70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Daniel Lis

Skazani bez pamięci

„Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewnego ranka po prostu aresztowany”. Josef Kohout, ukrywający się pod pseudonimem Heinz Heger, został aresztowany o drugiej po południu. Cała reszta się zgadza.

W marcu 1939 r. Josef był studentem wiedeńskiej szkoły wyższej. Pochodził z katolickiej, praktykującej rodziny, „tak zwanego porządnego mieszczańskiego domu”. Miał 24 lata, kochających rodziców, plany na przyszłość i jeden grzech na sumieniu: kochał Freda, z wzajemnością. O dwa lata starszy od niego syn wysokiego dygnitarza nazistowskiego z Rzeszy po anszlusie przyjechał do Austrii, by ukończyć studia medyczne. Ktoś musiał donieść, bo pewnego popołudnia Josef został wezwany do siedziby Gestapo i aresztowany, po krótkim przesłuchaniu: „Jesteś pedałem, homoseksualistą, przyznajesz się? Nie kłam, ty pedalska świnio! Znasz go? No właśnie. Razem robiliście świństwa, czy się przyznajesz? Czy to twoje pismo i podpis? No widzisz, a więc jednak. Odprowadzić”.

Po dwóch tygodniach pobytu w areszcie policyjnym austriacki sąd skazuje Josefa na sześć miesięcy ciężkiego więzienia, zaostrzonego o jeden dzień głodówki miesięcznie. Fred, uznany za chorego psychicznie, unika procesu. Josef podejrzewa, że przyjaciela uratowały wpływy ojca. Nie zobaczą się nigdy więcej. W dniu zakończenia odbywania kary Josef niespodziewanie zostaje objęty dalszym aresztem ochronnym i wysłany do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, a następnie kilka miesięcy później przewieziony do obozu Flossenbürg. Przebywa tam niemal do końca wojny – w jej ostatnich tygodniach idzie w marszu śmierci do KL Dachau.

 

*

Osławiony paragraf 175 kodeksu karnego, na mocy którego Josef zostaje zatrzymany, obowiązuje w Niemczech od 1871 r. Ale dopiero w 1935 r. do jego pierwotnego brzmienia ( „za sprzeczny z naturą nierząd, do którego dochodzi pomiędzy dwiema osobami płci męskiej lub między człowiekiem a zwierzęciem, grozi kara pozbawienia wolności, jak również możliwość zasądzenia pozbawienia praw obywatelskich”) naziści dodają zapisy penalizujące wszelkie kontakty homoseksualne, w tym pocałunki i trzymanie się za ręce. Wystarczy samo podejrzenie o homoseksualizm, a organy ścigania nie muszą już udowadniać, że doszło do stosunku. (Josef zostaje aresztowany, ponieważ w ręce Gestapo trafia zdjęcie przedstawiające jego i Freda, obejmujących się po przyjacielsku, podpisane na odwrocie: „Mojemu przyjacielowi z wyrazami wiecznej miłości i najgłębszego oddania”.) W ciągu 10 lat na mocy tego paragrafu do obozów koncentracyjnych trafia od 10 do 15 tys. mężczyzn (przeżyje ok. 40% z nich), dziesiątki tysięcy innych lądują w więzieniach. Zapis ten nie obejmuje lesbijek, które w obozach zamiast różowego trójkąta otrzymują czarny – tzw. więźniowie aspołeczni – podobnie jak prostytutki, bezdomni czy alkoholicy.

Główną część Mężczyzn z różowym trójkątem stanowi opis doświadczeń obozowych Heinza Hegera. Pod tym względem książka wpisuje się w szerszy kontekst literatury lagrowej. Jak wiele świadectw, jest napisana prostym, relacjonującym językiem, z rzadka pojawiają się refleksje natury ogólnej. Ciekawe, że jedna z nich przypomina te z U nas w Auschwitzu Tadeusza Borowskiego: „Kamieniołomy pochłonęły wiele ofiar, częste były wypadki przy pracy, przeważnie świadomie prowokowane przez esesmanów czy kapo. Który kierowca mknący dzisiaj po niemieckich autostradach wie, że każdy granitowy krawężnik, który je okala, nosi ślady krwi niewinnych ofiar? (…) Który kierowca, przejeżdżając przez wiadukt na autostradzie, myśli o tym, że każdy granitowy filar, który go podtrzymuje, kosztował życie niezmiernej liczby ludzi? Morze krwi i stosy trupów – taki jest koszt każdego z tych niemieckich wiaduktów”[1]. Ale o unikalności tego świadectwa można mówić co najmniej z dwóch powodów. I tak się składa, że oba przełamują tabu.

 

*

Świadectw homoseksualistów prześladowanych przez III Rzeszę ze względu na swoją orientację seksualną (a nie religię, działalność poli tyczną czy przestępczą) zachowało się zaledwie kilkanaście. Pierwszym z nich, opublikowanym w 1972 r., byli właśnie Mężczyźni z różowym trójkątem. Bez tej książki prawdopodobnie nie byłoby kilku następnych świadectw, a także sztuki Bent Martina Shermana[2], rozmów z ocalałymi przeprowadzonych dla Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie czy filmu dokumentalnego Paragraf 175 Roba Epsteina i Jeffreya Friedmana z roku 2000, w którym ostatnich żyjących byłych więźniów można zobaczyć i usłyszeć.

Historia publikacji tej książki jest fascynująca sama w sobie. Heinz Heger to pseudonim, pod którym de facto ukrywa się dwóch mężczyzn: wspomniany już Josef Kohout, którego doświadczenia zostały opisane, oraz Johann Neumann, któremu w latach 1967–1968 Kohout o nich opowiedział i który następnie z tych relacji stworzył książkę (dziś nazwalibyśmy go ghostwriterem). Pseudonim, z powodu którego nieraz podważano autentyczność świadectwa, był konieczny ze względu na ochronę obu mężczyzn przed obowiązującym prawem: homoseksualizm był w Austrii penalizowany do roku 1971. Co ciekawe, w demokratycznych Niemczech Zachodnich nadal obowiązywał paragraf 175 w jego nazistowskim brzmieniu (w latach 1950–1965 skazano na jego mocy 44 231 osób)[3]. Prawdziwą tożsamość Heinza Hegera wyjawił życiowy partner Josefa Kohouta dopiero w 1994 r., ponad 20 lat od pierwszego niemieckiego wydania książki.

O czasach, w jakich powstała książka, wiele mówi m.in. fragment dotyczący gwałtów dokonywanych w drodze do Sachsenhausen na bohaterze przez dwóch współwięźniów, skazanych na śmierć za ciężki rozbój. Heger właściwie tłumaczy czytelnikom, że z gwałtów nie czerpał przyjemności, bo „do odczuwania jakichkolwiek seksualnych bodźców konieczna jest wewnętrzna gotowość i pociąg, także u homoseksualistow”.

O większości homoseksualnych ofiar nazizmu – zarówno mężczyzn, jak i kobiet – nie wiadomo nic lub prawie nic. To szczątkowe dane, obejmujące najwyżej imię, nazwisko, wiek, miejsce pochodzenia i zawód. Całą pamięć tamtych wydarzeń da się dziś odtworzyć jedynie na podstawie wspomnianych kilkunastu świadectw. Właściwie niemożliwe wydaje się już dokładne ustalenie, kim byli np. więźniowie z różowymi trójkątami, którzy trafili do KL Auschwitz. Nie tylko dlatego, że tam gdzie nie tak dawno o pamięć miejsca spierali się Polacy i Żydzi, o więźniach głównie pochodzenia niemieckiego mówi się niewiele. Czyj los kryje się pod numerami obozowymi? Skąd pochodzili? Kim byli ich rodzice? Czy ich akceptowali? Czy mieli życiowych partnerów? Czy ktoś po nich płakał? A skoro nie mieli dzieci – czy dziś ktoś jeszcze o nich pamięta?

W posłowiu do książki dr Joanna Ostrowska przytacza wypowiedź dr. Klausa Müllera, najważniejszego badacza tematyki różowych trójkątów: „Wyobraźmy sobie na moment, że musimy zrekonstruować proces prześladowania europejskich Żydów bez świadectw Elie Wiesela, Victora Klemperera, Anny Frank czy Primo Leviego. Wyobraźmy sobie, że musimy kształtować pamięć o prześladowaniu Żydów bez świadectw, wspomnień, refleksji ocalonych – bez ich głosu. To jest nie do wyobrażenia. Tak wygląda właśnie sytuacja, z którą musimy konfrontować się przy procesie odzyskiwania pamięci ofiar homoseksualnych”.

 

*

O ile jednak dramatyczne doświadczenia, podobne tym, o których pisze Heger (wielogodzinne apele, upokorzenia, wyniszczająca praca, obserwowanie eksperymentów medycznych, tortur i egzekucji), są w literaturze lagrowej dobrze opisane, o tyle książka ta dotyka jeszcze jednego tabu. Z pozycji raz uczestnika, raz obserwatora z rzadko spotykaną otwartością bohater opowiada o ofiarach przemocy seksualnej, seksualności oprawców czy ogólniej o obozowych relacjach (różnych: od przemocowych po miłosne). Szybko przekonuje się, że w warunkach obozowych ciało jest towarem, za który można kupić dodatkową żywność lub lżejszą pracę, czyli szanse przeżycia. „Pomyślałem, że sytuacja, w jakiej znalazła się nasza piątka, przypomina targ niewolników seksualnych w starożytnym Rzymie”. Ale dotyczy to nie tylko różowych trójkątów. Partnerów potrzebują kapo z zielonymi (kryminalni), a ich służącymi i kochankami bywają również 16–22-letni Polacy i Rosjanie z trójkątami czerwonymi (polityczni). Oficjalnie również w obozie stosunki homoseksualne są zakazane, więc wiedza o tym, kto z kim sypia, może być wykorzystywana w wewnętrznych grach o władzę między zielonymi i czerwonymi. Heger opisuje również instytucję obozowego puffu (burdelu) i to, jak seksualne pracownice przymusowe (oszukiwane, że za półroczną „służbę” zostaną zwolnione z obozu), miały leczyć z homoseksualizmu. Wyobrażenie o tym, dlaczego tematom seksualności w obozach nadal towarzyszy tak silne tabu, daje – przytoczona przez Ostrowską za książką Mikołaja Grynberga Oskarżam Auschwitz – historia Gitli, której ojciec był piplem w obozie. „Po wyzwoleniu i emigracji do Izraela nie opuszczał swojego mieszkania. Wszystkie sprawy załatwiały za niego żona i córka. Mężczyzna miał listę osób, które były »świadkami jego poniżenia«, i skreślał nazwiska w kolejności ich umierania”.

 

*

Już od 1946 r. Josef Kohout walczył o zadośćuczynienie za swoje krzywdy. Nie otrzymał go aż do śmierci w roku 1994. Nigdy nie został uznany za „ofiarę systemu narodowosocjalistycznego”. Mimo wszystko jego historia w pewnym sensie jest opowieścią z happy endem. Korzystając z chaosu, uciekł z Dachau tuż przed wyzwoleniem przez Amerykanów. Spotkanym żołnierzom przedstawił siebie i kolegów jako więźniów politycznych. Wielu tych z różowymi trójkątami wyzwolenie nie dotyczyło. Traktowani jak kryminaliści, również przez aliantów, z obozów trafiali do więzień.

W maju 2016 r. rząd Niemiec przyznał, że wyroki na podstawie paragrafu 175 są bezprawne i naruszają godność skazanych. Skazani przez sądy RFN w latach 1946–1969 mają zostać zrehabilitowani. Żaden z różowych trójkątów nie doczekał tej chwili. Rudolf Brazda, ostatni ocalały, który zdecydował się opowiedzieć swoją historię, zmarł w sierpniu 2011 r.

_

[1] Borowski tymczasem pisał: „Pracujemy pod ziemią i na ziemi, pod dachem i na deszczu, przy łopacie, lorze, kilofie i łomie. Nosimy wory z cementem, układamy cegły, tory kolejowe, grodzimy grunta, depczemy ziemię… Zakładamy podwaliny jakiejś nowej, potwornej cywilizacji. Teraz dopiero poznałem cenę starożytności. Jaką potworną zbrodnią są piramidy egipskie, świątynie i greckie posągi! Ile krwi musiało spłynąć na rzymskie drogi, wały graniczne i budowle miasta! Ta starożytność, ktora była olbrzymim koncentracyjnym obozem, gdzie niewolnikowi wypalano znak własności na czole i krzyżowano za ucieczkę. Ta starożytność, ktora była wielką zmową ludzi wolnych przeciw niewolnikom!”.

[2] Przedstawienie było hitem na West Endzie (głowną rolę zagrał Ian McKellen) i Broadwayu (tu: Richard Gere), regularnie wznawianym, a sama sztuka w 1997 r. została zekranizowana (w roli głownej Clive Owen). Jej polska prapremiera miała miejsce w warszawskim Teatrze Dramatycznym w październiku 2015 r.

[3] W RFN paragraf 175 został złagodzony w 1969 r., a zniesiony całkowicie dopiero na początku lat 90. W NRD paragraf ten zniesiono w roku 1967.

_

Heinz Heger

Mężczyźni z różowym trójkątem

tłum. Alicja Rosenau, Ośrodek Karta,

Warszawa 2016, s. 152

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter