70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

Wspólnota wokół filozoficznej polszczyzny

Manfred Frank ma rację. Globalny trend sprzyja filozofii analitycznej z bardzo prostych powodów.

Po pierwsze, filozofia analityczna to dyscyplina znacznie lepiej dostosowana do warunków akademickich i tzw. naukowych standardów dyskusji, gdzie ramy i kryteria debaty są ściśle wyznaczone. Po drugie, na całym świecie widoczny jest kryzys humanistyki związany z takimi powszechnymi zjawiskami jak „cyfrowa demencja” i zanik erudycji humanistycznej wśród studenckiej młodzieży (choć, rzecz jasna, wciąż zdarzają się wspaniałe wyjątki). Tradycja analityczna, która nie postrzega się jako część humanistyki, nie uczestniczy w jej kryzysie. A po trzecie, filozofia zwana kontynentalną przechodzi, jak sądzę, okres zagubienia i dezorientacji, bo sama właściwie nie wie, czy wciąż jest „nauką o duchu” (Geisteswissenschaft) – zalew tendencji „posthumanistycznych” sprawia, że myśl ta, dotąd oparta na solidnej wiedzy historyczno-hermeneutycznej, usilnie piłuje gałąź, na której siedzi

Wszystko to negatywnie wpływa na stan filozofii kontynentalnej w Polsce. Ale są jeszcze dodatkowe, lokalne powody, dla których ma się ona u nas źle. Pierwsza diagnoza, jaka się nasuwa, to stan rozproszenia, który jest przeciwieństwem wspólnoty.

W Polsce jest wielu dobrze myślących filozofów, którzy piszą niezłe książki, ale się nawzajem nie czytają – a to właśnie wspólnota czytających, nie piszących, wytwarza tę république de lettres, która zbiera i jednoczy wokół wzajemnych recenzji, dyskusji, nawet połajanek. Tego centrum u nas nie ma.

Polska filozofia jest niezmiennie eks-centryczna w sensie, jaki słowu temu nadał Helmuth Plessner. Jej centrum leży na zewnątrz i wyznaczają je pisma naszych zachodnich kolegów, w zależności od tego, kto się czym interesuje: z Francji, Włoch, Niemiec czy obszaru anglojęzycznego, który zdecydowanie dominuje. Pomimo wielu prób ludzi mojego pokolenia, by pokonać to uzależnienie i przeskoczyć mur, który wciąż wirtualnie oddziela nas od centrum, efekty są mizerne, przypominają w istocie walenie głową w mur. Nad polską filozofią nadal unosi się fatum zapóźnienia i wtórności; nawet jeśli ktoś z nas odważy się na myśl twórczą i oryginalną, mało kto ten wysiłek kreatywny zauważy, większość odbiorców mechanicznie sprowadzi go do rangi zaledwie komentarza do takiej czy innej tendencji panującej gdzieś „tam”, nigdy „tu”. To moim zdaniem nasza największa słabość. Tak jak Polacy to naród nie bardzo wierzący w sens i cel swojego istnienia (pomimo całej powierzchownej patriotycznej tromtadracji), tak i polska filozofia w siebie nie wierzy. Głęboko uwewnętrznione, pozarefleksyjne przeświadczenie, że polskość to tandeta i dziadostwo, przekłada się automatycznie na recepcję naszej twórczości intelektualnej: coś, co zostało napisane w rodzimym języku, po prostu nie może być wybitne.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter