą zachować autentyczność, a nie stawać się sztuczne i zewnętrzne? Odpowiedź kryje się w regułach porządku serca. Emocje odczuwamy w reakcji na to, co dla nas ważne. To odczuwanie ma swoją logikę, która wyznacza reguły zachowania i działania (jeśli ktoś jest ważny dla mnie, to raduje mnie jego szczęście i martwią jego smutki). Spontaniczne uczucie może łamać tę logikę i przestaje być autentycznym odwzorowaniem tego, kim jestem – domaga się zatem emocjonalnego przepracowania[3].

Porządek serca zaleca trzecią drogę: podporządkowanie spontanicznej emocji wymogowi wierności sobie. To wyznacza jasne reguły: czasem spontaniczna emocja może pozostać niezmieniona, a czasem domaga się odpowiedniego przepracowania. Zarządzanie emocją ma sprawić, bym w przeżyciu był wierny sobie, a zatem autentyczny, nawet za cenę utraty spontaniczności. Krytycy oskarżają zarządzanie emocjami o naiwność (wiarę, że można przemieniać uczucia) i zalecają połączenie spontanicznego odczuwania z konwencjonalnym wyrażaniem emocji. Innym zarzutem jest sztuczność (pierwotne emocje są odrzucone albo zmienione nie do poznania). Tu lekarstwem ma być kult czystej spontaniczności i odrzucanie wszelkiego majstrowania przy emocjach.

 

  1. EMOCJE SUBIEKTYWNE

Emocje subiektywne są fałszywą odpowiedzią na wartości – preferujemy wartości niższe zamiast wyższych albo w ogóle emocjonalnie ignorujemy wartości i stają się one dla nas kompletnie obojętne. Odczucia subiektywne są dla nas niezrozumiałe i przez to wykolejone. Wykolejone emocje podlegają naszym subiektywnym preferencjom i zachciankom, a wydawać by się mogło, że powinny nastrajać się na obiektywne wartości, winny „grać wedle partytury wartości”.

Emocje poddają się porządkowi rozumu, kiedy potrafimy je dostroić do obiektywnej hierarchii wartości. Bywa to niezmiernie trudne i wymaga dużej determinacji. Pamiętam doskonale, gdy oglądałem mecz z moim tatą. Niestety, antena nie odbierała dobrze sygnału; wychylałem się na zewnątrz okna i manewrowałem nią – a tata krzyczał: łapie, łapie, znika obraz. Tyle zapamiętałem z ważnej transmisji.

Musimy nauczyć się tej obiektywnej „arytmetyki emocji”, z pomocą rozmaitych technik – od emocjonalnej tresury, przez snobizm[4], aż do racjonalnej argumentacji[5]. Pojawia się jednak niepokojący problem: czy usilne nastrajanie na obiektywne wartości nie jest nieautentyczne?

Zachwyt nad dziełem artystycznym jest sztuczny, jeśli do odczucia podziwu musimy wpierw sprawdzić sygnaturę malarza albo nazwisko dyrygenta. Lecz istnieją przykłady bardziej subtelne. Genialny pianista Artur Rubinstein z wdziękiem przyswoił sobie „emocjonalną arytmetykę”, ale pozostawił we mnie niepokojące wrażenie niezawodnej maszyny emocjonalnej[6]. Zrozumiałem, że świat emocji jednostki powinien być niepowtarzalny i unikalny jak odcisk palca. Niestety, często się zdarza, że obiektywnie wypracowane emocje świetnie odwzorowują powszechną hierarchię wartości, ale odcinają od odczuwania nas samych, czyli zagrażają naszej autentyczności.

W porządku serca mam odczuwać wartości, które decydują o tym, kim jestem. Powinienem doceniać intelektualnie inne wartości, ale nie muszę żywo ich przeżywać.

Nie ma ścisłych reguł określających, które z wartości mają być ważne dla jednostki. Każda osoba posiada osobistą historię i prehistorię, która wyznacza kwestie ważne dla niej bądź im sprzyja. Niewiele możemy zmienić przez świadome wybory. Nawet zdecydowany sąd wartościujący nie sprawi automatycznie, aby odpowiednia wartość stała się dla mnie ważna. Zmiana wrażliwości jest trudna i wymaga czasu.

Ciągle istnieje ryzyko, że nasze serce preferuje to, co aksjologicznie niższe, a nawet więcej, skłania się ku temu, co obiektywnie bezwartościowe, a czasami złe. Autentyczne subiektywne przywiązanie może okazać się ważniejsze niż obiektywnie dana wartość.

Porządek serca nie wymusza nastrojenia emocji na obiektywne wartości. Znacznie ważniejsze jest utrzymanie intymnego związku z wartościami. Oznacza to, że emocje powinny odpowiadać ważności sprawy dla nas, a nie jej miejscu w obiektywnej hierarchii wartości.

Postawienie na autentyczność emocji natrafia na dwa poważne problemy. Po pierwsze, niekiedy nie możemy się zmusić do emocjonalnej odpowiedzi. Coś przestało być dla nas ważne albo przynajmniej osłabło nasze do tego przywiązanie. W efekcie niczego już nie odczuwamy. Po drugie, nasze uczucia mogą stanowić emocjonalny odpowiednik akrazji, którą dobrze opisał św. Paweł: wiem, co dobre, ale wybieram to, co złe.

 

  1. EMOCJE UPARTE

Są takie emocje, których nie możemy z siebie wykorzenić. Nie muszą być gwałtowne ani nie są fundamentalne dla naszej tożsamości, ale powracają stale i uparcie. Zupełnie nie pasują do naszego wizerunku – rozbijają go albo ośmieszają. Bezskutecznie staramy się sobie z nimi poradzić albo je zignorować. U źródeł gwałtownych sporów politycznych, religijnych lub rodzinnych znajdujemy nie racjonalne światopoglądy, lecz proste, uparte emocje typu – „ja Ciebie, Franek, po prostu nie lubię”[7].

Uparte emocje stale zajmują miejsce w świadomości lub nieświadomości. Są sztywne i nieokiełznane. Nie mają na nie wpływu rozumne sądy ani emocjonalne przepracowanie. Rozum może usunąć upartą emocję albo przynajmniej osłabiać jej wagę, np. zneutralizować jej wpływ na inne przeżycia lub pomijać w deliberacji nad działaniem. Jednak ignorowanie emocji jest bardzo mało skuteczne. Znacznie bardziej kusząca i niebezpieczna jest droga racjonalizacji uczucia.

Dojrzałe emocje powinny być uzasadnione przez racje: sytuację w świecie bądź stan własnego umysłu. Tymczasem racjonalizacja odwraca cały proces – sprawia, że pozornie spójne przekonania i argumentacje mają swoje ukryte źródło w upartych emocjach. W ten sposób rozum staje się sługą namiętności. Racjonalizacja emocji często stanowi przyczynę wielkich błędów samopoznania.

Porządek serca otwiera inne możliwości. Może traktować uparte emocje jako ważne składniki samopoznania. Rozum usuwa ich uparte odmiany, bo rozbijają emocjonalną spójność. Serce próbuje je przepracować, ale jeśli ponosi porażkę, to zmienia strategię. Stara się odbudować emocjonalną spójność, która tym razem obejmie również upartą emocję.

Uparte emocje są znakiem skończoności i złożoności człowieka; przypomnieniem, że nie może on dowolnie dysponować własnymi emocjami. Upartość odsłania emocjonalne fundamenty naszego życia duchowego i cielesnego, które kryją się za przekonaniami i pragnieniami. Mogą to być fanatyczne, szkodliwe emocje, ale również heroiczna ufność wobec ukochanego, która nie potrzebuje żadnego potwierdzenia, bądź miłość do dziecka, które nas krzywdzi i maltretuje. Rozum usuwa bądź racjonalizuje, a serce włącza emocje uparte, by osiągnąć spójność emocjonalną, ale również, aby poznać stałe, niepodatne na decyzje woli, centralne punkty własnej tożsamości[8].

 

  1. EMOCJE WEWNĘTRZNIE NIESPÓJNE

Przeżywamy wiele emocji, które są wzajemnie przeciwstawne. Mogę odczuwać przyjaźń wobec kogoś, kto budzi we mnie żywiołową niechęć. Można żywić ambiwalentne emocje wobec własnej rodziny, kraju i zawodu. Nawet nasza indywidualna tożsamość może generować przeciwstawne emocje[9]. Są one wykolejone, bo grożą rozbiciem jedności emocjonalnej.

Porządek rozumu nakazuje zachować spójność emocjonalną i opowiedzieć się za jedną z emocji. Uznaję wtedy, że ta wybrana reprezentuje mnie samego, a odrzucona jest obca i wroga. Wewnętrzna sprzeczność paraliżuje przecież życie jednostki.

Porządek serca rozpoczyna od konkretu. W danej sytuacji trzeba podjąć decyzję i wybrać jedną z przeciwstawnych emocji – wedle jednego kryterium, wierności sobie w danej chwili. Ten konkretny wybór zmienia całą konfigurację – wszelkie późniejsze preferencje muszą go wziąć pod uwagę. Stosownie do całej serii drobnych decyzji i wyborów zmienia się stopniowo całe życie emocjonalne jednostki, a nawet modyfikuje i doskonali się jej tożsamość. Na wiele sposobów można rozwiązać emocjonalne dylematy – co kształtuje niepowtarzalną indywidualność jednostki.

Porządek rozumowy likwiduje problem przeciwstawnych emocji przez arbitralną eliminację emocji i struktur tożsamości, które popadają w sprzeczność z innymi. Porządek serca również pragnie ocalić spójność emocji, ale przez stopniowe dostosowywanie ich poszczególnych przejawów do całości emocjonalnej. W stopniowym upływie czasu pozornie nierozwiązywalne konflikty przeciwstawnych emocji dają się rozwiązać bądź przemienić.

Ciekawą odmianą przeżyć niespójnych są emocje, które nawzajem się „wygaszają”. Wyobraźmy sobie pijaka, który wchodzi wolno po schodach i myśli: „Właśnie przerżnąłem całą wypłatę – jestem bydlę”. Jednak na półpiętrze odczuwa dumę: „Jeśli w takim stanie potrafię siebie winić, to znaczy, że jestem wrażliwy i mam sumienie”. Idąc jeszcze wyżej, zdaje sobie sprawę, że „wrażliwy człowiek, który wyprawia takie złe rzeczy, nie jest nieświadomym bydlęciem, ale po prostu skurwysynem”[10]. Przeciwne i sprzężone emocje nawzajem się napędzają i przez to tracą swoją siłę. Człowiek odczuwający takie emocje nie może stanąć w prawdzie[11].

Rozum nakazuje przerwanie wzajemnego napędzania się emocji i decyzję o arbitralnym przyswojeniu jednej z nich. Niestety, taki wybór prowadzi do zafałszowania – rozbicia jedności emocjonalnej człowieka[12].

Logika serca jest inna. Rozwiązanie nie polega na wyborze jednej z przeciwstawnych emocji, lecz na powstrzymaniu samonakręcającego się procesu. Rolę hamulca odgrywa skrucha – bezwarunkowe przyjęcie na siebie odpowiedzialności za przeszłość. Tylko takie ucięcie deliberacji pozwala budować przyszłość od „czystej karty”. Emocje „wygaszające się” są fałszywe nie ze względu na swoją niemoralność (tego nie rozstrzygam), ale dlatego że pozostają w wiecznym kołowrocie wzajemnego napędzania się i nie jesteśmy w stanie ich efektywnie przyswoić.

 

Porównanie obu porządków

Rozum pragnie podporządkować sobie emocje. Dzięki rozumowaniu i refleksji może schładzać gwałtowne uczucia, kontrolować je tak, aby pasowały do sytuacji i odzwierciedlały obiektywną hierarchię wartości – by były wrażliwe na argumentację i nie popadały w emocjonalne sprzeczności. Osiągnięcie takich celów wymaga czasem zastosowania drastycznych środków: usuwania, racjonalizacji i neutralizacji emocji.

Niestety, za racjonalny porządek płaci się sporą cenę. Modyfikacja emocji sprawia, że stają się one sztuczne, bo tracą intymny związek z jednostką. Czasem można się zastanawiać, czy rozumowe porządkowanie wykolejonych emocji nie jest lekarstwem gorszym od choroby.

Porządek serca rządzi się innymi prawami. Sfera emocjonalna wyznacza własną logikę odczuwania i wyrażania emocji. Kolejne przeżycia poddają się tej wewnętrznej normatywności. Ma ona swoje zasady: podstawowa to zachowanie autentyczności emocji – wierności temu, co stanowi tożsamość jednostki. Mimo że serce kształtuje i zmienia emocje, tak że tracą swoją spontaniczność, to nie przestają być własne – nadal autentycznie wyrażają nas samych. Nawet głębokie przełomy emocjonalne nie zrywają więzów intymnego powiązania z jednostką.

Inna zasada normatywna domaga się zachowania wewnętrznej równowagi emocjonalnej, aby wszystkie ważne emocje połączyć w całości bez ich zniekształcenia.

W porządku serca zarządzamy emocjami, lecz w sposób bardzo elastyczny – rozładowujemy te przeciwne, badamy uważnie uparte, dbając przede wszystkim o autentyczność i zakorzenienie w tym, co istotne dla jednostki, a nie o całkowitą kontrolę i przewidywalność.

W porządku racjonalnym emocje poddają się zewnętrznej władzy rozumu. W porządku serca rządzą się własnym wewnętrznym prawem i zyskują pewną autonomię względem rozumu i woli.

Co więcej, dla niektórych właśnie serce stanowi centrum osoby ludzkiej. Nie jest ono osobną substancją, ośrodkiem władzy, który byłby generatorem i zarządcą emocji. Serce odsłania się w sposobie porządkowania naszych emocji. Kojarzy się z miękkością, łaskawością i spolegliwością, co grozi fałszywym przerysowaniem. W istocie serce utrzymuje emocjonalny porządek i twardo egzekwuje swoje wymagania. Poza tym nieustannie sprawdza samo siebie. Dzięki „niedomknięciu” sfery uczuciowej, możliwości zmiany hierarchii i ważności tego, o co się troszczy – może dokonywać wewnętrznej przemiany.

Porządek serca jest refleksyjny. To znaczy, że dbamy w nim o nasze dbanie. Ważność rzeczy i spraw musi być pielęgnowana.

Oczywiście następują nieuchronne zmiany: niektóre sprawy przestają być ważne, a inne stają się dla nas kluczowe. Jednostka żyje w świecie, który działa na jej wrażliwość i zarazem ją kształtuje. Mamy pewną swobodę manewru. Określenie „takim mnie Boże stworzyłeś” pozostaje tylko płaską wymówką.

Zestawienie dwóch porządków można sprowadzić do podstawowego sporu między autentycznością a racjonalną kontrolą. Porządek serca – to autentyczność, emocje jako wyraz tożsamości; porządek rozumu – emocje jako reakcja na świat, antena uczuciowa, która pozwala odbierać rzetelne wartości. Serce umożliwia zarządzanie emocjami, nie poddając ich bezlitosnej dyscyplinie rozumu. Jednak cena jest wysoka – emocje są własne i intymnie powiązane z jednostką, ale zarazem przestają odbijać obiektywną hierarchię wartości, co gwarantował porządek rozumu. To prowadzi do wielkiego problemu.

 

Problem twardości serca

Porządek rozumu pacyfikuje, niszczy i przemienia emocje, a nawet wzbudza nowe, lecz twarde dyscyplinowanie ich wykolejonych odmian dokonuje się w dobrym celu: pomaga zestroić odczuwanie z obiektywną hierarchią wartości. Powiązanie między rozumnością i dobrem emocji decyduje o atrakcyjności modelu racjonalnego.

Serce porządkuje emocje wokół rdzenia tożsamości – tego, co dla jednostki najważniejsze. Jednak rdzeń tożsamości nie musi być obiektywnie dobry. Nawet jeśli emocje autentycznie wyrażają nasze wnętrze, to może być ono zamknięte i niemoralne. Logika serca pozostaje intymna i własna, ale może być zarazem aksjologicznie wypaczona – zamknięta, bezduszna i zimna. Psalmista woła: „Panie… wyrwij mi serce kamienne i daj mi serce z ciała”.

Zatem wracamy do dylematu: poddawać emocje rozumowi, ryzykując, że staną się sztuczne, pozbawione swojskości i subtelnej złożoności, czy też budować wokół nich integralność serca – nie dbając o dobro moralne i szlachetność własnych odczuć. Ostatecznie stajemy przed tragicznym wyborem – między autentycznością i dobrem emocji.

Próbowano uniknąć tego dylematu na dwa sposoby. Po pierwsze, można w ogóle porzucić wszelkie organizowanie emocji i postawić na spontaniczność. Rozum i wola porządkują świat i nas samych. Natomiast rolą emocji jest odczuwanie bujności i irracjonalności życia. Stąd mogą one być dziwne, niespójne i wykolejone.

Powinniśmy chronić tę świeżość i nieskrępowanie w ich odczuwaniu. Niestety, swoboda odczuwania nie może oznaczać swobody wyrażania, podlegającej społecznym ograniczeniom. Jesteśmy skazani na hipokryzję.

Po drugie, można próbować dokonać syntezy. Emocje dzielą się na dwie wielkie grupy. Jedna buduje porządek serca – obejmuje emocje, które są odpowiedzią na obiektywną hierarchię wartości. Druga grupa zawiera namiętności i uczucia cielesne.

Człowiek powinien słuchać głosu serca, który jest osadzony w wartościach i kontrolować mniej doskonałe emocje – namiętności i uczucia cielesne. W tym ujęciu serce jest gwarantem rzetelnego odczuwania wartości i zarazem stanowi idealną miarę, która powinna normować naszą emocjonalność – bardzo podatną na przelotne namiętności i nieuporządkowane uczucia.

Jednak te kuszące propozycje mają jedną podstawową wadę. Zamiast serca jako żywego ośrodka naszego życia emocjonalnego, który przeżywa koleje losu, błądzi i zwycięża, proponuje wprowadzenie serca jako idealnej normy, bezbłędnego odbiorcy wartości.

Serce może być kamienne i złe. Gdy psalmista modli się do Boga, aby dostał serce z ciała – to nie chodzi mu o „transplantację”, ale raczej o uzdrowienie i przemianę. Człowiek sam musi przyczynić się do zmiany. Serce powinno zachować spójność historii, zatem może zmieniać się tylko od wewnątrz. Dotyczy to nawet radykalnych przełomów egzystencjalnych.

Serce zachowuje wewnętrzną wolność. Nie tylko dba o to, co dla niego ważne, ale troszczy się i zastanawia nad tym, czy coś powinno być ważne. Tej deliberacji dokonuje się w ramach emocji refleksyjnych – najważniejsze z nich to duma i wstyd – które odnoszą się do innych emocji i mogą przyczynić się do ich zmiany.

Serce może wykorzystać niespójność, nieporządek i upartość emocji wykolejonych jako narzędzie rozwoju. Zatem potrafimy kształtować własne serce, projektując to, co chcielibyśmy, żeby było dla nas istotne. Wolność serca przychodzi z wnętrza jednostki, nie jest narzucona przez zewnętrzne wartości, sądy i rozumowania.

Jak działa to w praktyce ? Sfera emocjonalna tworzy dynamiczną całość.

Emocje nie są stałe i niezmienne, pozostają czasem w napięciu; dokonujemy wyborów emocjonalnych i zmieniamy preferencje uczuciowe. To bujne życie emocji stopniowo modyfikuje całość sfery emocjonalnej.

Jednak wolność serca ujawnia się szczególnie w emocjach refleksyjnych, w których mamy aktywny stosunek do emocji, a nie tylko biernie im ulegamy. Stawiają problem zasadności przeżywania niektórych emocji, tzn. badają ważność spraw, które je wywołały.

 

***

Jak rozstrzygnąć dylemat między surową dyscypliną rozumu, który narzuca dobro, a swojskim i własnym sercem, które może uskrzydlać i wyzwalać emocje, ale jednocześnie może je zamknąć w swoim egoistycznym lub złym świecie?

W tym trudnym sporze wybrałem stronę porządku serca. Serce może być złe i bezduszne. Lecz może się wewnętrznie przemieniać, ma zdolność samodoskonalenia. Rozumowi, pojmowanemu jako przejaw racjonalnych kalkulacji, o taką plastyczność trudniej. Człowiek istnieje w czasie i możliwość rozwoju ma dla niego znaczenie fundamentalne.

Na tej drodze jest ryzyko, że emocje nas wykoleją. Jednak wykolejone emocje są znakiem, że nie tworzymy zamkniętej całości, że ciągle możemy się kształtować i wewnętrznie budować – przyswajając dziwne, zarazem straszne i interesujące emocje, które pojawiają się nie wiadomo skąd i ciągle zagrażają naszym zastanym sposobom życia i sposobom odczuwania.

_

[1] Stoicy ćwiczyli się w opanowaniu i osłabianiu emocji. Gdy ojciec rozradowany patrzy w uniesieniu na własne małe dziecko, mędrzec szepcze mu z boku, że ono i tak kiedyś umrze. Stoik ćwiczy się w takim widzeniu świata, w którym osiągnięty spokój wyklucza entuzjazm i rozpacz. Wielu ludzi, nie tylko Anglików, zostało wychowanych wedle reguły: „nie przesadzaj”. Niezależnie od sytuacji emocje powinny być stonowane. Gwałtowność emocji jest niestosowna w oczach świata. Klasycznym przykład to biblijny taniec Dawida przed Arką.

[2] Można łatwo zrozumieć ludzi, których uformowały pielgrzymki Jana Pawła II. Lecz dużo bardziej zadziwiająca dla osób z mojego pokolenia jest rola formacyjna mistrzostw świata w piłce nożnej w 1974 r.

[3] Zastanawiamy się, czy wspaniałe uśmiechy generałów koreańskich podczas wizyty ukochanego przywódcy są maską czy hipokryzją? A może uśmiechy wyrażają szczere uwielbienie dla okrutnego dyktatora? Zatem emocje generałów byłyby autentyczne, ale zarazem odsłaniają dusze, które budzą w nas zgrozę.

[4] Uważam snobizm za zjawisko ambiwalentne. Czasem jest to tępe naśladowanie, ale czasem próba dorastania do czegoś, czego nie rozumiemy i nie odczuwamy. Drugi rodzaj snobizmu ma wielkie zasługi w wychowaniu.

[5] W młodości snobistycznie czytałem zbyt mądre książki i oglądałem wyrafinowane filmy. Wrastałem w pewien świat, zanim nauczyłem się go odczuwać. Czasem motywy takiego wrastania są nieco wstydliwe: dla młodego chłopca erotyczne zaciekawienie światem może przy okazji prowadzić do odkrycia wielkiej literatury Joyce’a czy Leśmiana i filmu.

[6] Pamiętam jego pamiętniki – żył, ubierał się i jadł wedle obiektywnej hierarchii: śniadanie u paryskiego Maxima, garnitury kupowane w Anglii; jeśli cygara, to tylko kubańskie itd. Jeśli chciał robić coś nielegalnego i szokującego, to objadał się kiełbaskami (frankfurterkami) w Monachium. A jeśli zwiedzał świat, to zawsze zgodnie z ilością „gwiazdek” w bedekerze.

[7] To delikatna parafraza dosadnego powiedzenia J. Tischnera.

[8] Nie muszą to być jedynie właściwości kluczowe dla tożsamości, ale również ważne idiosynkrazje, np., czy jestem w stanie zmusić się do zjedzenia na obiad ulubionego królika.

[9] We współczesnej literaturze filozoficznej często omawia się przykład Marii Lugones, której tożsamość obejmowała bycie lesbijką z brazylijską kulturą opartą na kulcie macho.

[10] Nieco zwulgaryzowany przeze mnie przykład pochodzi od J.P. Sartre’a. Por. R. Moran, Authority and Estrangement. An Essay on Self-Knowledge, Princeton 2001.

[11] W czasach stalinowskich sławne było powiedzenie: „słyszałeś, jaką świetną samokrytykę wygłosiłem?”.

[12] Niektórzy pamiętają ks. Krzysztofa Charamsę, który czuł dumę i radość, ponieważ wyszedł z ukrycia i zaczął żyć zgodnie ze swoją homoseksualną naturą. Zgodnie z porządkiem rozumu, jeśli jest dumny z siebie, powinien pokajać się w jakiś sposób za lata spędzone w Kościele, gdzie uczestniczył w tępieniu cennych dla siebie wartości. Im większa jest duma obecna, tym bardziej powinien narastać wstyd i zażenowanie przeszłością. Jeśli ks. Charamsa odczuwa tylko dumę – to (niezależnie od tego, jak oceniamy jego postępowanie) jego emocja jest fałszywa, ponieważ świadczy o tym, że jego życie straciło spójność emocjonalną. Podobny mechanizm zachodzi przy uznaniu gen. Kiszczaka za człowieka honoru.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter