70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Terapeutyzując wiek

Czym jest historia? To z pozoru proste pytanie nastręcza wielu trudności. Od kilku dekad humanistyka zmaga się z definicją tej dyscypliny, a następujące po sobie zwroty teoretyczne podważały status historii jako nauki i jako obiektywnej wiedzy na temat przeszłości.

Strukturaliści, a potem narratywiści zakwestionowali rozróżnienie na fikcję i fakty, pytali o warunki dostępu do przeszłości na podstawie niepełnych źródeł oraz świadomie bądź nie konfabulujących świadków. Z tej pozycji historię zaczęto postrzegać raczej jako dyskurs, konstrukt, narrację czy wręcz poetykę, nie naukę. W wyniku tych zawirowań historia jawiła się współczesnym raczej jako ślad, pozostałość lub trop, a pomocnymi metaforami w jej rozumieniu stały się figury tradycyjnie przynależące do literatury jak metonimia czy ironia. To interpretacja, a nie naukowe dociekanie stało się sednem pracy historyka. Sekret tkwił w języku.

To on stał się w XX w. kluczem do zrozumienia sposobów organizowania i konstruowania życia społecznego. Zaczęliśmy badać to, co wyraża w sposób oczywisty, głośny i jawny, ale równie istotne stało się to, co ukrywa lub przemilcza, a co niestrudzenie próbuje przebić się w inny sposób. Polem tego, co zasłonięte i nieświadome, zawładnęła psychoanaliza. Jacques Lacan twierdził, że symboliczny porządek języka, prawa i znaczenia jest ufundowany właśnie na nieświadomości, która sama ma strukturę języka. Ale kto mówi?

Leder, filozof i terapeuta, w swojej nowej książce Rysa na tafli podąża właśnie tym tropem, zadając sobie kolejne ćwiczenie z logiki: co się stanie, jeśli postawić pytanie, nie czym jest historia, ale kim jest historia. Czy można pomyśleć o historii jako podmiocie, który przemawia? Co jeśli potraktować minione stulecie jako straumatyzowaną osobę i usadzić ją na psychoanalitycznej kozetce, jednym słowem, poddać XX stulecie terapii. Co nam taki pacjent powie?

Lederowska narracja o wieku XX zaczyna się w poprzednim stuleciu na berlińskich salonach, a kończy spektakularnym upadkiem nowojorskich wież 11 września 2001 r. O ile intuicyjnie rozumiemy, dlaczego 9/11 stało się paradygmatycznym wydarzeniem wyrywającym nas boleśnie z zastanego porządku, możemy zastanawiać się nad decyzją cofniętej periodyzacji: czy naturalne nie byłoby uznanie za jego początek roku 1914 lub rewolucji rosyjskiej? Leder sugeruje, że już wcześniej zauważalne były „symptomatyczne formy wypowiedzi, formy języka filozoficznego, które tylko pośrednio wskazywały na doświadczenie traumy”, jakiej miał doświadczyć wiek XX. Zanim doszło do faktycznego dramatu wojen: hekatomby Wielkiej Wojny, a następnie nazistowskiej katastrofy opanowującej Europę, można było dostrzec uszkodzenia, pęknięcia, tytułową rysę na podmiocie, jakim jest historia.

Trauma, paradoksalnie, zaczęła się od nudy. Chroniczna nuda oraz czarna melancholia opanowująca Europę, o której pisała Hannah Arendt, przejawiały się m.in. w kulcie życia rodzinnego, ładu, komfortu oraz wyniesieniu na piedestał przytulności. „Gdziekolwiek spoglądałem, widziałem otaczające mnie ekrany, poduszki, lamperie, które łaknęły mojego obrazu, jak cienie w Hadesie łakną krwi ofiarnego zwierzęcia” – wspominał Walter Benjamin w Berlińskim dzieciństwie na przełomie wieków. Co kryły komfort przytulnych wnętrz i zbytek biedermeierowskich salonów? Sztuka I poł. XIX w. roztaczała utopijną wizję świata odległego od rzeczywistości politycznych represji. Obraz ten wypierał dramat społecznych dysonansów, wielkich konfliktów, niepokojów, które rozgrywały się daleko od bezpiecznej Europy, w jądrze ciemności zamorskich kolonii. Śmierć i terror przesunięto do Azji i Afryki, gdzie Anglicy tworzyli pierwozwzory obozów koncentracyjnych dla Burów. Europejski romantyzm, a następnie fin de siècle miał „łagodzić dychotomię wiary, patosu, wielkich wizji i aspiracji epoki oraz rozczarowania i sentymentów, właściwych dla ludzi epoki postnapoleońskiej”, jak pisze Agnieszka Rosales-Rodriguez. W polu historii sztuki dostrzega ona to samo co Leder w historii: naiwny realizm ustępował miejsca „neurozie prawdy”, odsłaniającej klasowe konflikty, społeczne nierówności, okropności biedy, choroby i śmierci.

Dla autora Prześnionej rewolucji symptomy i objawy owej grozy ujawniały się najlepiej w dziełach filozofów. Wiek XX mówi do nas poprzez filozofię i swoich wybitnych myślicieli: Martina Heideggera, Hannah Arendt, Waltera Benjamina czy Carla Schmitta. Leder proponuje myślenie analityczne, rozumowanie pojęciami takimi, jak podmiot, suweren, Inny, trauma – po prostu filozofowanie, tak potrzebne w dzisiejszych czasach zdominowanych pisaniem emocjonalnym o emocjach i za pośrednictwem języka afektowanego. Jest tu kilka brawurowych rozdziałów: rozpoczynający książkę esej o Berlinie, rozdział drążący mechanizm wojennej grozy czy wreszcie ten poświęcony Adolfowi Eichmannowi, głównemu koordynatorowi i wykonawcy planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Intrygujące, że Leder wybrał na swojego bohatera akurat Eichmanna, który przyjmował liczne tożsamości po ucieczce z Niemiec, by wreszcie osiąść w Argentynie, gdzie został schwytany. Z pewnością jednym z powodów była wstrząsająca relacja Arendt z jego procesu w Jerozolimie, pozostały jednak niedopowiedzenie i znak zapytania, bo mimo wielu dowodów i zeznań nigdy nie udało się rozwiać wszystkich wątpliwości dotyczących tożsamości człowieka, który zawisł na izraelskiej szubienicy, co drążyła postmodernistyczna powieść Ignacio Padilli Amphitryon. Eichmann, który zabicie 10 mln Żydów uznawał za kawał dobrze wykonanej roboty, stał się symbolem człowieka ukształtowanego przez wiek XX: potężną, zbiurokratyzowaną i hiperefektywną machiną śmierci. Po doświadczeniu II wojny światowej dla wielu myślicieli, a wśród nich Zygmunta Baumana czy Giorgia Agambena, metaforą nowoczesności stał się właśnie obóz.

Leder wczytuje się w kanon krytycznej teorii, polemizuje z nią; podążając za pracami takich autorów jak Gérard Wajcman czy Alain Badiou, próbuje spoglądać na historię wieku pod nieoczywistymi kątami. Rysa na tafli nie jest bilansem historycznym, stanowi raczej eseistyczną próbę zrozumienia XX wieku i przez to może być znakomitym uzupełnieniem Nekroperformansu Doroty Sajewskiej, która zgłębia temat Wielkiej Wojny i jej wpływu na sztukę.

W książce o doświadczeniu nowoczesności Marshall Berman pisał, iż modernizm zawiera w sobie własne sprzecz ności i dialektykę. Parafrazując amerykańskiego filozofa, to samo można by powiedzieć o historii XX w.: jej objawy mogą przez pokolenia pozostawać stłumione, ale nigdy nie zostaną całkowicie wyparte, najgłębsze społeczne i duchowe rany nowoczesności można wciąż na nowo opatrywać, a mimo to nigdy się nie zabliźnią.

Andrzej Leder

Rysa na tafli. Teoria w polu psychoanalitycznym

Wydawnictwo PWN, Warszawa 2017, s. 340


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter